"Zaczyna już brakować wody, ale wszyscy spodziewają się, że wygrają" [RELACJA Z KIJOWA]

- W Kijowie ludzie są przerażeni, ale nie spotkałem osoby, która powiedziałaby, że wojna rozstrzygnie się na niekorzyść Ukraińców. Wszyscy spodziewają się, że będzie jeszcze ciężej, niż jest teraz, ale wierzą, że sobie poradzą, że wygrają, że całe terytorium Ukrainy wróci pod ich kontrolę. Widać, że to bardzo zdeterminowani ludzie - mówił w TOK FM Paweł Pieniążek, który jest w Kijowie.
Zobacz wideo

W Kijowie jeżdżą samochody, pracują sklepy spożywcze i większość aptek państwowych - poinformował w piątek mer Kijowa Witalij Kliczko. Jak dodał, mieszkańcy stoją jednak w długich kolejkach po leki, dlatego zaapelował do właścicieli prywatnych aptek o ich otwarcie.

Jak mówił w TOK FM Paweł Pieniążek - wysłannik "Tygodnika Powszechnego" w Ukrainie - w Kijowie największe zagrożenie stwarzają ataki rakietowe Rosjan. - Niby zdarzają się sporadycznie, ale alarmy rozlegają się cały czas, po kilka razy dziennie. Niektórzy mieszkańcy Kijowa schodzą do piwnic lub metra, inni zostają w domach - opisywał.

Atmosferę w samym Kijowie nazwał jednak w miarę spokojną, ale - jak zauważył - to w każdej chwili może się zmienić. - Najwięcej dzieje się na obrzeżach miasta, bo tam trwają regularne starcia z Rosjanami i stamtąd jest ewakuowana ludność. To pierwsza linia obrony Kijowa, więc od tego, jak tam sytuacja się potoczy, samo miasto będzie zależne. Bo jeśli ta linia obrony zostanie przerwana, to można się spodziewać większych ataków na sam Kijów. To już nie będą tylko ataki rakietowe, ale też artyleryjskie - relacjonował.

Dodał, że autobusy przestały kursować po Kijowie, ale nadal działa metro. - Z miasta nadal można się też wydostać, bo Kijów nie został otoczony przez Rosjan, mimo wcześniejszych informacji na ten temat. Duża część kobiet i dzieci wyjechała. Ale nadal wiele tych kobiet widać na ulicach. W budynkach wieczorem jest zapalona wciąż ok. jedna czwarta świateł, ale też wiele osób zakrywa okna lub w ogóle nie zapala świateł. Więc trudno ocenić, ilu ludzi wyjechało z miasta - przyznał.

"Ludzie zostali zaangażowani w machinę wojenną"

Większość mieszkańców Kijowa nie może pójść do pracy, bo - poza sklepami - wszystko zostało zamknięte. - Ludzie więc nie pracują, ale większość z nich została zaangażowana w machinę wojenną, np. do samoobrony. Mogą liczyć na pomoc w organizowaniu im żywności. Wielu też ma swoje zapasy w domu, bo to zwyczaj w Ukrainie. Na razie też dostawy żywności docierają do marketów w mieście. Półki w sklepach nie są zaopatrzone jak wcześniej, ale w większość podstawowych produktów dalej można się zaopatrzyć. Coraz trudniej jest jednak o wodę pitną, bo jej brakuje w sklepach, a w większości miejsc Kijowa kranówka nie jest zdatna do picia - zauważył.

Jakie nastroje panują w stolicy kraju? - Oczywiście ludzie są przerażeni tym, co się dzieje, ale nie spotkałem osoby, która powiedziałaby, że wojna rozstrzygnie się na niekorzyść Ukraińców. Wszyscy spodziewają się, że będzie jeszcze ciężej, niż jest teraz, ale wierzą, że sobie poradzą, że wygrają, że całe terytorium Ukrainy wróci pod ich kontrolę. Nawet ci, którzy wyjeżdżają, mówią, że wrócą, jak najszybciej się da. Widać, że to bardzo zdeterminowani ludzie - podsumował gość Mikołaja Lizuta.

Dziewiąty dzień inwazji Rosji na Ukrainę [RELACJA NA ŻYWO]

DOSTĘP PREMIUM