Nerwowe wystąpienia Putina. "Władze rosyjskie zdają sobie sprawę, że jest źle i że będzie gorzej"

Władimir Putin podczas sobotniego spotkania z pracownicami rosyjskich linii lotniczych stwierdził m.in, że nakładane przez Zachód sankcje przypominają wypowiedzenie wojny. Wypowiedzi prezydenta Rosji analizowały w TOK FM prof. Agnieszka Legucka z PISM praz dr Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Zobacz wideo

Władimir Putin zapewnił dzisiaj, że nie ma planów wprowadzenia stanu wyjątkowego w Rosji, podziękował ochotnikom, którzy zgłaszają się do wojskowych urzędów meldunkowych i rekrutacyjnych do Ukrainy za ich "patriotyczny impuls i wsparcie", ale zapewnił, że pomoc nie jest jeszcze potrzebna. Prezydent Rosji stwierdził też, że sankcje innych krajów wobec Rosji przypominają wypowiedzenie wojny, ale na szczęście to się jeszcze nie stało.

Jak oceniła w TOK FM prof. Agnieszka Legucka z PISM, "trochę władze się przestraszyły tej reakcji społecznej". - Społeczeństwo rosyjskie zareagowało panicznie na zapowiedź zebrania Rad Federacji w piątek, bo zapowiedź tego, że w Rosji może być wprowadzony stan wojenny przebrzmiewała już od czwartku - wskazała. Dodała, że Rosjanie masowo zaczęli wykupywać loty z Rosji, a ceny biletów wzrosły trzykrotnie. - Bo to był jasny sygnał, że władze rosyjskie zaczną masowy pobór do wojska, bo - jak wyraźnie widać - specjalna operacja wojskowa nie idzie w Ukrainie tak, jak iść powinna. I tzw. kontratniki nie spełniają swoich funkcji i trzeba będzie wysłać tam osoby, które będą wojskiem z poboru. Okazuje się, że Rosjanie ten sygnał jasno zrozumieli, w związku z  czym zaczęli masowo wykupywać loty z Rosji - wyjaśniała. 

Jak dodała, aby okiełznać panikę, władze rosyjskie wprowadziły cenzurę wojskową, która zabrania mówienia o operacji Putina jak o wojnie. - Propaganda uruchomiła swoją machinę, o tej operacji mówi się tylko z oficjalnych źródeł. Rosjanie w większości uważają, że jest to specjalna operacja w obronie mieszkańców Donbasu, popierają operację wojskową w Ukrainie i to, co dzieje się w tym państwie - wymieniała. Według ekspertki "wszystko wskazuje na to, że będziemy mieć system sowiecki państwa rosyjskiego". Prof. Legucka prognozuje w związku z tym "wielki exodus" tych, "którzy zaczynają rozumieć sytuację". - Państwo policyjne będzie wyłapywać tych, który widzą, co realnie się w tym państwie dzieje - zaznaczyła.  

"Putin zdaje sobie sprawę, że jest źle i że będzie gorzej"

Z kolei zdaniem dr Agnieszki Bryc "nerwowe wystąpienia prezydenta Putina świadczą o tym, że władze rosyjskie zdają sobie sprawę z tego, że jest źle i że będzie gorzej". Naukowczyni z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zwróciła uwagę, że "Władimir Putin ewidentnie ma duży problem z tym, że wcale nie jest tak, jak mówi". - Bo coraz częściej jest tak, że komunikaty z Kremla należy odczytywać odwrotnie - podkreśliła. Tłumaczyła, że jeśli prezydent Rosji mówi, iż operacja idzie dobrze i zgodnie z planem, to faktycznie są z nią kłopoty. - Jeżeli Putin oskarża Zachód o to, że sankcje, które są nakładane, są wypowiedzeniem wojny Rosji, to świadczy też o tym, że to wcale nie jest tak, jak do tej pory władze rosyjskie mówiły, czyli że sankcje da się obejść, że w zasadzie Rosja jest i była gotowa na przyjęcie ciosu sankcyjnego ze strony Zachodu i że ze wszystkim sobie poradzi - wymieniała. 

Podkreśliła, że bez względu na to, co widzimy w doniesieniach z inwazji rosyjskiej na Ukrainę, wnioski, które wyciąga dzisiaj "Kreml, wojskowi, politycy i stratedzy są bardzo dla Rosji negatywne". - Co więcej, przewiduje się coraz większe, narastające zaniepokojenie społeczeństwa tym, co będzie - mówiła, wskazując na wycofujące się z Rosji korporacje. 

- Okazuje się, że ta Rosja - która miała być taka suwerenna - jest znacznie bardziej zależna od świata zewnętrznego, od świata zachodniego. Dzisiaj tę zależność odczuwają także zwykli Rosjanie, którzy szturmowali sklepy Ikei tuż przed zamknięciem czy którzy nie mogą serwisować swoich sprzętów elektronicznych - wskazała. 

DOSTĘP PREMIUM