"Nawet ci, którzy mówią po rosyjsku wychodzą naprzeciwko czołgów okupanta". Jak Putin zjednoczył Ukrainę

Po rosyjskiej inwazji wielu Ukraińców - którzy od urodzenia mówili po rosyjsku - postanowiło, że zaczną używać języka ukraińskiego - mówiła w TOK FM Lesia Vakuliuk, dziennikarka Ukraine 24. - Putin zrobił dla Ukrainy dużo, aby zjednoczyć nas jako naród, żeby zjednoczyć nas w tym, że naprawdę kochamy swoje państwo - stwierdziła nie bez ironii. Opisywała też sytuację w podkijowskich miejscowościach. - Teraz tam jest piekło, bo cały czas strzelają, cały czas spadają bomby, rakiety - podkreśliła.
Zobacz wideo

W podkijowskich miejscowościach trwają zaciekłe walki. Obecnie negocjowane jest zorganizowanie ewakuacji Hostomelu i Buczy, gdzie - jak podawała na Facebook rada miejska - Rosjanie mieli plądrować sklepy, strzelać do domów i samochodów, a nawet dzieci. 

Gościnią TOK FM była Lesia Vakuliuk, dziennikarka Ukraine 24, która jeszcze trzy tygodnie temu mieszkała w okupowanej obecnie przez Rosjan Buczy. - Nie mamy połączenia z naszymi sąsiadami. Milczą od wczorajszego wieczoru. Myślimy, że to dlatego, bo nie mają po prostu prądu i nie mogą doładować swoich komórek, bo nie chcę wierzyć w inne, gorsze scenariusze - mówiła w rozmowie z Karoliną Głowacką. Jak dodała bardzo ciężko jest obecnie nie tylko w Buczy, ale również w innych nieodległych od stolicy Ukrainy miasteczkach: Hostomelu i Irpeniu. 

- Wszystkie te miasta były bardzo piękne. Było dużo nowych, pięknych budynków mieszkaniowych zbudowanych w ciągu ostatnich ośmiu lat. Są tam sosny, dęby... można powiedzieć, że raj na ziemi. Ale teraz, tam chyba jest piekło, bo (...) cały czas strzelają, cały czas spadają bomby, rakiety - podkreśliła.

Zaznaczyła, że o ile w Hostomelu znajduje się lotnisko, które od początku inwazji próbowali przejąć Rosjanie, o tyle Bucza i Irpień to "po prostu cywilne miasteczka". - Wiele osób z Kijowa przeprowadziło się do Buczy czy Irpienia, ponieważ to są takie bajeczne miasteczka - mówiła, wyjaśniając, że w Buczy znajdował się park, do którego w weekendy specjalnie przyjeżdżali mieszkańcy stolicy. - Teraz te zdjęcia, filmiki z Buczy czy Irpienia są po prostu niewyobrażalne i okropne - opisywała.  

- W jednej z tych miejscowości dzisiaj też została zastrzelona rodzina, chyba matka i dwoje dzieci, a ojciec ciężko ranny. I tak cały czas. Wczoraj do Buczy przyjechali młodzi wolontariusze z jedzeniem dla psów ze schroniska. Trzech z nich zostało zastrzelonych, jedna osoba przeżyła - wymieniała.  

Wskazała także, że nie ma kontaktu od dwóch-trzech dni ze znajomym, który pojechał do Buczy, by zrobić reportaże. Choć sądzi, że to z powodu braku prądu i możliwości doładowania telefonu, stwierdziła, iż wszystko mogło się wydarzyć. - Bo jest tam po prostu strach wyjść na ulicę - mówiła. Dodała, że nie wie też, co dzieje się z jej domem, do którego wraz z mężem przeprowadzili się cztery miesiące temu. 

"Putin zrobił dla Ukrainy dużo, aby zjednoczyć nas jako naród"

Vakuliuk opowiadała również o sytuacji jeszcze przed wybuchem wojny w otoczonym obecnie Mariupolu. - Ludzie tam w większości rozmawiają po rosyjsku. Większość z nich w pewnym okresie byli za Rosją. Mówili, że może gdy przyjdzie tutaj Putin, to zrobi jakiś porządek w naszym kraju - mówiła, dodając, że tak samo było też na przykład w Charkowie, Chersoniu czy Zaporożu.

- Ale teraz nawet ci, którzy mówią po rosyjsku, wychodzą naprzeciwko tych czołgów rosyjskich, biorą flagi w ręce i krzyczą do żołnierzy rosyjskich - którzy mają automaty, którzy strzelają do tych ludzi bez broni - "idźcie stąd, bo tutaj jest Ukraina. My jesteśmy Ukraińcami, nie chcemy tutaj ruskiego miru" - obrazowała. 

Podkreśliła także, że po inwazji wielu Ukraińców - którzy od urodzenia mówili po rosyjsku - postanowiło, że zaczną używać języka ukraińskiego. - Putin zrobił dla Ukrainy dużo, aby zjednoczyć nas jako naród, żeby zjednoczyć nas w tym, że naprawdę kochamy swoje państwo - podsumowała. 

DOSTĘP PREMIUM