"Niesamowite, jak propaganda zohydza Ukraińców". Ekspertka o tym, co można odczytać z mediów Putina

Czy władze Rosji mogą zmienić swoje podejście do wojny, patrząc na powrót cynkowych trumien z martwymi żołnierzami? Anna Maria Dyner mówiła w TOK FM, że Zachód niewiele wie, co się dzieje w głowach polityków na Kremlu. Sama - żeby to zrozumieć - "dokonuje dużego psychicznego wysiłku", oglądając rosyjską telewizję. - To jest niestety stek rzygowin, który się stamtąd wylewa - mówiła, przepraszając za dosadność opisu.
Zobacz wideo

Inwazja Rosji na Ukrainę trwa już 13. dobę. Według sztabu generalnego ukraińskich sił zbrojnych Rosjanie stracili już ponad 11 tys. żołnierzy. I właśnie to - zdaniem Anny Marii Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych - jest największym kłopotem władz na Kremlu. - Będą musiały się zmagać z tymi cynkowymi trumnami, czyli z powrotem martwych żołnierzy do kraju. Już teraz coraz więcej głosów w Rosji się podnosi, że coś z tą "operacją" jest zdecydowanie nie tak - mówiła w TOK FM.

Przyznała jednak, że na razie jednak tych krytycznych głosów wobec władzy słychać niewiele. W ubiegłym tygodniu rosyjska parlamentarzystka Ludmiła Narusowa powiedziała na posiedzeniu komisji Rady Federacji (wyższej izby parlamentu Rosji), że w Ukrainie giną poborowi i podała przykład: ze stuosobowej kompanii przeżyło zaledwie czterech żołnierzy. Przypomnijmy, Narusowa to wdowa po Anatoliju Sobczaku, który w czasach, gdy był merem Petersburga, zatrudnił Władimira Putina na stanowisku swojego doradcy. Obecny prezydent Rosji nazywał Sobczaka nauczycielem i przyjacielem.

- To jest jedna z tych nielicznych osób, które się reflektują politycznie w Rosji. W Dumie padło jeszcze co najmniej kilka krytycznych głosów ze strony deputowanych Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, którzy mówili, że owszem, głosowali za niepodległością Doniecka i Ługańska, ale nie za bombardowaniem Ukrainy - powiedziała Anna Maria Dyner.

Jak dodała, te krytyczne głosy mogą pchnąć władze na Kremlu w kierunku dwóch scenariuszy. - Optymistyczny polega na przerwaniu "operacji", rozpoczęciu rokowań, ale pytanie, co wtedy z terenami, które zajęła już Rosja. Pesymistyczny scenariusz: strona rosyjska jeszcze zaostrzy działania, choćby za pomocą lotnictwa i marynarki wojennej - wyjaśniała ekspertka.

"Stek rzygowin, który wylewa się z rosyjskiej telewizji"

Rozmówczyni Jakuba Janiszewskiego zastrzegła jednak, że problemem Zachodu jest to, iż bardzo niewiele wie o tym, jakie procesy myślowe zachodzą na Kremlu. Właśnie m.in. dlatego popełnił błąd, gdy przewidywał, co się stanie w Ukrainie, jeszcze zanim wybuchła wojna. - Zakładaliśmy pewną logikę w myśleniu Kremla, czyli że weźmie pod uwagę, że wojna bardzo niekorzystnie się odbije na Rosji i Rosjanach, na kondycji gospodarczej tego państwa. Okazało się jednak, że to miało mniejsze znaczenie niż myślenie o tym, że koniecznie trzeba wygrać z Zachodem - wyjaśniała.

Przyznała, że aby zrozumieć, co "roi się w głowach polityków na Kremlu, dokonuje dużego psychicznego wysiłku", oglądając rosyjską telewizję. - To jest niestety stek rzygowin, który się stamtąd wylewa. Niesamowite, w jaki sposób propaganda zohydza Ukrainę i Ukraińców. Niesamowite, w jaki sposób Rosjanie próbują zdehumanizować stronę, która się broni - ubolewała.

Na pytanie prowadzącego audycję, kto poza Putinem podejmuje na Kremlu decyzje, ekspertka odpowiedziała, że raczej robi on to samodzielnie. - Podejrzewam, że ma bardzo ograniczony kontakt ze swoim otoczeniem i swoimi doradcami. Stało się to widoczne w ostatnich 2-3 miesiącach. Wcześniej można było wskazać, kto mu doradza, a ostatnio Kreml się zrobił twierdzą. To też wskazuje na to, jak bardzo oderwany od rzeczywistości może być włodarz Rosji - podkreśliła.

W jej ocenie dostęp do ucha Putina mogą mieć co najwyżej wojskowi i wywiad, choć ten ostatni skompromitował się i "zawalił". - Przez to Putin nie docenił oporu społecznego Ukraińców, jaki spowodowała ta wojna. Nie przewidział, że oni do ostatka będą chcieli bronić swojej ziemi. Jemu się pewnie wydawało, że przyjdzie, zajmie i będzie jak z Krymem, gdzie poparcie dla Rosji jest wysokie.

DOSTĘP PREMIUM