SMS-y o treści "Żyjemy" już nie dochodzą. Trwa dramat mieszkańców Mariupola. Miasta, które "postawiło się propagandzie rosyjskiej"

Do wczoraj jeszcze dostawałem krótkie SMS-y od ludzi z Mariupola, w tym też mojej rodziny. Pisali: "Żyjemy". To najważniejsze, bo od wielu dni miasto nieustannie jest pod ostrzałem Rosjan - mówił w TOK FM Andrzej Iwaszko. Po tym, jak Rosjanie zburzyli wieżę telekomunikacyjną w Mariupolu, "telefony zamilkły". - Oni tam siedzą w piwnicach w ciemnościach. Sytuacja jest katastrofalna - podkreślił prezes Polsko-Ukraińskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Mariupolu.
Zobacz wideo

Władze Ukrainy alarmują, że sytuacja w Mariupolu jest katastrofalna. Położone nad Morzem Azowskim miasto jest odcięte od prądu, gazu, wody i dostaw żywności. Mieszkańcy od czterech dni czekają na otwarcie "zielonego korytarza", by mogli się ewakuować z miasta. Jednak - jak donosi ukraińska armia - za każdym razem, gdy korytarze mają zostać otwarte, Rosjanie wykorzystują to do własnych celów: rozpoczynają ostrzał, a potem przegrupowują swoje wojska, by zająć korzystniejsze pozycje.

Jak relacjonują przedstawiciele rady miejskiej Mariupola, z braku prądu ludzie gotują posiłki na ogniskach, zabitych bliskich chowają na podwórkach. Prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że miasto "zostało zablokowane i jest celowo dręczone". - Okupanci świadomie odłączyli łączność, zablokowali dostawy wody. Zmarła tam dziewczynka w wyniku odwodnienia - dodał.

- Do wczoraj jeszcze dostawałem krótkie SMS-y od ludzi z Mariupola, w tym też mojej rodziny. Pisali: "Żyjemy". To najważniejsze, bo od wielu dni miasto nieustannie jest pod ostrzałem Rosjan. Barbarzyńcy niszczą wszystko - mówił w TOK FM prezes Polsko-Ukraińskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Mariupolu - Andrzej Iwaszko, który jest już w Polsce.

Gość Piotra Maślaka przypomniał, że rosyjskie wojsko zniszczyło wieżę telekomunikacyjną w Mariupolu, dzięki której mieszkańcy mogli utrzymywać kontakt z bliskimi. - Teraz nasze telefony zamilkły. Oni tam siedzą w piwnicach w ciemnościach. Sytuacja jest katastrofalna - podkreślił.

"Rosja to kraj terrorystyczny"

Andrzej Iwaszko działania Rosjan, którzy od kilku dni uniemożliwiają mieszkańcom Mariupola ewakuację, nazwał ludobójstwem. - W tej chwili jest tam ok. 400 tys. ludzi, to są także kobiety i dzieci. Tam są nie tylko Ukraińcy, których Putin chce wyniszczyć, ale także osoby pochodzenia greckiego, Ormianie, Żydzi i Rosjanie. Cały świat woła o pomoc, a Putin mówi, że chce ratować tych ludzi. I co robi? Burzy całe miasto – mówił.

Już kilka razy zapowiadano ewakuację z oblężonego miasta. Ale gość TOK FM nie wierzy w żadne zapewnienia Rosjan na ten temat.

- Putin atakując Mariupol, używa wszystkiego, co ma w swoim arsenale, w tym zakazane (w międzynarodowych konwencjach – przyp. red.) bomby. Łamie wszystkie reguły prowadzenia wojny, a jedną z nich jest jej zawieszenie, żeby strony mogły zabrać swoich rannych. Chce zniszczyć Mariupol, bo to miasto, które postawiło się propagandzie rosyjskiej. Wbrew niej pokazało, że jest ukraińskim miastem, chce pozostać w Ukrainie. – mówił prezes Polsko-Ukraińskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Mariupolu, nazywając Rosję "krajem terrorystycznym".

Rozmówca Piotra Maślaka zaapelował też do władz NATO, żeby "zamknęły niebo" nad Ukrainą. - Na ziemi żołnierze ukraińscy sobie poradzą, bo mają siłę i ducha do walki. W dodatku mieszkańcy ich wspierają. Ale trzeba zamknąć niebo, bo tylko za pomocą lotnictwa i nieludzkich sposobów walki Rosjanie mogą przejmować inicjatywę. Wiem, że NATO boi się trzeciej wojny światowej, ale chcę powiedzieć, że ona już trwa. Każdy kraj za chwilę może się znaleźć w sytuacji Ukrainy – ocenił Andrzej Iwaszko. 

DOSTĘP PREMIUM