"Tutaj każdy dom ma swój bar z koktajlami Mołotowa". Mieszkaniec Kijowa: Więc Rosjanie, proszę bardzo, próbujcie

W sklepach w Kijowie brakuje już wielu produktów żywnościowych, ale na razie jeszcze nikt nie chodzi głodny - relacjonował w TOK FM Leonid Stoikov. Jak dodał, w kolejkach do sklepów ludzie rozmawiają o "domowych przepisach" na to, jak niszczyć wroga. - Każdy budynek mieszkalny ma swój "bar" z koktajlami (Mołotowa). Więc Rosjanie, proszę bardzo, próbujcie - mówił.
Zobacz wideo

W czwartek mer Kijowa Witalij Kliczko poinformował, że w mieście zostało około 2 miliony mieszkańców, co - jak dodał - oznacza, że co drugi kijowianin wyjechał po wybuchu wojny. Mówił także, że stolica Ukrainy przeobraziła się w fortecę. - Każda ulica, każdy budynek jest umacniany, przyłącza się obrona terytorialna. Nawet ludzie, którzy nigdy w życiu nie chcieli zmieniać wyglądu, teraz noszą mundury i mają automaty w rękach. I muzycy, i aktorzy, przedstawiciele różnych profesji (...)  Miasto stało i będzie stać. Ludzie go nie poddadzą i wróg nie przejdzie - oznajmił.

W TOK FM Leonid Stoikov - prawnik z Kijowa - mówił, że mimo wojny on i inni mieszkańcy stolicy próbują wracać do codziennej rutyny, żeby "nie zwariować", ale utrudniają to rosyjskie ostrzały. - Nie da się tego inaczej nazwać jak terroryzmem. Strzelają do nas rakietami, ale na szczęście nasza obrona przeciwlotnicza nas chroni - mówił i dodał, że gdy rozbrzmiewają alarmy, kryje się w łazience. - To łazienka przeciwbombowa - żartował.

Relacjonował, że w sklepach brakuje już wielu produktów żywnościowych, ale na razie jeszcze nikt "nie chodzi głodny". - W kolejkach do sklepów ludzie rozmawiają o "domowych przepisach", jak niszczyć wroga. Bo każdy budynek mieszkalny ma swój "bar" z koktajlami (Mołotowa - przyp. red.) - opisywał.

Stwierdził też, że do obrony Kijowa jest więcej chętnych niż miejsc w szeregach wojskowych, bo nie wystarcza dla wszystkich broni ani amunicji. - Takich jak mnie, którzy nie mają przeszkolenia, na razie nie biorą. Ale poziom solidarności i morale jest na najwyższym poziomie. Cały naród jest przygotowany do obrony do końca. Bo to jest wojna, która ma zniszczyć Ukrainę, a nie tylko - jak było wcześniej - zrobić z nas niewolników - ocenił.

"Ukraińcy jak dziecko, które jest na podwórku dręczone przez dresiarzy"

Jego zdaniem Rosjanie planują dla Ukraińców stworzenie obozów koncentracyjnych, bo - jak dodał - z historii wynika, że "nigdy inwazja rosyjska nie wyglądała inaczej". - Zawsze była z obozami, represjami i ludobójstwem - podkreślił i dodał, że dlatego czując to zagrożenie, Ukraińcy przypomnieli sobie, iż "są Kozakami" i postanowili walczyć do końca.

Porównał Ukraińców do dziecka, które jest na podwórku dręczone przez dresiarzy. - Codziennie zabierają mu pieniądze, ale któregoś dnia, gdy do niego podchodzą, ono bierze butelkę, rozbija ją i robi z niego - u nas to się nazywa - różę. Dziecko, gdy już stoi pod ścianą, mówi do dresiarzy, że mogą spróbować mu wszystko zabrać, ale muszą za to zapłacić. Ukraina i cały naród ukraiński jest w takiej sytuacji - podkreślił.

- Rosjanie mówią o sobie, że są drugą armią świata. A widzieliście, co się dzieje z tą drugą armią świata, gdy napada na "gołą i bosą" Ukrainę. To się będzie działo z Rosjanami dalej - zapewnił. - Nie wezmą Kijowa. To jest teraz cytadela. Większość z tych 2 mln osób, które tu zostały, jest przygotowana do walki. Z okien będą leciały koktajle. Rosjanie, proszę bardzo, próbujcie - zakończył gość TOK FM.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM