"Rosyjska armia paździerzem stoi". Ekspert: Zdarzało się, że strzelali do własnych samolotów

- Rosjanie obawiają się tego, że w przypadku dużego uruchomienia lotnictwa, nie będą w stanie odróżnić, czy samolot, który nadlatuje, jest swój czy obcy. Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale zdarzało się, że strzelali do własnych samolotów - mówił w TOK FM Konrad Muzyka. Analityk ds. wojskowości tłumaczy też, co inwazja na Ukrainę mówi w ogóle o rosyjskiej armii.
Zobacz wideo

W piątek rano rosyjskie samoloty zrzuciły bomby na lotniska w Łucku i Iwano-Frankowsku na zachodzie Ukrainy. Według "Financial Times" ma to dowodzić, że następuje intensyfikacja działań lotnictwa.  

Zdaniem Konrada Muzyki niezależnego analityka ds. wojskowości Rosji i Białorusi z Rochan Consulting, skala użycia lotnictwa rosyjskiego jest jednak na razie minimalna. - Ono ma w tym konflikcie pełnić rolę drugo-, a nawet trzeciorzędną - mówił w TOK FM. - Rosjanie obawiali się do tej pory używania lotnictwa na skalę masową. 

Ekspert wskazał przy tym, że przed konfliktem szacowano, że "w okolicach Ukrainy jest około 300 samolotów bojowych, które mogą przeprowadzać różnego rodzaju misje", tymczasem w praktyce ich liczba była dużo mniejsza. - Szczyt lotów bojowych na Ukrainę przypadł 7 marca, kiedy wykonano ich 51. 8 marca liczba ta zmalała do 23, a przedwczoraj wyniosła 39 - wyliczył. 

Czym można to tłumaczyć? Zdaniem analityka stoi za tym m.in. słabe rozpoznanie Rosjan, a także fakt niezniszczenia ukraińskich systemów obrony przeciwlotniczej - te nadal mogą być zagrożeniem dla rosyjskich samolotów.  

- Poza tym Ukraińcy teraz stosują podobną taktykę, co Serbowie, mianowicie wyłączają radary - mówił  gość Jakuba Janiszewskiego. - Serbowie jak tylko usłyszeli, że samolot był bardzo blisko, włączali radary, atakowali szybko cel, następnie wyłączali je i zmieniali miejsce przebywania baterii przeciwlotniczej. Stanowiło to koszmarnie duży problem dla wojsk NATO i spowodowało, że samoloty Sojuszu, głównie amerykańskie, musiały operować na dużych wysokościach, co z kolei wpływało na ich efektywność w prowadzeniu aktów bombowo-rakietowych -  tłumaczył. 

Słabe wyszkolenie pilotów

Jeszcze innym z powodów, według gościa TOK FM, dla którego Rosjanie nie wykorzystują potencjału swojego lotnictwa, jest słabe wyszkolenie pilotów, którzy "w ciągu roku spędzają średnio 100-120 godzin w powietrzu, a dla porównania piloci wojsk NATO, którzy służą w jednostkach wysokiej gotowości, szkolą się 180-240 godzin". - Stąd Rosjanie obawiają się i tego, że w przypadku dużego uruchomienia lotnictwa, nie będą w stanie odróżnić, czy samolot, który nadlatuje, jest swój czy obcy. Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale zdarzało się, że Rosjanie strzelali do własnych samolotów - przekonywał. 

W ocenie eksperta Rosjanie "spodziewają się, że konflikt, który na razie jest lokalny, zmieni się w konflikt regionalny i obejmie państwa NATO".  - W tym przypadku Rosjanie będą potrzebowali dużej liczby samolotów, żeby prowadzić wojnę powietrzną z NATO - zastrzegł. 

"Rosjanie mocno skupili się na PR-owych efektach"

Gość TOK FM był także pytany, co cała operacja wojskowa, mówi o rosyjskiej armii. - Powiem młodzieżowo: wydaje się, że rosyjska armia stoi jednak trochę paździerzem -  odpowiedział Konrad Muzyka. I wskazał konkretny przykład. - Problemem największym w marszach wojsk rosyjskich na Ukrainie jest to, że część z tych pojazdów nie opuściła garaży przez ponad rok. A że opony nie były przyzwyczajone do ruchu, to jak wjechały na grunt inny niż droga asfaltowa, zaczęły pękać i spadać z kół - mówił.

- Rosjanie mocno skupili się na PR-owych efektach rozwoju sił zbrojnych, a nie zabezpieczyli się logistycznie. Mówi się, że amatorzy studiują taktykę, a zawodowcy studiują logistykę. Jeżeli logistyka szwankuje, to nie ma szans, żeby jakakolwiek operacja zbrojna odniosła sukces - ocenił. 

Zdaniem Konrada Muzyki to pokazuje też rozdźwięk między rzeczywistością a wyobrażeniem. - Między tym, co Rosjanie przekazywali przez lata w sprawie modernizacji sił zbrojnych, ćwiczeń, prowadzenia operacji połączonych, a tym, co widzimy teraz - podkreślił. Ale, jego zdaniem dowodzi to też tego, że "decyzja o ataku na Ukrainę została podjęta w bardzo małym gronie, mogło to być 5-6 osób, które przedstawiły swój punkt widzenia Putinowi". 

- Rosja jest krajem w głównej mierze napędzanym przez raporty wywiadowcze i wobec tego to wywiad kieruje drogami, w które idzie państwo. Jeśli wywiad jest korumpowany, w tym sensie, że przedstawia złe informacje swojemu szefostwu, które przekazuje je do najwyższych czynników politycznych, to ostatecznie musi się to skończyć bardzo źle - zastrzegł.

Stąd też, w ocenie gościa TOK FM, "Rosjanie nie tylko nie przygotowali się wojskowo do tego konfliktu, ale nie przygotowali się do niego także politycznie". - Mieli inne wyobrażenie, jak Ukraińcy ich przywitają - skwitował. 

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM