"Mamy karabiny po to, by zabić jak najwięcej wrogów". Obrońcy Kijowa [REPORTAŻ AGNIESZKI LICHNEROWICZ]

Jurij Taras przed wojną był biznesmenem, a teraz broni Kijowa i szkoli młodych kolegów. - Potrzebni są im tacy jak ja, żeby przekazać wiedzę, choćby o tym, jak pokonać strach. Uczymy ich też strzelać z automatów i rzucać koktajlami Mołotowa. Bo nie jesteśmy tu tylko po to, by stać. Mamy karabiny po to, by ich używać, bronić kraju i zabić jak najwięcej wrogów - mówi w reportażu Agnieszki Lichnerowicz.
Zobacz wideo

Po trzech tygodniach wojny Rosjanie intensyfikują ostrzał Kijowa. Mieszkańcom zamienionego w twierdzę miasta nie brakuje woli walki, ale ich życie wywróciło się do góry nogami.

O tym, jak musieli zmienić swoją codzienność opowiedzieli przebywającej w stolicy Ukrainy Agnieszce Lichnerowicz.

Jednym z bohaterów reportażu dziennikarki TOK FM jest Jurij Taras. Jak mówi, przed wojną był doradcą premiera ds. gospodarczych i podatkowych, później prowadził firmę inwestycyjną, a teraz stoi na tzw. blok-poście, czyli uzbrojonej barykadzie i posterunku. Jest członkiem Obrony Terytorialnej.

- Wojna zmusiła nas do przeorganizowania życia. Kto mógł, zgłosił się do obrony. My byliśmy właśnie jednymi z pierwszych, którzy to zrobili. Wcześniej nie było tutaj żadnych zabezpieczeń, a teraz są betonowe zapory i metalowe jeże przeciwpancerne, które mają zatrzymać wroga. Zablokowaliśmy jeden z wjazdów do miasta, Rosjanie nie przejadą tędy czołgami, będą musieli zwolnić, zawrócić i stać się naszymi celami – opisuje.

Taras jest weteranem wojny w Afganistanie, skąd przywiózł nawet radzieckie medale. Ale wielu młodych obrońców Kijowa nie ma jeszcze doświadczenia frontowego. - Potrzebni są im tacy jak ja, żeby przekazać wiedzę, choćby o tym, jak pokonać strach. Uczymy ich też strzelać z automatów i rzucać koktajlami Mołotowa. Bo nie jesteśmy tu tylko po to, by stać. Mamy karabiny po to, by ich używać, bronić kraju i zabić jak najwięcej wrogów – podkreślił.

Do Obrony Terytorialnej zaciągnęła się także 21-letnia Swietłana, przed wojną biolożka, a teraz paramedyczka. - Udzielam pierwszej pomocy medycznej do czasu, gdy przyjeżdżają profesjonalni lekarze i zabierają rannego do szpitala. Udzieliłam pomocy np. człowiekowi, który został postrzelony na posterunku, bo nie chciał się zastosować do rozkazów żołnierzy - opowiada.

Więcej o codzienności Swietłany i innych obrońców Kijowa posłuchasz tutaj:

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM