"Putin nie weźmie na klatę wyniku tej wojny". Korespondentka TOK FM o rosyjskim planie "B"

W Kijowie jest specjalna wysłanniczka TOK FM Agnieszka Lichnerowicz. W rozmowie z Maciejem Zakrockim relacjonowała obecną sytuację. Jak mówiła, najtrudniej jest nadal w położonym na wschodzie Mariupolu, z którego uciekać musieli dziennikarze obawiający się porwania przez Rosjan.
Zobacz wideo

Będąca w Kijowie Agnieszka Lichnerowicz przyznała, że ma wrażenie, iż we wtorek liczba alarmów przeciwlotniczych jest wyższa niż wcześniej. W stolicy Ukrainy trwa również wydłużona godzina policyjna, która zaczęła się w poniedziałek o 20, a skończy się w środę rano. Nie można opuszczać mieszkań, poza koniecznością udania się do schronów. 

Choć - jak opisywała w rozmowie z Maciejem Zakrockim - wydaje się, że od kilku dni front "zastygł", już dokonane zniszczenia są ogromne. - W gruzach są setki budynków, szpitali, szkół, domów. Co najmniej kilka miast w zasadzie zniknęło z powierzchni ziemi - relacjonowała.

Dziennikarze uciekli z Mariupola

Dziennikarka TOK FM podkreśliła, że najtrudniejsza sytuacja nadal jest w położonym na wschodzie kraju Mariupolu. Wciąż ma pozostawać tam 100 tys. osób, które - jak przekazują świadkowie, którym udało się uciec - żyją w dramatycznych warunkach. - Niektórzy opowiadają, że po prostu ludzie umierają z braku wody, z odwodnienia - zaznaczyła. 

Lichnerowicz wskazała także, że z Mariupola uciekli prawdopodobnie ostatni profesjonalni dziennikarze z agencji Associated Press. - Uciekli po tym, jak dostali informację, że stali się celem Rosjan; że byłaby próba ich porwania - opowiadała. Dodała, że choć "trudno jeszcze ocenić, jak skończy się ta wielka walka, czy wielka tragedia w Mariupolu, ale przejdzie ona zapewne niestety do tragicznej historii tego, co ludzkość potrafi".

"Putin nie weźmie na klatę wyniku tej wojny"

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski kilkukrotnie apelował o to, by do stołu negocjacyjnego zasiadł z nim Władimir Putin.  Lichnerowicz wskazała jednak, że obserwując sondaże oraz prowadząc rozmowy z ekspertami, wojskowymi i obserwatorami, widać "ogólną wiarę w możliwości i siły armii ukraińskiej". - Z tej perspektywy moi rozmówcy są przekonani, że to jeszcze nie jest ten moment, w którym dyplomaci są w stanie wnieść coś znaczącego do tej wojny. To znaczy, że ona ciągle rozstrzyga się na froncie. I nawet niektórzy uważają, że być może te dramatyczne ataki na Mariupol,(...) że one są elementem przygotowań czy wzmacnianiem pozycji negocjacyjnej przed rozmowami - mówiła. 

Powołała się przy tym na analityków, którzy wskazują, że być może Rosja przechodzi do planu "B".
- Podbój całego kraju się nie udał. Poza Chersoniem, żadne duże miasto nie zostało podbite. Ten plan "B" to byłoby wzmocnienie pozycji tam, gdzie Rosjanom udało się odnieść jakieś sukcesy na ziemi, czyli w korytarzu południowo-wschodnim łączącym okupowany Donbas z Krymem - wyjaśniała. Dodała, że przeszkodą jest tutaj Mariupol, który mimo że jest jest całkowicie otoczony przez wojska rosyjskie, cały czas jest pod ukraińską kontrolą. 

Zdaniem rozmówców Lichnerowicz Władimir Putin nie zasiądzie do rozmów z prezydentem Ukrainy.
- On, mówiąc bardzo eufemistycznie, nie weźmie na klatę wyniku tej wojny, który jest daleki od zapowiedzi z samego jej początku. Raczej trudno im wyobrazić sobie takie spotkanie - zaznaczyła, tłumacząc, że jest to analiza ekspertów, wojskowych i obserwatorów. 

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM