"Terror akustyczny" w Charkowie. "Przerwy po 15-20 minut po to, żeby wyjść na świeże powietrze"

- To jest koszmar dla mieszkańców, którzy tam pozostali. Chowają się w schronach pod wielopiętrowymi budynkami, bo to są po prostu typowe, sypialniane osiedla. Niekiedy mają przerwy po 15-20 minut po to, żeby wyjść tylko na świeże powietrze. Te przerwy mogą się w każdej chwili zakończyć - tak o sytuacji na obrzeżach Charkowa mówił w TOK FM Piotr Andrusieczko, dziennikarz Outride.rs i "Gazety Wyborczej".
Zobacz wideo

W środę rosyjska bomba kasetowa spadła na cmentarz wojenny w Charkowie, na którym spoczywają oficerowie Wojska Polskiego. "Na cmentarzu widać ślady po wybuchach, pociski trafiły - symbolicznie - w tabliczki z nazwiskami polskich oficerów zamordowanych przez NKWD" - poinformował dziennikarz PAP. Cmentarz Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie-Piatichatkach to miejsce pochówku ofiar stalinowskiej czystki z lat 1937-38, a także oficerów Wojska Polskiego rozstrzelanych podczas zbrodni katyńskiej w 1940 roku.

Jak relacjonował w TOK FM Piotr Andrusieczko, przebywający w Charkowie dziennikarz Outride.rs i "Gazety Wyborczej", miasto cały czas znajduje się pod ostrzałem Rosjan. - To, co się tutaj dzieje jest określane przez samych mieszkańców jako "terror dźwiękowy, terror akustyczny". Przed chwilą było słychać kolejne eksplozje. To jest niestety codzienność dla tych, którzy pozostali w tym mieście, że słychać cały czas wybuchy - mówił.

Gość Jakuba Janiszewskiego dodał, że najgorsza sytuacja jest na obrzeżach Charkowa - w jego północno-wschodniej części, gdzie Rosjanie mają najbliżej ustawione jednostki artyleryjskie. - To jest koszmar dla tych mieszkańców, którzy tam pozostali. Jednak tam cały czas wiele osób mieszka. Chociaż mieszka to za dużo powiedziane, oni po prostu chowają się w schronach pod wielopiętrowymi budynkami, bo to są po prostu typowe, sypialniane osiedla. Niekiedy mają przerwy po 15-20 minut po to, żeby wyjść tylko na świeże powietrze. Te przerwy mogą się w każdej chwili zakończyć - opowiadał Andrusieczko.

Dziennikarz podkreślił jednak, że miasto cały czas się broni, a żołnierze rosyjscy do tej pory nie weszli do samego Charkowa, nie licząc grup dywersyjnych czy zwiadowczych. - Drogi dojazdowe do miasta są zabezpieczone. Obrona jest ustawiona na zewnątrz Charkowa - mówił. Wskazał także, że mimo ostrzału miasto cały czas funkcjonuje. - Otwarte są sklepy, apteki, rozwożona jest pomoc humanitarna, widziałem kilka stacji benzynowych, które działają. Są oczywiście kolejki, ale paliwo ciągle jest - relacjonował. Andrusieczko wyraził także swój podziw dla służb. - Cały czas służby miejskie pracują, odgruzowują, prowadzą naprawę linii elektrycznych, wodociągów itd. - podkreślił.

Dziennikarz stwierdził też, że sytuacja w Charkowie jest trudna, ale i tak lepsza niż w niektórych miastach bombardowanych przez Rosjan. - To na pewno nie jest miasto, które jest w najgorszej sytuacji. Zdecydowanie gorzej jest na pewno w Czernihowie, jak wynika z doniesień medialnych także w Sumach. Nie mówię już nawet o Mariupolu, który według informacji, które mamy, został w dużej mierze zrównany z ziemią - ocenił.

Dodał jednak, że Charków jest typowy w porównaniu z tymi miastami jeśli chodzi o samą taktykę rosyjskich działań. - To jest miasto, które było ostrzeliwane najpierw rakietowo, bombardowane bardzo silnie - wskazał i podkreślił, że dotyczy to także w dużej mierze budynków infrastruktury cywilnej. - Ciężko opisać jak wygląda budynek zniszczony bombami lotniczymi, które przebijają kilka pięter stropu betonowego i eksplodują. To jest chaotyczny ostrzał. Nie ma żadnego uzasadnienia dla niszczenia budynków mieszkalnych - podsumował Andrusieczko. 

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM