"Myślę, że wybuchy były "przeznaczone" dla prezydenta Bidena". Ukraińska dziennikarka o sytuacji we Lwowie

Po ostrzale Lwowa zatrzymano kilku mężczyzn. - W ich telefonach policja znalazła numery rosyjskie. Znaleziono zdjęcia blockpostów w obwodzie lwowskim. Policja podejrzewa, że to ci mężczyźni skierowali, wskazali cel - mówiła w TOK FM Lesia Vakuliuk. Dziennikarka Ukraine 24 oceniła, że powoli świat przyzwyczaił się do tego, że w jej kraju trwa wojna. - To niebezpieczne, bo wojna powszednieje - oceniła.
Zobacz wideo

Rosja dwukrotnie w sobotę ostrzelała Lwów. Celem był magazyn paliw w północnej części miasta. Pięć osób zostało rannych.

Jak relacjonowała w TOK FM dziennikarka Ukraine 24 Lesia Vakuliuk, noc we Lwowie minęła spokojnie. - Myślę, że te wybuchy były "przeznaczone" dla prezydenta Bidena, który był (wtedy) w Warszawie. Tak wszyscy mówimy w Ukrainie, że te wybuchy we Lwowie, to takie powiedzenie, przekaz od Putina dla Bidena. Jak pokazanie, że możemy rakiety puścić dalej, możemy zrobić tak, że będzie niespokojnie - mówiła.

Zdaniem dziennikarki sobotni ostrzał będzie miał wpływ na mieszkańców Lwowa. Miasto do tej pory było bezpieczne, choć regularnie słuchać było alarmy bombowe. - Ale ludzie chodzili dalej po ulicach, trwał zwykły dzień, tylko gdzieś tam trwał ostrzał. Teraz pewnie przy okazji następnego alarmu bombowego będzie inaczej - ludzie będą chować się. Wczoraj się przestraszyli. W niektórych mieszkaniach siła wybuchu pootwierała drzwi, wstrząsnęła budynkami - opowiadała.

Vakaliuk dodała, że po sobotnich atakach zatrzymano kilku mężczyzn. - W ich telefonach policja znalazła filmiki lecącej rakiety, kontakty i numery rosyjskie. Znaleziono zdjęcia blockpostów w obwodzie lwowskim.  Policja podejrzewa, że to ci mężczyźni skierowali, wskazali cel - wyjaśniła.

Vakuliuk uważa, że sobotni ostrzał może mieć wpływ na plany uchodźców, którzy od początku wojny przyjeżdżają do Lwowa z innych części Ukrainy. Część z nich decydowała się na zostanie w mieście.

- Myślę, że po tych atakach niektórzy z uchodźców wyjadą. Bo dla nich to jak przeżywanie znowu tego, co było wcześniej. Nie wytrzymują alarmów, widzieli te słupy dymu. Może dorośli się jakoś przyzwyczajają, ale dzieci bardzo ciężko przeżywają tę wojnę, nie mogą w nocy spać, boją się, wzdrygają się przy dźwiękach głośniejszych, nawet jak ktoś głośniej drzwi zamyka - opowiadała gościni TOK FM.

Wojna spowszedniała? "To niebezpieczne"

Ukraińska dziennikarka, dziękując za wsparcie okazywane Ukrainie, oceniła, że powoli świat chyba przyzwyczaił się do tego, że w jej kraju trwa wojna. - Ludzie inaczej to odbierają, to już nie jest taki szok, jak na początku. To niebezpieczne, bo wojna staje się czymś zwykłym, powszednieje i ludzie zaczynają zajmować się swoimi sprawami - mówiła w rozmowie z Anną Piekutowską.

Vakuliuk poprosiła, żeby "Polacy, którzy tak pomagają, żeby przypominali władzom, że wojna cały czas jest".  - I ludzie cały czas tu giną. Wczoraj dostałam informację z Buczy, gdzie mieszkałam, że zginął mój sąsiad. On do Buczy uciekł przed wojną z Ługańska z rodziną (po tym, jak w 2014 roku powstała tzw. Ługańska Republika Ludowa - red.). Zaczął nowe życie i wczoraj go zastrzelili (Rosjanie). Długi czas nie mogłam płakać, ale wczoraj zaczęłam płakać, bo straciłam człowieka, którego znałam - powiedziała dziennikarka Ukraine 24.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM