"Jeden z żołnierzy wcześniej pracował w fabryce czekolady, dziś walczy". Justyna Kopińska o Lwowie czasu wojny

Matki, z którymi we Lwowie rozmawiała Justyna Kopińska, starają się chronić swoje dzieci przed wojną. - Dopiero jak wiedziały, że dzieci nas nie słyszą, to mówiły mi o swoich lękach - mówi reportażystka. I podkreśla, że nigdy nie widziała "ludzi tak zjednoczonych, zdeterminowanych w obliczu sytuacji kryzysowej, jak teraz w Ukrainie".
Zobacz wideo

Justyna Kopińska to znana dziennikarka i reportażystka, felietonistka "Vogue". Była wielokrotnie nagradzana m.in. nagrodą Amnesty International Journalism Award czy nagrodą im. Teresy Torańskiej. Jeden z jej najbardziej znanych reportaży to "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?" o tym, co działo się w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek w Zabrzu.

Teraz Justyna pojechała do Lwowa. Jak mówi, wielu dziennikarzy relacjonuje wojnę w Ukrainie na bieżąco. Ona chce na nią spojrzeć z szerszej perspektywy. Dlatego na razie zbiera materiały, rozmawia z ludźmi, słucha, zapisuje.

Jak mówi, bardzo emocjonalne były rozmowy m.in. z młodymi żołnierzami, którzy zaczęli walczyć. - Bardzo wielu jest chłopaków, którzy jeszcze kilka tygodni temu zajmowali się zupełnie czymś innym. Jeden z nich mówił mi, że pracował przy produkcji czekolady. A dziś jest gotowy zabijać, ale też oddać życie za swój naród. To, w jaki sposób ci ludzie mówią o swojej ojczyźnie, o miłości do kraju, powoduje, że jestem przekonana, że musimy zrobić wszystko - jako świat - by ten wspaniały naród przetrwał - mówi Justyna Kopińska.

Wspomina też swoje rozmowy z matkami, które starają się - jak tylko mogą - chronić przed wojną swoje dzieci. - Jak tylko mogą, zapewniają im komfort psychiczny, by dzieci miały miejsce do zabawy, malowania rysunków, miejsce na radość. Nie rozmawiają przy nich o wojnie - mówi dziennikarka. - Dopiero jak wiedziały, że dzieci nas nie słyszą, to mówiły mi o swoich lękach. Bały się, że również ich miasto zostanie wcześniej czy później zbombardowane - opowiada Kopińska

Podkreśla, że we Lwowie widziała też beztroskę i radość samych dzieci. - Dzieci potrafią się cieszyć ze zwykłych rzeczy, choćby z batona, którego nie ma w Ukrainie. Widziałam w nich dokładnie taki sam rodzaj radości, jak wtedy, gdy daję jakiś podarunek swojej siostrzenicy. To piękne, że nawet w tak ekstremalnych sytuacjach matki chronią dzieci, a dzięki temu potrafią dbać o przyszłość swojego narodu - mówi reportażystka.

Jako szczególnie emocjonalną wspomina też rozmowę z kuratorką dzieł sztuki, która zajmowała się ich pakowaniem i znoszeniem w bezpieczne miejsce. - Lwów to miejsce wpisane na listę UNESCO. I ta kobieta w niezwykle emocjonalny sposób mówiła mi o znoszeniu obrazów, witraży, rzeźb do schronów. Opowiadała, jak współpracują z konserwatorami w Polsce. Przyjechał tam pan z Polski, który miał bardzo duże doświadczenie w zabezpieczaniu dzieł sztuki - doświadczenie, które nabył w Syrii. Moja rozmówczyni takim spokojnym, delikatnym głosem zastanawiała się, czy w ogóle warto zabezpieczać te dzieła w obliczu tego, że giną ludzie - opowiada Kopińska.

Dziennikarka przez lata zajmowała się w Polsce szeregiem trudnych tematów. Opisała m.in. trwający przez ponad 30 lat  koszmar w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek w Zabrzu.  - Ale nigdy w całym moim życiu nie widziałam ludzi tak zjednoczonych, zdeterminowanych w obliczu sytuacji kryzysowej, jak teraz w Ukrainie. I aż ciepło mi się na sercu zrobiło, jak zobaczyłam, jak ci ludzie walczą o przetrwanie. Bardzo często słyszałam, że wolą nie żyć, wolą zginąć niż mieliby żyć pod okupacją rosyjską - podkreśla Justyna Kopińska.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM