Nowe życie uchodźców z Ukrainy w Norwegii. "Trudny i bezduszny" początek, ale potem "socjalny raj"

Norwegowie nie byli przygotowani na kryzys uchodźczy związany z wojną w Ukrainie. Jak relacjonuje dziennikarka Hanna Zielińska, w kraju jak na razie działa tylko jeden ośrodek recepcyjny. I to pobyt w tym miejscu jest największym wyzwaniem dla uchodźców.
Zobacz wideo

Do Norwegii przybyło do tej pory co najmniej 9 tysięcy ukraińskich uchodźców (dla porównania do naszego kraju dotarło ponad 2,3 mln uciekinierów). Jak mówiła w TOK FM dziennikarka Hanna Zielińska, okazuje się, że nawet dla tak zasobnego państwa jest to wyzwanie. A Norwegowie muszą przygotować się na napływ znacznie większej liczby uchodźców, prognozy mówią o skali od 35 do nawet 100 tysięcy. 

- Jeśli przyjedzie 100 tysięcy Ukraińców, to jest to coś, czego Norwegia nie zaznała nigdy - podkreśliła gościni TOK FM.

Norwegia. Trudny początek

- Teraz obywatele ukraińscy - jako uchodźcy - są objęci norweską tymczasową ochroną zbiorową i wreszcie mogą podjąć pracę, mają prawo do zasiłku zapewnionego przez gminę, mają prawo, ale też i obowiązek do bezpłatnej nauki języka norweskiego, do korzystania z opieki zdrowotnej i innej pomocy w ramach programu adaptacyjnego - wyliczała rozmówczyni Przemysława Iwańczyka.

Ale początek pobytu w Norwegii nie jest łatwy, bo jak mówiła Zielińska, uchodźcy muszą przetrwać "trudny" i "bezduszny" etap. Okazało się bowiem, że scentralizowany plan pomocowy, działający w Norwegii, jest zupełnie niewydolny, a sytuacja panująca w jedynym w kraju ośrodku recepcyjnym, określana jest przez media jako krytyczna.  - Wygląda jak pół szpital albo pół więzienie. Ukraińcy przechodzą bardzo szczegółowe badanie, łącznie z badaniem wzrostu. Jakby przyjeżdżały osoby reprezentujące inny gatunek - opowiadała. 

Na lotniskach brakowało do tej pory informacji, a po dwu-trzydniowym pobycie w dobrych warunkach w hotelu, uchodźcy byli zabierani do wspomnianego krajowego ośrodka recepcyjnego w Rode. - Tam jest bardzo trudno. Na przykład rodziny rozdzielane ze swoimi zwierzętami, nawet jeśli mają wszelkie możliwe szczepienia, atesty i dokumenty - wskazywała Zielińska.

Dziennikarka stwierdziła jednak, że choć widać, iż Norwegowie "niewiele wiedzą o Ukraińcach, nie bardzo dobrze byli przygotowani systemowo", to "bardzo dobrze reagują na bieżąco". Zapowiedziano bowiem działania mające doprowadzić do decentralizacji udzielania pomocy ukraińskim uchodźcom, by nie musieli przebywać w jednym ośrodku, w którym przebywa zbyt wiele osób, są duże kolejki i hałas. Chodzi o to, aby jak najwięcej osób mogło jak najszybciej osiedlić się w różnych norweskich gminach. 

Zielińska podkreśliła, że "jeśli ktoś już wytrzyma ten ośrodek w Rode, ten kontakt z norweskim urzędem ds imigracji, to czeka go socjalny raj". - A przede wszystkim taką osobę czeka życie w bardzo pięknym i bogatym kraju - zaznaczyła.  Jak mówiła, trzeba jedna przetrwać te kilkanaście pierwszych dni lub tygodni, w zależności od przepustowości systemu w danym momencie. 

Norwegia. Reakcje społeczeństwa

Sytuacja w Norwegi znacznie różni się do tego, co obserwujemy w Polsce. - Norwegowie czytają media, interesują się, próbują jakieś zdanie sobie wyrobić, ale nie działają. Czekają, czy Czerwony Krzyż da światło, czy rzuci jakieś hasło do akcji pomocowej - wyjaśniła.

Zielińska zwróciła też uwagę na aktywność Polaków, związaną z napływem uchodźców wojennych z Ukrainy. - Jest mnóstwo polonijnych inicjatyw pomocowych, łącznie z informacyjną - podkreśliła. Na przykład materiały informacyjne dla uchodźców opracowało nie państwo, ale grupa polsko-ukraińskich wolontariuszek. 

Zdarza się też, że to Polacy oddolnie dostarczają uchodźcom pomoc materialną dla uchodźców przebywających w ośrodku w Rode. Dziennikarka mówiła o jedne ze swoich znajomych, która szuka specjalnego wózka dla chłopca z niepełnosprawnościami. Ponieważ nie zostanie przebadany, nie dostanie on re-diagnozy i oficjalnego statusu uchodźcy, dopóty państwo nie może dostarczyć mu pomocy. - Oczywiście potem ta pomoc będzie doskonała, jeśli ta rodzina wytrzyma, ale na razie matka nosi 10-letniego chłopca na rękach - podsumowała gościni TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM