Węgry należy wyrzucić z NATO i UE? "Nie możemy mieć we wspólnocie kogoś, kto jest koniem trojańskim"

- Nasi bracia Madziarzy mają prawo sobie kształtować świat tak, jak chcą, ale nie muszą tego robić w UE i w NATO. Po prostu trzeba im pozwolić, żeby poszli swoją drogą, być może w kierunku stepów, z których przybyli - mówił w TOK FM prof. Radosław Markowski, politolog i socjolog z Centrum Studiów nad Demokracją i Uniwersytetu SWPS.
Zobacz wideo

W wyborach na Węgrzech zdecydowanie wygrała partia premiera Victora Orbana. Koalicja Fidesz-KDNP zdobyła prawie 54 proc. proc. głosów, a zjednoczona opozycja ponad 34 proc. - wynika z danych po przeliczeniu prawie 84 proc. głosów. Koalicja Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej może liczyć na 135 mandatów, a więc większość 2/3 głosów w 199-osobowym parlamencie, zjednoczona opozycja 57 mandatów, zaś Nasza Ojczyzna 7 mandatów.

A to oznacza, że Fidesz nie tylko wygrał wybory, ale ma też szansę na większość konstytucyjną. 

Prof. Radosław Markowski, szukając przyczyn tak wysokiego zwycięstwa partii Victora Orbana, wskazał przede wszystkim na "manipulatorski system wyborczy". - Orban sobie bardzo dobrze policzył, co się dzieje w ogólnonarodowym poparciu - i w konkretnych jednomandatowych okręgach wyborczych. I wyszło mu, że pewnego rodzaju "bardzo innowacyjny" system przesuwania tzw. pozornie zmarnowanych głosów do ogólnej puli da mu wygraną - tłumaczył w TOK FM socjolog i politolog z Centrum Studiów nad Demokracją i Uniwersytetu SWPS.

Gość Dominiki Wielowieyskiej podkreślił, że pod rządami Orbana "Węgry to nie jest kraj demokratyczny". - W demokratycznych wyborach nie da się na Węgrzech wygrać, ponieważ musiałby ktoś neutralny - z zewnątrz, ustawić na nowo system wyborczy - ocenił prof. Markowski. 

"Prawie 40 proc. ludzi popiera lub akceptuje to, co się dzieje" podczas wojny w Ukrainie

Ekspert przyznał też, że jest po prostu rozczarowany węgierskim społeczeństwem. Jak powiedział, nie jest to przecież "społeczeństwo, które nie ma całkowicie dostępu do alternatywnych źródeł informacji". Bo trzeba pamiętać, że zdecydowana większość na Węgrzech jest kontrolowana przez państwo lub oligarchów związanych z rządzącymi.

Prof. Markowski wskazał na badania opinii publicznej, w których aż 15 proc. Węgrów trzyma stronę Putina "a 21 proc. nie ma zdania na ten temat, a więc udaje, że nie wie, co się dzieje w Ukrainie". - A więc prawie 40 proc. w taki lub inny sposób popiera lub akceptuje to, co się dzieje w tej strasznej wojnie. Tam dewastacja oglądu rzeczywistości jest straszliwa - alarmował.

"Nie możemy mieć w naszej wspólnocie zachodniej kogoś, kto jest koniem trojańskim"

Gość TOK FM uważa, że sytuacja na Węgrzech to ważny sygnał dla NATO i Unii Europejskiej. - Nasi bracia Madziarzy mają prawo sobie kształtować świat tak, jak chcą, ale nie muszą tego robić w UE i w NATO. Po prostu trzeba im pozwolić, żeby poszli swoją drogą, być może w kierunku stepów, z których przybyli - ocenił prof. Radosław Markowski. 

Rozmówca Dominiki Wielowieyskiej dodał, że przecież mówi się o tym, iż bliskość, zażyłość Putina z Orbanem może szkodzić tajnym dokumentom NATO. - Jeśli te informacje się potwierdzą, to trzeba patrzeć na to też z punktu widzenia strategicznego. Nie możemy mieć w naszej zachodniej wspólnocie kogoś, kto ewidentnie jest koniem trojańskim, który rozsadza tę wspólnotę - podkreślił.

Prof. Markowski stwierdził, że także polskie władze powinny reagować na to, co wyprawia Orban. Jego zdaniem Polska powinna wycofać swojego ambasadora z Budapesztu po słowach węgierskiego premiera, które sugerowały, że to nasz kraj jest inicjatorem niechęci wobec Rosji. - Nie rozumiem, jak można utrzymywać poprawne nawet stosunki dyplomatyczne z takim krajem, którego lider posuwa się tak daleko, żeby pokazywać palcem na nas, jako tych, którzy są zarzewiem antyrosyjskiej koalicji - mówił.

Czego porażka węgierskiej opozycji może nauczyć krytyków PiS?

Zjednoczona węgierska opozycja z kretesem przegrała rywalizację z Orbanem. W Polsce szybko pojawiły się głosy, że nie warto wystawiać jednej listy opozycyjnej przeciwko rządzącym. Ale jak mówił prof. Markowski ze śmiechem: "To nie ma nic do rzeczy". Oczywiście, jak szybko dodał, o ile "PiS - rzutem na taśmę - nie pójdzie orbanowską drogą manipulacji".

Przy obowiązującej w Polsce ordynacji - jak wyjaśnił - wystawienie jednej lub dwóch mocnych list opozycji ma sens.  - Przecież my nie mamy jednomandatowych okręgów wyborczych (a na Wegrzech JOW-y funkcjonują). W polskiej ordynacji węgierski przykład nie ma nic do rzeczy - podkreślił raz jeszcze.

Zdaniem eksperta z Uniwersytetu SWPS z przegranej węgierskiej opozycji płynie ważna lekcja dla przeciwników Prawa i Sprawiedliwości. - Węgierski przykład jest najlepszym dowodem na to, że partie polityczne nie mają reagować na to, co jest w głowach ludzi, tylko partie polityczne są od tego, żeby ludzi przekonywać do pewnych rzeczy - mówił prof. Markowski. Jak argumentował, "słabość polskich partii opozycyjnych, jedna z wielu, polega na tym, że one w ogóle nie rozumieją, że trzeba pracować nad swoim elektoratem, poszerzać go, przekonywać do pewnych aliansów". 

A jako przykład przedstawił możliwość koalicji z Lewicą. - Dzisiaj praktycznie którakolwiek partia by chciała zawiązać koalicję z Lewicą, to nie może tego zrobić, bo Lewica wszystkich ciągnie w dół - wskazał. Podkreślił, że szkoda byłoby zmarnować te kilka procent, które według sondaży Lewica obecnie ma. - Już jest ostatni dzwonek na to, żeby przekonywać, że alians z panem Czarzastym i innymi ma sens. To można zrobić, tylko nad tym trzeba pracować - podsumował gość Poranka Radia TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM