Lockdown Szanghaju odczujemy też w Polsce. "Będzie drożej, a części towarów nie będzie wcale"

Z powodu walki z koronawirusem chińskie władze zdecydowały o dwustopniowym zamknięciu Szanghaju, jednego z największych portów świata. Ten - wydawać by się mogło - oddalony od Polski o tysiące kilometrów lockdown, będzie mieć jednak wpływ także na polskich konsumentów.
Zobacz wideo

Szanghaj, jedno z największych chińskich miast portowych, jest odcięte od świata z powodu walki z koronawirusem. Władze miejskie zamykanie miasta rozpoczęły dwustopniowo w zeszły poniedziałek 28 marca. Choć lockdown miał trwać do 5 kwietnia, został przedłużony. Mieszkańcom praktycznie zakazano opuszczania swoich domów. Postanowiono także przetestować w kierunku COVID-19 wszystkich szanghajczyków. Akcję mieli wesprzeć lekarze wojskowi i pracownicy ochrony zdrowia z całych Chin.

W Pierwszym Śniadaniu w TOK-u dr Piotr Maszczyk ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie wskazywał, że im dłużej będzie trwał lockdown tej 26-milionowej metropolii, tym skutki dla światowej gospodarki mogą być coraz gorsze. Jak mówił ekspert, już teraz jest źle, ponieważ wstrzymywana jest aktywność gospodarcza. 

Gość Piotra Maślaka zwrócił uwagę na czynniki, które sprawiają, że "zamknięcie" Szanghaju odczuje też konsument w Polsce.  Po pierwsze płyną z niego towary na cały świat, a one "płynąć przestały". To powoduje przerwanie łańcuchów dostaw. Po drugie, część zakładów przemysłowych, które znajdują się w okolicach Szanghaju zdecydowało się wstrzymać produkcję. Taką decyzję podjęła m.in. działająca tam fabryka samochodów BMW. - Czyli mamy przerwane dostawy towarów, które są produkowane w Chinach, nie tylko dlatego, że transport nie działa, ale też dlatego, że fabryki, które tam produkują, wstrzymują produkcję - wyjaśniał. 

To jednak nie koniec. Firma Maersk, jedno z największych przedsiębiorstw zajmujących się spedycją, poinformowała, że ceny za fracht będą rosły. - Co już każe różnego rodzaju ośrodkom prognostycznym podnosić szacunki, jeśli chodzi o stopę inflacji - zaznaczył dr Maszczyk, tłumacząc, że należy na nią patrzeć nie tylko przez pryzmat Polski, ale również jako problem globalny. 

Inflacja będzie więc wyższa z trzech powodów: wzrostu stawek za transport, zarówno morski, jak i lotniczy, niemożności wysłania towarów z powodu braku transportu oraz wstrzymania pracy zakładów produkcyjnych. 

Dr Maszczyk podkreślił więc, że lockdown Szanghaju sprawi, że "po pierwsze będzie drożej". - To oznacza też, że części towarów nie będzie. Dla światowej gospodarki, jeśli ten lockdown miałby się przeciągnąć na kwiecień, to oznacza, że tempo wzrostu chińskiej gospodarki zostanie ograniczone. I to jest też groźna rzecz dla całego świata - przestrzegł. 

Lockdown Szanghaju. Jest jedna pozytywna informacja

Dr Maszczyk wskazał jednak na jeden pozytywny element zamknięcia Szanghaju. - Jeżeli chińska gospodarka będzie rozwijać się wolniej na skutek tego lockdownu, to oznacza, że będzie potrzebować mniej ropy naftowej. A wtedy popyt światowy na ropę spadnie, a to z kolei ograniczy tempo wzrostu cen ropy naftowej albo doprowadzi do spadku cen ropy naftowej - mówił. Jak może odczuć to klient w Polsce? Ekspert wyjaśnił, że są dwie możliwości: albo zobaczymy trochę niższe ceny na stacjach benzynowych, albo wzrost cen, który zostanie wywołany innymi czynnikami nie będzie tak szybki jak byłby, gdyby chińska gospodarka nie rozwijała się wolniej. 

DOSTĘP PREMIUM