"Żołnierzom mówi się, by gwałcili, bo to skuteczne". Reporterka wojenna o "systemowej broni na wojnie"

Od 35 lat relacjonuję działania zbrojne na świecie. W ciągu ostatnich 5-6 lat widzę zdecydowanie więcej przemocy seksualnej niż kiedykolwiek wcześniej w mojej karierze. Gwałty bardzo się upowszechniły - mówi w rozmowie z Anną Piekutowską Christina Lamb, reporterka, autorka książki "Nasze ciała, ich pole bitwy. Co wojna robi kobietom".
Zobacz wideo

Spotykamy się na kilka dni przed Pani wyjazdem na Ukrainę. Biorąc pod uwagę Twoją wcześniejszą pracę, twoje doświadczenia, czego oczekujesz? Co tam możesz zastać?          

Od 35 lat relacjonuję działania zbrojne na świecie. I kiedy parę tygodni temu pierwszy raz usłyszałam, że na Ukrainie rosyjscy żołnierze gwałcą kobiety, byłam oczywiście przerażona, ale niestety w ogóle mnie to nie zdziwiło. Moja praca na wojnie zawsze koncentrowała się na kobietach - to one są prawdziwymi bohaterami wojennymi, bo trzymają w ryzach wszystko, gdy świat wokół się rozpada - uczą, chronią dzieci, opiekują się starszymi. Ale też to kobiety padają ofiarami przemocy seksualnej. 

W ciągu ostatnich 5 -6 lat widzę zdecydowanie więcej przemocy seksualnej niż kiedykolwiek wcześniej w mojej karierze. Gwałty bardzo się upowszechniły. Między innymi wynika to z tego, że więcej konfliktów teraz rozgrywa się na terenach zamieszkiwanych przez ludność cywilną. Byłam w szoku, kiedy zaczęłam to badać. 

Co sprawia, że gwałty wojenne to taka efektywna broń?

Kobiety uważano za łup wojenny, a w obliczu wojny następował rozpad więzi społecznych, co wykorzystywali nabuzowani adrenaliną mężczyźni. Nie ma na razie pewności, na ile w Ukrainie mamy do czynienia z zaplanowanym działaniem, ale wiemy, że coraz częściej gwałty używane są  jako systemowa broń na wojnie. Tak było w Bośni i Rwandzie w latach 90., widzieliśmy to całkiem niedawno wśród grup religijnych takich jak ISIS, którego członkowie masowo gwałcili Jazydki w Iraku, tak samo było z Boko Haram wobec Nigeryjek. W przypadku konfliktów na tle etnicznym, ofiarami przemocy seksualnej są na przykład kobiety z ludu Rohindża w Birmie. 

Kiedy mówi Pani "systemowa broń", ma Pani na myśli to, że żołnierze gwałcą na rozkaz?

Tak. Żołnierzom mówi się, żeby gwałcili, bo to skuteczne, daje efekty. Niestety.

W swojej książce opisuje Pani społeczeństwa z całego świata, wiele kultur i krajów, różne rodzaje konfliktów i niezależnie od tego, wszędzie dochodzi do wojennych gwałtów. Dlaczego to takie powszechne?

Kiedy zaczęłam badać to zjawisko okazało się, że gwałty zawsze towarzyszą wojnie. Po prostu nie ma konfliktu bez gwałtów. Rozmawiałam z kobietami na pięciu kontynentach, z dwunastu różnych krajów.

Jest taka tendencja, szczególnie w Europie, by myśleć, że to dzieje się daleko, gdzieś w afrykańskich wioskach, ale to nie jest prawda. Do gwałtów wojennych dochodzi w Europie, w Azji Południowej, w obu Amerykach. Nie ma ani jednego konfliktu bez przemocy seksualnej. I tak jak mówiłyśmy, w Ukrainie jest tak samo, ale nie tylko tam. Również teraz do gwałtów dochodzi w Tigraju w Etiopii, gwałcone są białoruskie opozycjonistki osadzone w łagrach, Ujgurki w Sinciangu i uchodźczynie w Libii. Gwałty wojenne mają też miejsce w RPA i w Sudanie Południowym. To jest jak epidemia.

W wielu przykładach z Pani książki okazuje się, że koniec wojny czy ucieczka z kraju to nie koniec przemocy seksualnej. Uchodźczynie są bezbronne, wrażliwe, stanowią idealny cel dla handlarzy ludźmi, gwałcicieli, molestatorów. 

To smutna prawda. Dzieci i kobiety cierpią na wojnie najbardziej, bo są najbardziej wrażliwe. Nie tylko w Ukrainie na wojnie kobiety są gwałcone, ale również wśród 4 milionów ludzi, którzy uciekli z tego kraju, są osoby niezwykle narażone na przemoc, wykorzystywanie seksualne i handel ludźmi w Europie Zachodniej.

W wielu przypadkach, które Pani opisuje, ofiary gwałtu są częściowo obwinianie za to, co się stało. W oczach swojej społeczności stają się uszkodzone, zepsute. Kobiety cierpią przez gwałt na tyle sposobów.

To łamie mi serce. Gwałt jest jedyną zbrodnią, gdzie to ofiara często czuje wstyd, niesłuszny oczywiści, za to, co się wydarzyło. I to dotyczy też gwałtów wojennych. Na przykład Boko Haram porywa nigeryjskie dziewczynki, żeby zmusić je do tego, by stały się ich "żonami z buszu". A kiedy któraś z nich zostanie uratowana i wraca do domu, często najbliżsi nie potrafią jej zaakceptować, uważają, że ma wyprany mózg albo czegoś jej brakuje. To wtórna wiktymizacja. Dziewczyny muszą radzić sobie same, a porzucone przez wszystkich, często decydują się na pracę seksualną, by mieć za co żyć.

Czy w ogóle można pozbyć się traumy po gwałcie?

To trudne pytanie. Wiele kobiet, z którymi rozmawiałam, mówiło, że wolałyby umrzeć niż zostać zgwałcone. Nie wiem, czy jest w ogóle sposób, żeby zapomnieć o tym, co się przeżyło. Myślę, że w najlepszym wypadku możesz nauczyć się z tym jakoś żyć.

Musimy pamiętać, że gwałt to też ekstremalne przeżycie dla ciała. W Kongo spotkałam dziewczyny, które musiały mieć po dwanaście, trzynaście operacji, aby zrekonstruowano ich narządy wewnętrzne. Do tego dochodzi cierpienie psychiczne i trauma, a tego naprawdę trudno się pozbyć.

Jaką rolę w procesie zdrowienia z traumy gwałtu ma sprawiedliwość?

Kluczowe. Większość kobiet, z którymi rozmawiałam, kiedy pytałam czego chcą, czego potrzebują, odpowiadało, że sprawiedliwości.

Niestety, trudno jest wymierzyć sprawiedliwość w przypadku gwałtu. To raczej reguła niż wyjątek, że sprawcy pozostają bezkarni. W moim kraju, w Wielkiej Brytanii, w ciągu ostatniego roku mniej niż 2 procent zgłoszonych na policję spraw o gwałt zakończyło się postawieniem zarzutów. Takie są statystyki.

A teraz proszę sobie wyobrazić, jak to wygląda w kraju ogarniętym wojną, albo w którym gwałciciele sprawują władzę, są w wojsku i policji. W takich warunkach nie ma szans na sprawiedliwą karę. Ale zaobserwowałam, że sprawiedliwość zmienia znaczenie, w zależności od osoby, z którą rozmawiałam. Wiele kobiet wcale nie miało na myśli wsadzenia oprawców za kratki. Chciały po prostu, żeby ktoś przyznał, że stała się im krzywda, że niczemu nie są winne, że to gwałciciele zrobili coś bardzo złego.

Pisze Pani w swojej książce, że rasa i klasa społeczna ofiary gwałtu ma znaczenie. Oczywiście bogatym kobietom łatwiej uciec z kraju ogarniętego wojną, ale nie chodzi tylko o to. Czy trudniej jest pomóc kobiecie w traumie, która jest niewykształcona, biedna i o niskim statusie?

Na początku pisania książki właśnie tak myślałam. Ale potem przeprowadzałam wywiady ze świetnie wykształconymi, kobietami z klasy średniej, na przykład z Argentyny, które za lewicowe poglądy były porywane przez żołnierzy, więzione i torturowane, właściwie były niewolnicami seksualnymi. Kiedy udało im się uwolnić, miały zasoby i dostęp - na przykład do mediów - a i tak milczały przez trzydzieści lat, na temat tego, co przeżyły. Przez stygmatyzację gwałtów. 

Są dwie rzeczy, nad którymi społeczność międzynarodowa musi popracować. Jedna to pozbycie się tej ogromnej stygmy, która wisi nad ofiarami gwałtów, a druga to karanie sprawców. Sprawiedliwość nie spada z nieba. Na tym musimy skupić międzynarodową uwagę. I może wojna na Ukrainie jest właśnie szansą. Oglądamy ją w czasie rzeczywistym dzięki mediom tradycyjnym i społecznościowym, wojna jest i w telewizji i na Tik Toku.

I to nie jest ani Afryka, ani Azja, tylko sąsiedzi z Europy.

Dokładnie. I teraz możemy coś z tym zrobić.

Ważne, żeby o tym informować oraz szukać kobiet, które są gotowe same opowiedzieć o swoich doświadczeniach?

Zdecydowanie! Musimy uświadamiać ludzi. Zobacz, jestem reporterką wojenną i dużo czasu mi zajęło zanim zauważyłam, jak powszechne są gwałty wojenne. A to przecież moja praca. Ludzie nie mają pojęcia o tym, że dziesiątki tysięcy kobiet są gwałcone każdego miesiąca na cały świecie.

No dobrze, ale czy chodzi tylko o budowanie świadomość tej tragedii, czy jednak potrzebujemy zmiany systemowych rozwiązań i zmiany prawa?

Ale przecież mamy prawo dotyczące zbrodni wojennych. Ponad dwie dekady temu Rada Bezpieczeństwa ONZ jednogłośnie przyjęła rezolucję nr 1325 o nazwie "Kobiety, pokój i bezpieczeństwo". Każde państwo ONZ, w tym Rosja, zgodziło się co do tego, że gwałt jest niedopuszczalną bronią w czasie konfliktów i że musimy zrobić wszystko, żeby przeciwdziałać przemocy seksualnej na wojnie. Dokładnie 21 lat później, gwałtów na wojnach jest coraz więcej.

Relacjonowała Pani już wcześniej konflikty zbrojne, w których Rosjanie byli po stronie atakujących. Czy jest coś wyjątkowego w działaniach tej armii?

Pod względem brutalności?

Oczywiście. 

Absolutnie nie, wszędzie jest tak samo. I w sumie ciężko zrozumieć dlaczego. Każda wojna jest inna, każda ma swoje przyczyny, są konflikty religijne, etniczne, walki o zasoby naturalne, o terytorium, spory na tle historycznym i politycznym. A przemoc seksualna jest używana w każdym z nich. Musimy się zastanowić, dlaczego tak się dzieje. Co skłania mężczyzn do działania w ten sposób. Bo w 99 procentach przypadków sprawcami są mężczyźni. A w większości przypadków ofiarami są kobiety i to one o tym mówią. Za to mężczyźni milczą - nie wiemy dokładnie, co kieruje tymi żołnierzami, czemu nie sprzeciwiają się rozkazom.

To poruszające, że w Pani książce oprócz świadectw kobiet, oprócz imion, są też ich zdjęcia. W tym kontekście, to ważny gest.

Oczywiście nikogo do tego nie zmuszałam. Jedne bohaterki chciały, by zmienić im imiona w książce,  innym zależało na tym, by nie występowały anonimowo, żeby zostały sfotografowane. W czasie pracy nad książką, zwróciłam się do organizacji prawniczych reprezentujących kobiety z doświadczeniem przemocy seksualnej na wojnie i do grup wsparcia dla osób po traumie. Wyjaśniałam, że piszę książkę i że może ktoś chciałby ze mną porozmawiać. To było coś w rodzaju autoselekcji. Nie jeździłam po świecie w przypadkowe miejsca i nie szukałam zgwałconych kobiet. Kobiety, które opisałam, już wcześniej opowiadały o swoich doświadczeniach, walczyły o sprawiedliwość w sądach, co jest niezwykle odważne.

W ostatnich latach coraz więcej jest takich spraw, które kończą się sukcesem, także w przypadku przemocy domowej, ale dzieje się tak tylko i wyłącznie dzięki determinacji kobiet. Niektóre z nich muszą zeznawać ciągle od nowa, opowiadając w kółko o najgorszym dniu swego życia, ciągle muszą do tego wracać. Tak nie powinno być.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM