"Obraz czystej destrukcji". Borodzianka pierwsza postawiła się Putinowi i zapłaciła za to ogromną cenę

- To było pierwsze większe miasto na drodze rosyjskich wojsk, które miały "wyzwalać" Ukrainę. A ono stawiło opór. Rzeczywiście na jakiś czas zatrzymali to dużo silniejsze wojsko, ale za chwilę miasto zostało zbombardowane - relacjonowała specjalna wysłanniczka TOK FM do Ukrainy Agnieszka Lichnerowicz.
Zobacz wideo

Borodzianka, liczące kilkanaście tysięcy mieszkańców miasto w obwodzie kijowskim, zostało odbite przez ukraińskie siły z rąk rosyjskich wojsk pięć dni temu. Jak opowiedział portalowi Obozrevatel p.o. szefa borodziańskiej rady miejskiej Jerko, Rosjanie rozstrzeliwali mieszkańców i ostrzeliwali budynki mieszkalne.

W Borodziance była w środę korespondentka TOK FM w Ukrainie Agnieszka Lichnerowicz. - To czysta destrukcja. Trudno znaleźć słowa na opisanie miasta, które w przeważającej większości zostało zniszczone, zbombardowane. Według ministra spraw wewnętrznych jest to jedno z najbardziej zniszczonych miast w Ukrainie - relacjonowała Lichnerowicz.

Zniszczenia w BorodzianceZniszczenia w Borodziance Agnieszka Lichnerowicz / TOK FM

Tym bardziej, że Borodzianka to zaledwie nieduże miasteczko, które samo w sobie nie było żadnym strategicznym celem dla Rosjan. - Mieszkańcy, z którymi rozmawiałam spekulują zaś, że to dlatego, że miasto stawiło opór. To było pierwsze większe miasto na drodze rosyjskich wojsk, które w jakieś swojej wizji miały wyzwalać Ukrainę. A ono stawiło opór. I to - według mieszkańców - nie postawiła oporu armia ukraińska, której tam nie było, ale obrona terytorialna. Czyli kilkudziesięciu mężczyzn, którzy w ostatniej chwili dostali z wojenkomatów broń. Rzeczywiście, na jakiś czas zatrzymali to dużo silniejsze wojsko, ale za chwilę miasto zostało zbombardowane - mówiła Lichnerowicz.

Jak podkreśliła korespondentka TOK FM, nadal nie wiadomo, ile osób pogrzebanych jest pod gruzami budynków. Służby cały czas pracują w zgliszczach, ale miasto jest bardzo zaminowane. Jak dowiedziała się Lichnerowicz, początkowo, gdy podejmowano działania, ratownicy byli ostrzeliwani. - Rozmawiałam dziś z mieszkanką, która czekała i obserwowała te działania służb, bo pod gruzami była jej siostra i opowiadała, jak oni po tych bombardowaniach sami tam przychodzili, próbowali ręcznie te cegły usuwać, ale też byli ostrzeliwani. Potem - w czasie okupacji rosyjskiej - pojawiły się posterunki, przez które im nie pozwalano przejść - opowiadała. - A potem ci, którzy zostali, po prostu się bali. Siedzieli ten miesiąc w piwnicach, tylko czasem wyglądając, żeby pooddychać świeżym powietrzem - dodała dziennikarka TOK FM. 

Zniszczenia w BorodzianceZniszczenia w Borodziance Agnieszka Lichnerowicz / TOK FM

Rozmówczyni Pawła Sulika mówiła, że nie wiadomo też, ile osób mogło zginąć potem, gdy miasto już było pod kontrolą rosyjską. - Opowiadali mi, że dochodziło do strzelania do cywilów. Wszyscy zgodnie mówili, że był alkohol i kradzieże, Rosjanie wchodzili do mieszkań i wynosili różne rzeczy - relacjonowała. - Prokurator generalna już kilka dni temu mówiła, że prawdopodobnie w Borodziance tych ofiar będzie najwięcej. To było pierwsze miasto, które się postawiło i to siłą lokalnych mieszkańców - mówiła Agnieszka Lichnerowicz. 

Posłuchaj całej relacji Agnieszki Lichnerowicz z Borodzianki:

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->>

DOSTĘP PREMIUM