"To, co mówią Węgry zawęża pole manewru PiS w UE". Polska nadal będzie trzymać się nogawki Orbana?

Premier Mateusz Morawiecki skrytykował postawę Węgier dotyczącą inwazji Rosji na Ukrainę. Zdaniem Pawła Wrońskiego z "Gazety Wyborczej", "wszystkie wypowiedzi z lekka krytykujące postawę Viktora Orbana mają tylko charakter propagandowy". - PiS nadal będzie utrzymywał sojuszniczy związek z Viktorem Orbanem, który jest strategicznym sojusznikiem w Unii Europejskiej Prawa i Sprawiedliwości - mówi w TOK FM. Innego zdania jest jednak Michał Szułdrzyński z "Rzeczpospolitej".
Zobacz wideo

Premier Węgier Viktor Orban, którego partia wygrała w niedawnych wyborach parlamentarnych, powiedział w środę, że jego kraj nie ugnie się pod presją i nie poprze sankcji wobec Rosji, które obejmowałyby odejście od zakupu rosyjskiego gazu i ropy. - Nie mamy też problemu z ewentualnymi płatnościami za rosyjski gaz w rublach. Jeśli Rosja będzie tego chciała, będziemy płacić w rublach - mówił. Orban zadeklarował też, że Węgry widzą swoją przyszłość w UE i chcą wzmacniać partnerstwo z Polską.

W środę Orban powiedział z kolei, że należy zbadać doniesienia o przypadkach zbrodni wojennych w Buczy. - Żyjemy w czasach masowej manipulacji, w których nie możemy wierzyć nawet temu, co widzimy na własne oczy - oświadczył na konferencji prasowej w Budapeszcie.

Dziennikarka TOK FM Karolina Lewica zastanawiała się, czy "druga strona też tego chce, bo kiedyś bardzo trzymała się nogawki Viktora Obana". Ale teraz, jak przypomniała, premier Mateusz Morawiecki, mówił z kolei, że rząd węgierski musi być jednoznaczny w potępieniu tego, co dzieje się na Ukrainie.

Zdaniem Pawła Wrońskiego z "Gazety Wyborczej", to nic nie zmieni. - PiS nadal będzie utrzymywał sojuszniczy związek z Viktorem Orbanem, który jest strategicznym sojusznikiem w Unii Europejskiej  Prawa i Sprawiedliwości - mówił w TOK FM. - Wszystkie te wypowiedzi z lekka krytykujące postawę Viktora Orbana ze strony PiS - najostrzejsza wypowiedz padała nie ze strony PiS, a prezydenta Andrzeja Dudy, który stara się w ostatnim czasie wybijać na niepodległość - mają tylko charakter propagandowy - ocenił. 

Jak wyjaśnił, chodzi głównie o zwrócenie się w kierunku patriotycznej części społeczeństwa, która jest zarówno na opozycji, jak również w PiS. A to o tyle groźne, jak podkreślił, że "to, co się dzieje na Ukrainie, to strategiczna sytuacja, historyczny wybór dla Polski. - Spróbujmy sobie wyobrazić, że wojnę wygrywa Putin. To jest dla nas wielka katastrofa, stajemy się państwem frontowym, otoczonym z trzech stron, ze wszystkimi tego konsekwencjami. W gruncie rzeczy nie mam pewności, czy Orban takiemu rozwiązaniu nie kibicuje. To jest niebezpieczeństwo  - przekonywał.

"Politgramota PiS dla szczególnie mało rozgarniętych"

Michał Szułdrzyński z "Rzeczpospolitej", w przeciwieństwie do Pawła Wrońskiego, nie jest jednak już tak pewny, że "PiS jest gotowy sojusz z Węgrami w pełni utrzymywać". -  Przypomnijmy, że PiS zawiesił na jakiś czas działanie wszystkich formatów Grupy Wyszehradzkiej. Zobaczymy, jak długo to potrwa, bo dłuższe utrzymywanie tego sojuszu może być dla samego PiS krępujące - mówił. 

W jego ocenie, "to, co mówi Orban zawęża też pole manewru PiS w UE". - Teraz ciężko będzie mówić: my się z Orbanem zgadzamy w polityce europejskiej, ale nie zgadzamy się w przypadku relacji rosyjskich. Kiedy Rosja atakuje Ukrainę, to już nie kwestia szczegółu, że są różnice w podejściu do Rosji, tylko kwestia fundamentalnego dla nas bezpieczeństwa - przekonywał. Podkreślił przy tym, że "taki sojusz może być dla PiS poważnym obciążeniem". - Mam wrażenie, że w PiS nie ma jasności, co z Orbanem zrobić. Jest pokusa, że dobrze by było, gdyby było tak, jak dawniej, ale to sam Orban utrudnił PiS-owi funkcjonowanie Grupy Wyszehradzkiej według zasady business as usual - podkreślił. 

Zdaniem Michała Szułdrzyńskiego, "problem z postawą Viktora Orbana, dostrzegają już nawet w PiS".
- Przypomnę: przed wyborami była wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który mówił, że PiS obserwuje  wystąpienia Orbana i podejmie decyzję po wyborach, co dalej. Co miało znaczyć: podczas kampanii wyborczej mówi się co innego, a co innego się myśli. Wybory za nami, a Orban w sprawie Ukrainy nie zmienił zdania; to duży problem -  ocenił.

Stąd, jak podkreślił, w tej sytuacji polska prawica posługuje się bon motem - na pytanie, czy Viktor Orban stanie po stronie Ukrainy, czy po stronie Rosji w obecnym konflikcie, pada odpowiedź: Viktor Orban staje po stronie Węgrów. - Tyle, że to dosyć bałamutna wypowiedź. Sam Jarosław Kaczyński w ostatnim wywiadzie w tygodniku "Sieci" mówił, że Władimir Putin nie toczy wojny tylko z Ukrainą, ale z całym Zachodem. Jeżeli Viktor Orban uważa, że wygrał wybory z przeciwnikami i wśród nich wymienia prezydenta Ukrainy, to chyba jest oczywiste, po czyjej jest stronie. I to już wypowiedź po wyborach -  podkreślił.

Efekt? Teraz to głównie, jak wskazał, "próba odcięcia werbalnego PiS od Węgier". - Jak pada pytanie o postawę Węgier, to wtedy wiceminister Sękowski vel Sęk bez przerwy mówi: "Mówiąc o tym, co mówi Berlin i Niemcy…" - wskazał konkretny przykład unikania odpowiedzi przez rządzących. 

W jego ocenie, to "politgramota PiS dla szczególnie mało rozgarniętych". - Polega na tym, że my mamy wątpliwości, zawieszamy jakieś formy, mówimy, że trzeba będzie dyskutować z Orbanem, zmienić jego stanowisko. A w momencie, kiedy będzie dochodziło do jakiegokolwiek głosowania na posiedzeniu Rady Europejskiej, to będziemy szli rączka w rączkę -  skwitował.

DOSTĘP PREMIUM