"Watykan znowu zawodzi". Teolog o Franciszku, który "chce być dyplomatą zamiast pełnym współczucia przywódcą"

- Przekładanie polityki wobec zbrodni, która dokonuje się w Ukrainie, stawia Kościół w tej samej sytuacji, w której stanął, kiedy dokonywał się Holokaust - tak o postawie Franciszka i Watykanu mówił w TOK FM Jarosław Makowski. Teolog zwrócił uwagę, że stanowisko Watykanu oburza zgodnie katolików o liberalnych oraz konserwatywnych poglądach. - Połączyli się w oburzeniu na to, jak (Kościół) potrafi być zimny wobec cierpienia, bólu i zła - podkreślił.
Zobacz wideo

Ukraina broni się przed rosyjską agresją już siódmy tydzień. Przez cały ten czas papież Franciszek - w publicznych wystąpieniach - nie wymienił słowa "Rosja", nie przechodzą mu przez gardło słowa o rosyjskiej napaści. Na papieskim profilu na Twitterze ukazał się za to wpis o treści: "Napawa mnie bólem to, co dziś się dzieje. Nie uczymy się. Niech Pan zmiłuje się nad nami, nad każdym z nas. Wszyscy jesteśmy winni!". Watykański sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin stwierdził zaś w ostatnim wywiadzie dla włoskiego portalu katolickiego Aci Stampa, że wysyłanie przez Zachód broni do Ukrainy to błąd.

Jarosław Makowski ocenił, że "rzeczywiście wygląda to tak, jakby Watykan relatywizował wojnę w Ukrainie i nie potrafił odróżnić, kto jest ofiarą a kto katem". - Mam wrażenie, że papież Franciszek zbyt bardzo chce być zimnym dyplomatą zamiast pełnym współczucia, a czasem nawet gniewu, przywódcą religijnym, który nazywa zło złem, agresora agresorem a ofiarę ofiarą - stwierdził filozof, teolog, publicysta oraz szef Instytutu Obywatelskiego. 

Zdaniem rozmówcy Karoliny Lewickiej Kościół przecenia swoje wpływy dyplomatyczne, a do tego bardzo zależy mu także na dobrych stosunkach z rosyjską cerkwią prawosławną. - Watykan widzi wciąż w cerkwi i jej przywódcy - Cyrylu partnera do dyskusji. Problem jednak polega na tym, że Cyryl jest po prostu KGB-istą, akolitą Putina, który wykorzystuje swoją pozycję, żeby legitymizować putinowskie zbrodnie - ocenił Makowski.

Jak dodał, że Kościół katolicki dostrzega też w cerkwi prawosławnej "wspólnotę wartości konserwatywnych, tradycjonalistycznych w obronie przeciwko liberalnemu, postępowemu Zachodowi". - Problem polega tylko na tym, że na ołtarzu tych relacji kładzione są ofiary z ukraińskich kobiet, starców i dzieci - podkreślił. Jak dodał, stawianie relacji z cerkwią ponad cierpienie, "pokazuje, jak bardzo Watykan odchodzi od tego co znajduje na kartach Ewangelii".

Gość TOK FM nie ma wątpliwości, że "przekładanie polityki wobec tej zbrodni, która dokonuje się w Ukrainie, stawia Kościół w tej samej sytuacji, w której stanął, kiedy dokonywał się Holokaust". Jak argumentował, "ten rodzaj kalkulacji, kuglarstwa będzie kładł się cieniem przez najbliższe dekady - zarówno na pontyfikat papieża Franciszka, jak i cały Kościół rzymskokatolicki".

W ocenie Makowskiego jedyną szansą na uratowanie twarzy przez papieża jest jak  najszybsze udanie się do Kijowa i spotkanie z prezydentem Ukrainy. Tymczasem Franciszek - póki co - odnosi się do zaproszeń wystosowanych przez stronę ukraińską dość chłodno. - Każdy, kto widział zdjęcia pokazujące zbrodnie rosyjskich żołnierzy, absolutnie nie ma wątpliwości, co powinien zrobić chrześcijanin, a tym bardziej lider Kościoła. Mówienie, że propozycja leży na stole to język dyplomacji, nie dziwiłbym się gdyby używał go polityk, ale nie przywódca Kościoła - stwierdził gość Karoliny Lewickiej.

Postawa papieża oburza katolików. "Watykan znowu nie stanął na wysokości zadania"

Jak zauważył teolog, wierni w zdecydowanej większości nie mają w sobie takiego relatywizmu jak ich duchowi przywódcy. Ich postawa jest jednoznaczna. - Stała się rzecz niebywała. To, jak Watykan reaguje na wojnę w Ukrainie, połączył zarówno katolików liberalnych, jak i konserwatystów. Połączyli się w oburzeniu na to, jak (Kościół, Watykan) potrafi być zimny wobec cierpienia, bólu i zła, które - rękami rosyjskich żołnierzy i polityków - dokonuje się w Ukrainie - stwierdził filozof.

Makowski podkreślił, że gniew katolików wzmaga fakt, iż hierarchowie w wielu innych kwestiach, wypowiadają się ostro i jednoznacznie. Dotyczy to np. sfery seksualności. - Watykan potrafi być srogi np. wobec zwolenników pro-choice i nazywać ich niemalże zbrodniarzami. Natomiast tutaj, gdy mamy do czynienia absolutnie z przerażającymi zbrodniami, nagle używa języka, który jest zupełnie niezrozumiały - ocenił. - Watykan znowu zawodzi, nie stanął na wysokości zadania - dodał.

Gość TOK FM powrócił też do wpisu papieża na Twitterze, który niezwykle oburzył wielu katolików, w którym Franciszek stwierdził m.in.: "Wszyscy jesteśmy winni!". - Powiedzenie czegoś takiego wywołuje wewnętrzne oburzenie nawet w osobach takich jak ja, które do tej pory starały się bronić papieża Franciszka np. w próbach reformowania Kościoła - przyznał.  I podkreślił:  "Winni są agresorzy. Znamy ich z imienia i nazwiska. Znamy tych katów, którzy dokonują mordu na ludności ukraińskiej".

DOSTĘP PREMIUM