ONZ w sprawie Ukrainy ma związane ręce. "Ale bez tej organizacji mielibyśmy wolną amerykankę"

Wołodymyr Zełenski apelował o usunięcie Rosji z Rady Bezpieczeństwa ONZ. O ile jednak formalnie mogłoby być to możliwe do przeprowadzenia, o tyle nie przyniosłoby zapewne oczekiwanych rezultatów, a więc nie powstrzymałoby rosyjskiej agresji. Jak podkreślał w rozmowie z TOK FM Szymon Zaręba z PISM, nawet w przypadku zgody Rady na misje wymuszenia pokoju w Ukrainie, mogłoby nie być chętnych do wzięcia w niej udziału.
Zobacz wideo

Organizacja Narodów Zjednoczonych została powołana do życia po II wojnie światowej, w październiku 1945 roku. Za jej cel obrano zapewnienie pokoju i rozwoju społecznego na świecie. Finansowana jest ze składek wszystkich państw członkowskich określanych na podstawie m.in. zdolności płatniczej danego państwa. Polska w tym roku wpłaci do budżetu organizacji około 37 mln dolarów.

Choć od początku inwazji na Ukrainę ONZ podejmuje działania mające na celu zatrzymanie rosyjskiej agresji, prawda jest taka, że nic one nie dają - nie mają szansy zatrzymać Putina. 

Rosja zawieszona w Radzie Praw Człowieka ONZ. I co z tego?

Już 25 lutego, w odpowiedzi na inwazję Rosji na Ukrainę, odbyło się głosowanie członków Rady Bezpieczeństwa ONZ nad przygotowaną głównie przez USA i Albanię rezolucją potępiającą agresję Federacji Rosyjskiej i wzywającą Moskwę do wycofania wszystkich swoich wojsk. Nie było zaskoczeniem, że Rosja zagłosowała przeciw. Znaleziono jednak sposób na obejście weta. 27 lutego na sesji nadzwyczajnej RB przyjęła "środek proceduralny - znany pod nieformalną nazwą "Zjednoczenie dla pokoju" - wzywający Zgromadzenie Ogólne do zwołania nadzwyczajnej sesji specjalnej w celu przyjęcia tekstu, który zażądałby zakończenia rosyjskiej operacji wojskowej w Ukrainie". Zgromadzenie przyjęło dokument 1 marca. Co z tego wynika? Niestety niewiele. Miesiąc później świat dowiedział się o masakrze cywilów w Buczy i dramacie Borodzianki.  

Rosyjska inwazja w ciągu tylko miesiąca zmusiła do opuszczenia domów ponad 10 mln osób - najwięcej od czasów II wojny światowej. To jednak nie wszystko. Oprócz oczywistego koszmaru Ukraińców doprowadziła też do gwałtownego wzrostu cen żywności, energii i nawozów, spowodowała zakłócenia w łańcuchach dostaw i zwiększyła koszty transportu. Tym samym - jak wskazywał 5 kwietnia sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres - wywarła jeszcze większą presję na kraje rozwijające się. 

7 kwietnia Rosja została zawieszona w Radzie Praw Człowieka ONZ. Ambasador Francji stwierdził po głosowaniu, że podjęta została odważna decyzja. To pierwszy raz w historii organizacji, kiedy w Radzie Praw Człowieka zawieszone zostało państwo będące stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa. Tylko, czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Czy w jakikolwiek sposób pomoże to walczącej od ponad miesiąca Ukrainie? - To jest przede wszystkim krok symboliczny, który ma pokazać, że państwo, które w sposób tak rażący narusza zasady pokojowego współżycia między narodami i normy z zakresu międzynarodowego prawa humanitarnego i praw człowieka, nie powinno być aktywnym członkiem tego organu - ocenia Szymon Zaręba, ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Według niego byłoby nielogiczne i niemoralne, gdyby takie państwo. jak dokonująca inwazji na Ukrainę Rosja, mogło za pomocą członkostwa w Radzie wpływać na kształtowanie polityki Organizacji Narodów Zjednoczonych w zakresie praw człowieka. 

Co więc daje zawieszenie państwa Putina w tym organie? Zaręba tłumaczy, że nie będzie ona mogła współkształtować polityki ONZ związanej z prawami człowieka. - Więc traci dostęp do forum, na którym mogłaby bronić się przed oskarżeniami o ich naruszanie czy lobbować korzystne dla siebie rozwiązania - zaznacza. 

Usunięcia Rosji z Rady Bezpieczeństwa. Teoretycznie możliwe, ale...

5 kwietnia prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wezwał ONZ do reform lub stworzenia nowego globalnego systemu bezpieczeństwa. - Mamy do czynienia z państwem, które zmienia swoje weto w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w prawo do zabijania. To podważa całą architekturę globalnego bezpieczeństwa (...) - stwierdził.. Wezwał do zreformowania globalnego systemu bezpieczeństwa. Dodał także, że obecnie Organizacja ma dwa wyjścia: usunięcie Rosji z Rady Bezpieczeństwa lub całkowite rozwiązanie ONZ.

Czy jednak usunięcie Rosji z Rady Bezpieczeństwa rzeczywiście pomogłoby Ukrainie? Ekspert jest sceptyczny. Po pierwsze, formalnie nie jest to proste. Musiałoby dojść do zmiany Karty Narodów Zjednoczonych, na co musiałaby się zgodzić także Rosja. Teoretycznie można byłoby próbować obejść ten wymóg, wskazując np. na to, iż naruszyła zasady, których miała strzec, ale według Zaręby mogłoby to spowodować duży rozdźwięk w samej organizacji: dokonałby się podział na państwa akceptujące to wyjątkowe podejście i te mające więcej wspólnych z Rosją interesów, które byłyby przeciwne. - Wtedy mielibyśmy do czynienia z bardzo poważnym podziałem w organizacji, który nie ułatwiałby jej funkcjonowania. Jeszcze bardziej by ją sparaliżował, byłoby jeszcze gorzej niż teraz - ocenia.

To jednak nie wszystko.  - Nawet gdyby udało się Rosję usunąć z Rady Bezpieczeństwa i przyjąć jakąś rezolucję, która wysłałaby misję przywracania pokoju na Ukrainę, to kto wysłałby te siły zbrojne? Bo państwa NATO nie są do tego za bardzo skłonne - podkreślił. Choć zazwyczaj, dość chętnie swoich żołnierzy wysyłają na misje pokojowe państwa rozwijające się, takie jak Indie, Pakistan, Nigeria czy Bangladesz, w przypadku misji przywracania pokoju mogłyby nie być już do tego skore. - Poza tym, ich stanowisko podczas różnych głosowań w ONZ w sprawie rosyjskiej inwazji pokazuje, że podchodzą do tego problemu dość ambiwalentnie - wskazał. Przypomnijmy, że Indie - najliczniejsza demokracja świata - wstrzymały się od głosu w sprawie rezolucji ONZ potępiającej Rosję wobec jej agresji na Ukrainę, wezwały jedynie do zaprzestania przemocy. Zaręba wskazał też na "bardzo dużą siłę dyplomatyczną Rosji". - Ona sprawia, że wiele państw rozwijających się w różny sposób kalkuluje to swoje ryzyko i swoją ocenę sytuacji - tłumaczył.  

Ekspert prognozuje więc, że usunięcie Rosji z Rady Bezpieczeństwa "nie dałoby aż tak wiele, jak moglibyśmy się spodziewać". - To nie jest rozwiązanie na wszystkie problemy - zaznacza. W czym zatem by pomogło? Możliwe byłoby przyjmowanie rezolucji, które potępiają różnego rodzaju rosyjskie działania, wzywają do zaprzestania walki, do poszanowania prawa humanitarnego, praw człowieka itd. 

"Wąskie pole manewru"

Czy zatem Organizacja Narodów Zjednoczonych może zrobić cokolwiek w sprawie Ukrainy, oprócz wysyłania pomocy humanitarnej i prowadzenia rozmów dyplomatycznych? Według Zaręby przede wszystkim powinna "utrzymywać jednolite stanowisko i starać się budować jak największy konsensus między swoimi członkami co do podejścia do Rosji". 

- Bo sama organizacja, nawet jeżeli nie jest skuteczna w zakresie realnego przywracania pokoju, służy jako ważne forum rozmów - podkreśla analityk i tłumaczy, że choć oczywiście można prowadzić negocjacje bilateralnie za pośrednictwem np. ambasad czy wizyt wzajemnych, czasem łatwiej jest to zrobić w kuluarach posiedzeń organizacji międzynarodowej, gdzie może spotkać się wielu dyplomatów naraz i pewne rzeczy przedyskutować. - Więc jako takie forum i miejsce, o którym wiadomo, że wszyscy tam są i mogą ze sobą porozmawiać i coś uzgodnić, moim zdaniem ta organizacja nadal ma przyszłość. Bo jest jedyną o tak uniwersalnym charakterze. Natomiast problem polega na tym, że oprócz wydawania różnego rodzaju rezolucji, realnie ma ona dość wąskie pole manewru w razie braku jednomyślności członków Rady Bezpieczeństwa posiadających prawo weta, a więc w praktyce ostatnich lat - sprzeciwu Rosji albo Chin - zauważa Zaręba. 

Gdyby nie ONZ mielibyśmy "wolną amerykankę"?

Czy ONZ jest nam więc tak naprawdę w dzisiejszym świecie potrzebna? Jak mówi Zaręba, samo jej  istnienie i funkcjonowanie sprawia, że nadal obowiązuje Karta Narodów Zjednoczonych, która zabrania m.in. użycia siły przeciwko innemu państwu czy interwencji w jego sprawy. - To jeden z nielicznych, jeśli nie jedyny, tak wyraźnie ujmujący te zakazy traktat międzynarodowy. Jako jedyny ma tak szeroki zakres podmiotowy, to znaczy wiąże tak wiele państw. I zobowiązuje je do ich przestrzegania - podkreśla analityk. 

Jak pokazuje historia, a także sytuacja współczesna, niestety traktat sobie, a życie sobie. Rozwiązanie organizacji nie przyniosłoby jednak niczego dobrego. - Gdyby rozwiązać ONZ mielibyśmy wolną amerykankę - zaznacza Zaręba. Obowiązywałoby wtedy tzw. prawo zwyczajowe, którego treść ustalana jest na podstawie praktyki poszczególnych państw. - Różne państwa mogą różnie interpretować podobne wydarzenia i niestety rodzi to duże ryzyka. Mając Kartę Narodów Zjednoczonych, nawet jeżeli jakiś kraj łamie zapisane w niej zasady, możemy otwarcie powiedzieć: wy je łamiecie i my tego nie akceptujemy. To też ma wartość - podsumowuje. 

DOSTĘP PREMIUM