Wybory we Francji. Dlaczego proputinowska Le Pen rośnie w siłę? Ekspert porównuje Macrona do Bronisława Komorowskiego

Przed niedzielnymi wyborami prezydenckimi we Francji sondaże pokazują, że głowni rywale idą łeb w łeb. Marine Le Pen dzieli od Emmanuela Macrona bardzo mała strata. Jak mówił w TOK FM Artur Kula, "kampanii przed pierwszą turą do końca ze strony Macrona nie było". - Był zajęty wojną, ale też pewny siebie. To trochę tak jakbyśmy sobie przypomnieli kampanię, w której Bronisław Komorowski przegrał - stwierdził gość TOK FM.
Zobacz wideo

W niedzielę 10 kwietnia odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji. Główną konkurentką urzędującego prezydenta Emmanuela Macrona jest Marine Le Pen, która od lat znana jest nie tylko z radykalnych poglądów, ale też z sympatii i relacji z Władimirem Putinem. Jej partia - przypomnijmy - przed laty dostała z Moskwy 9 mln euro pożyczki.

Ostatnie sondaże pokazują, że poparcie dla Le Pen rośnie. Z opublikowanego w piątek badania ośrodka Elabe wynika, że na obecnego prezydenta chce głosować 26 proc. badanych, a na jego rywalkę - 25 proc.

Artur Kula przypomniał w TOK FM, że był już nawet sondaż, w którym Le Pen prześcignęła Macrona. Dlaczego polityczce nie szkodzą relacje z Putinem? Doktorant Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Zaawansowanych Studiów Społecznych w Paryżu zwrócił uwagę na to, jak kampanię wyborczą prowadzi urzędujący prezydent Francji. Jak stwierdził, "przed pierwszą turą kampanii ze strony Macrona nie było". - Po prostu był zajęty wojną - ocenił.

Ale to nie wszystko. Bo - jak mówił - prezydent był też pewny siebie. - To trochę tak, jakbyśmy sobie przypomnieli kampanię, w której Bronisław Komorowski przegrał (w 2015 roku). Są tu pewne podobieństwa - stwierdził. 

Zdaniem Artura Kuli do tego trzeba dodać, że bardzo dużo miejsca w trwającej kampanii zajmują tematy, w których Marine Le Pen czuje się bardzo dobrze. Czyli np. kwestie uchodźców. A środowisko prezydenta Francji zaś dało się wciągnąć w tę narrację. - W pewnym momencie otoczenie Macrona zaczęło nawet walczyć na radykalizm z Le Pen. Była taka debata wokół separatyzmu islamskiego, gdzie jeden z ministrów Macrona nazwał Le Pen "miękiszonem" - relacjonował.

Największa konkurentka urzędującego prezydenta zyskała też na tym, że w wyborach zdecydował się wystartować Eric Zemmour, przy którym Le Pen nie wydaje się aż tak radykalna. - To kwestia przesunięcia całej debaty na prawo i przedstawienia Le Pen jako opcji nie aż tak radykalnej, bo przecież jeszcze jest ten straszny Zemmour - podkreślił.

Dlaczego proputinowska Le Pen nie traci na wojnie w Ukrainie? 

Wydawałoby się, że powiązana z Kremlem Marine Le Pen będzie tracić po wybuchu wojny w Ukrainie , po tym, jak świat zobaczył prawdziwą twarz jej sojusznika - Władimira Putina. Ale tak się nie stało. - Oczywiście Le Pen jest kojarzona z Rosją, wspieraniem aneksji Krymu, ale największe uderzenie zostało wymierzone w Zemmoura, o którym się mówi, że chciał być takim francuskim Putinem. Więc on najbardziej oberwał, a Le Pen niemal od razu potępiła rosyjską agresję i cały jej sztab próbuje teraz zacierać te związki (z Rosją i Putinem - red.) - mówił Kula.

Wskazał też inny powód, przez który temat Rosji tak bardzo nie uderza w Le Pen. Jak wyjaśnił, polityczka stara się ustawić w roli osoby dbającej o interes "zwykłych Francuzów". - Le Pen popiera sankcje dla rosyjskich oligarchów, ale mówi, że nie można ograniczyć importu, gazu z Rosji, bo skończy się to tym, że Francuzi dostaną znowu po kieszeni - tłumaczył. - To jest trochę wysłanie sygnału do osób, które np. brały kiedyś udział w protestach "żółtych kamizelek". To zwrócenie uwagi na osoby z mniejszych miejscowości, bo one czują się wykluczone przez Macrona. On raczej był prezydentem klas bogatszych - dodał Artur Kula.

Gość TOK FM zwrócił także uwagę na kandydata lewicowego, którym jest Jean-Luc Mélenchon. On także w ostatnim czasie również notuje bardzo duży wzrost poparcia. - Jeśli by się coś wydarzyło w przeciągu najbliższych godzin i np. Le Pen miałaby jakąś straszną wpadkę, to możliwa jest także druga tura Macrona z Mélenchonem - ocenił doktorant UW i Szkoły Zaawansowanych Studiów Społecznych w Paryżu 

DOSTĘP PREMIUM