Trzeci kandydat we Francji wezwał do niegłosowania na Le Pen. To może nie pomóc Macronowi

We Francji odbędzie się II tura wyborów prezydenckich. Zdaniem Aleksandra Smolara, ich wynik nie jest jeszcze przesądzony. - Istotne będzie, jak będą głosowali wyborcy innych kandydatów, którzy odpadli. Szczególnie jednego kandydata, lewicowego Melenchona, który zajął trzecią pozycję z bardzo dobrym wynikiem 22 proc. Otóż on wezwał do niegłosowania na Marine Le Pen, ale nie powiedział, żeby głosować na Macrona - mówi w TOK FM politolog, były prezes Fundacji Batorego.
Zobacz wideo

Emmanuel Macron i Marine Le Pen zmierzą się w drugiej turze wyborów. Z przeliczenia ponad 97 proc. głosów wynika, że urzędujący prezydent może liczyć na ponad 27 procent poparcia. Skrajnie prawicowa kontrkandydatka na 23 procent.

Aleksander Smolar, politolog, były prezes Fundacji Batorego wynikami I tury wyborów prezydenckich nie jest zaskoczony. - Ostatnie chwile przed wyborami, piątek, sobota mogły wskazywać, że Marine Le Pen wyrównuje wynik z Macronem - mówił w TOK FM.

Zastrzegł przy tym, że w II turze różnica między kontrkandydatami może być minimalna. A nawet może zniknąć. 

- Jak wysoka będzie absencja, kto kogo bardziej zniechęci do głosowania - to może być czynnik, który odegra znaczącą rolę. Po drugie istotne będzie, jak będą głosowali wyborcy innych kandydatów, którzy odpadli. Szczególnie jednego kandydata, lewicowego Jean-Luca Melenchona, który zajął trzecią pozycję z bardzo dobrym wynikiem 22 proc. - wskazał gość Dominiki Wielowieyskiej.

Co ważne, Melenchon wezwał do niegłosowania na Marine Le Pen, ale nie powiedział, aby jego wyborcy oddali swój głos na Emmanuela Macrona. - Sondaże już wcześniej pokazały, że część jego wyborców to są głosy protestu, dla których głosowanie czy na lewicę, czy na prawicę, to jest właściwie wszystko jedno. Byleby nie głosować na Marcona - dodał. 

"Le Pen przestała nosić piętno skrajnej prawicy"

Gość TOK FM był też pytany o ocenę kampanii dwóch głównych kandydatów w wyborach. Zwrócił uwagę, że Marine Le Pen "złagodziła swoje stanowisko, teraz jest za UE, ale równocześnie wprowadza pewne elementy do swojego programu, które w sposób oczywisty rozwalałyby UE". -  Zapatrzona jest we wzór polski i węgierski. Chce by prawo krajowe dominowało nad prawem europejskim, co oczywiście podkopywałoby podstawy wspólnoty w dużym stopniu - wskazał.

Poza tym, jak mówił Aleksander Smolar, "zmieniła ona radykalnie swoją linię tego, co nazywa dediabolizacją, czyli przesunęła partię bardziej ku centrum. Skoncentrowała się nie na walce z migracją, muzułmańską, arabską ludnością", ale skupiła się przede wszystkim na kwestiach społecznych. - Poziom życia - to znalazło się w centrum jej kampanii. Z dużym powodzeniem - podkreślił. 

Politolog zauważył przy tym, że pomogło jej także pojawienie się drugiego kandydata ze skrajnej prawicy, bardzo inteligentnego i niebezpiecznego Erica Zemmoura. - Spowodowało, że przestała nosić piętno skrajnej prawicy - dodał. 

A jak podsumować rządy i kampanię Macrona? - Był w dużym stopniu skoncentrowany na geopolityce, wielkiej polityce - odpowiedział były prezes Fundacji Batorego. Jako jedyny kandydat, przypomniał,  zdecydowanie opowiadał się za UE i przeciwko Rosji, jeśli chodzi o wojnę na Ukrainie.

- Macron przesunął się zdecydowanie na prawo, na centroprawicę i tutaj ma niewątpliwie największe poparcie. Także walka będzie o głosy lewicowe, o głosy protestu, tych, którzy głosowali na rozbitą lewicę, drobne partie i na Melenchona - skwitował gość TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM