Na Kremlu zaczyna się szukanie winnych niepowodzeń w Ukrainie? "Trzeba znaleźć kozła ofiarnego"

- W sytuacji, kiedy armia dostaje po zębach w sposób kompromitujący, trzeba znaleźć kozła ofiarnego - tak zdaniem Wacława Radziwinowicza można tłumaczyć pogłoski o uwięzieniu Władisława Surkowa, którego przez lata nazywano "szarą eminencją Kremla". Nie jest on jedynym, który wpadła ostatnio w kłopoty.
Zobacz wideo

Portal Ukraińska Prawda, powołując się na byłego deputowanego do parlamentu Rosji, Ilję Ponomariowa poinformował we wtorek, że w Moskwie aresztowany został były doradca prezydenta Władimira Putina - Władisław Surkow, niegdyś odpowiedzialny na Kremlu za politykę wobec Ukrainy. Ma przebywać w areszcie domowym.

Jak przypomniał w TOK FM dziennikarz "Gazety Wyborczej" Wacław Radziwinowicz, Surkow to "główny ideolog" Kremla. - Wypisywał w ostatnich latach straszne rzeczy, ale one się wszystkie spełniały. Choćby ostatnio przed samą agresją na Ukrainę napisał o niechlubnym pokoju, w którym żyjemy. Jego myśl była taka, że chociaż Rosja jest wielka, to jednak nam jest ciasno i potrzebujemy przestrzeni życiowej - wyjaśnił długoletni korespondent "GW" w Moskwie.

Dziennikarz podkreślił równocześnie, że możemy polegać wyłącznie na pogłoskach, spekulacjach - oficjalnie o areszcie domowym dla Surkowa nikt nie poinformował. - Kreml to czarna skrzynka, dużo więcej jest plotek na temat tego, co się wokół tego wszystkiego dzieje, niż realnych informacji, więc trzeba być ostrożnym - mówił.

Według Radziwinowicza powodem kłopotów Surkowa może być to, że jest on wpisywany "w lobby ukraińskie". - Był kuratorem Ukrainy przez wiele lat, współtwórcą dwóch republik - ługańskiej i donieckiej - wyjaśnił. 

Co ważne, w ostatnim czasie nie tylko Surkow miał zostać zatrzymany. Podobny los miał spotkać gen. Siergieja Biesiadę, czyli szefa wywiadu zagranicznego Federalnej Służby Bezpieczeństwa. - On też był człowiekiem od Ukrainy, "mózgiem" siłowej operacji na Majdanie (w 2014 roku - red.) - przypomniał rozmówca Agnieszki Lichnerowicz. I dodał, że "obaj mieli "polecieć" za to, że ukradli ogromne pieniądze, które Kreml wydzielał na Ukrainę". - Oni w zamian za te pieniądze składali raporty, jak to wszystko jest pięknie w Ukrainie, wszystko się rozwija tak, jak prezydent Putin chce. To znaczy ludność ukraińska tylko czeka, żeby powstać przeciwko Zełenskiemu, będą z kwiatami witać czołgi rosyjskie - tłumaczył.

Wkroczenie wojsk rosyjskich na Ukrainę pokazało, że to nieprawda. Nikt nie witał rosyjskich żołnierzy kwiatami. Ukraina, która miała być błyskawicznie zdobyta, broni się od 24 lutego.

"Trzeba wskazać, że kozioł ofiarny jest tam, a nie w moim gabinecie"

Wacław Radziwinowicz podkreślił, że wobec klęski założeń Putina, dotyczących szybkiej operacji wojskowej w Ukrainie, odpowiedzialni za to starają się zrzucać winę... na innych. By zapewnić sobie bezpieczeństwo.

- W sytuacji, kiedy armia dostaje po zębach - i to bardzo mocno, w sposób kompromitujący - trzeba znaleźć kozła ofiarnego. I się szuka - oczywiście nie w moim obozie np. nie wśród generałów frontowych tylko w służbach. A służby z kolei szukają wśród generałów. Byłoby to bardzo logiczne, że dochodzi do takiego rozdźwięku, kiedy trzeba wskazać, że kozioł ofiarny jest tam, a nie w moim gabinecie - opisywał dziennikarz "Wyborczej".

Posłuchaj całej rozmowy:

DOSTĘP PREMIUM