Rosja "rekrutuje" influencerów? Kto stoi za prorosyjskimi demonstracjami w Niemczech?

W dniu, w którym świat zobaczył drastyczne zdjęcia z Buczy obnażające zbrodnie, jakich rosyjscy żołnierze dopuszczają się na ukraińskich cywilach, ulicami Berlina przejechała demonstracja poparcia dla Rosji. Kto ją zorganizował i dlaczego niemieckie władze na to pozwoliły?

"Wielu uczestników to ślepo oddani zwolennicy Putina"

Podobne manifestacje zorganizowano nie tylko w Berlinie. Rosyjskie flagi powiewały także we Frankfurcie, Hanowerze czy Stuttgarcie. Jak relacjonował dziennik "Bild", "wielu uczestników to ślepo oddani zwolennicy Putina. Demonstranci we Frankfurcie zaprzeczali zbrodniom wojennym, dokonywanym przez Rosję na Ukrainie. Byli zdania, że to inscenizacje Ukrainy, która nie jest niepodległym krajem". Wszystkie te inicjatywy zostały zarejestrowane jako wydarzenia przeciwko "dyskryminacji", "rasizmowi", "rusofobii" i na rzecz "pokoju". 

Manifestanci wspierają Rosję i Putina, a niemieckie władze są bezradne

Prorosyjscy demonstranci, korzystając z zasad demokracji, swobodnie manifestują swoje poparcie dla Rosji. Władze niemieckich miast niewiele mogą na to poradzić, bowiem w demokratycznym kraju każdy ma prawo demonstrować swoje poglądy i przekonania. Wyjątek dotyczy pewnych zastrzeżonych znaków np. swastyki. Flaga rosyjska do nich jednak nie należy. Jedyny przypadek, w którym władze mogą interweniować, to manifestowanie symbolu rosyjskiej wojny "Z", który został w Niemczech zakazany.

Dlatego w związku z manifestacją w Berlinie wszczęto jedynie dwa postępowania. Jedno za pokazanie przez uczestnika demonstracji symbolu "Z", drugie przeciwko Igorowi F. organizatorowi manifestacji. Do jego pojazdu przyczepiona była bowiem żydowska gwiazda Dawida z hasłem: "Wkrótce my, Rosjanie?".

Manifestacje to inicjowany przez Kreml element dezinformacji? 

Portal welt.de przyjrzał się bliżej organizatorom prorosyjskich manifestacji. Jeden z nich, Igor F., pochodzący z Orska pod Uralem mężczyzna często i chętnie opowiada w mediach o tym, jakiej doświadcza w Niemczech dyskryminacji z powodu swego rosyjskiego pochodzenia. 

Nikołaj Klemoniuk, pochodzący z Krymu dziennikarz, zauważa, że narracja, jaką posługuje się Igor F. to jeden z elementów rosyjskiej dezinformacji. Wykorzystuje on być może faktyczne, pojedyncze przypadki wrogości wobec Rosjan, do szerzenia nieprawdziwych doniesień, jakoby wszyscy Rosjanie byli w Niemczech na masową skalę prześladowani. Zdaniem Klimeniouka wypowiedzi takich pojedynczych osób, są powtarzane i powielane, co sprawia wrażenie, że problem jest znacznie większy:

– Z jednej strony są osoby prywatne, takie jak organizator demonstracji. Widzimy jednak, że z drugiej strony są "aktorzy" działający jako multiplikatorzy rozpowszechniający różne twierdzenia. Można przypuszczać, że istnieją powiązania między nimi a rosyjskimi władzami państwowymi – mówi Klimeniouk

Z informacji niemieckiego MSZ wynika, że ??na różnych platformach społecznościowych dochodzi do prób rekrutacji przez Rosję. "Influencerzy są zachęcani do szerzenia prorosyjskich narracji" – czytamy w raporcie ministerstwa.

"Nikt z nas nie popiera przemocy i nienawiści. Z powodu tego, co się stało, wielu postrzega nas jako agresorów. Nie chcemy się bać i wstydzić, że mamy rosyjską krew. Wielu Rosjan padło ofiarą dyskryminacji, niektórzy stracili pracę" - tak organizator prorosyjskiej manifestacji, która przeszła ulicami Frankfurtu, tłumaczył swoją inicjatywę. 

Julia Smirnowa, która analizuje internetowe kampanie dezinformacyjne w Instytucie Dialogu Strategicznego (ISD) obserwuje w rozpowszechnianie wiadomości o tym, że Rosjanie są "systematycznie prześladowani i dyskryminowani za granicą". – Łączy się tam prawdziwe przypadki nadużyć lub obelg, które należy potępić i zbadać, z wymyślonymi przypadkami – mówi.

O tym, że prorosyjskie demonstracje w Niemczech mogą być inicjowane przez Kreml może także świadczyć fakt, iż jak informuje "Bild", wśród manifestantów we Frankfurcie widziani byli członkowie zaprzyjaźnionej z Władimirem Putinem organizacji "Nocne Wilki".

Jak działa rosyjska dezinformacja? To skuteczna broń stosowana przez dziesięciolecia

Początki rosyjskiej dezinformacji sięgają końca XIX wieku, a niektóre stosowane przez nią narracje funkcjonują od dziesiątków lat i zaplanowane są tak, by osiągnąć długoterminowe efekty w polityce międzynarodowej, społecznej i gospodarczej. Obecnie dezinformacja jest już elementem oficjalnej doktryny wojennej Rosji.

Wykorzystując takie techniki, jak mieszanie prawdy z kłamstwem, wyolbrzymianie błahych sytuacji, czy odwracanie uwagi od niewygodnych kwestii, rosyjska dezinformacja utrzymuje swoich obywateli w fikcyjnej rzeczywistości i próbuje narzucać wygodne dla siebie narracje na Zachodzie. O tym, jak skuteczne są to działania świadczy między innymi to, jak dużym poparciem w swoim kraju wciąż cieszy się Władimir Putin i jego "specjalna operacja", która, w przekonaniu wielu Rosjan "wyzwala"  Ukrainę spod "nazistowskiej okupacji".

DOSTĘP PREMIUM