Ukraińcy zaatakowali "Moskwę". Ekspert: To okręt zbudowany na III wojnę światową. Czy pójdzie na złom?

Jeden z najważniejszych okrętów wojennych Rosji, krążownik rakietowy "Moskwa", został ostrzelany przez Ukraińców na Morzu Czarnym. - To był flagowy okręt Floty Czarnomorskiej. Większych jednostek Rosjanie na tym akwenie nie posiadają - mówił TOK FM dr Michał Piekarski z Uniwersytetu Wrocławskiego. Nawet jeżeli Rosjanom udałoby się uratować jednostkę przed zatonięciem, to nie wiadomo, czy będą mieli dość pieniędzy na remont "Moskwy".
Zobacz wideo

Rosyjski krążownik "Moskwa" został ostrzelany w środę przez wojska ukraińskie na Morzu Czarnym. Szef odeskiej administracji Maksym Marczenko poinformował, że okręt udał się dokładnie tam, gdzie został wysłany przez strażników granicznych z Wyspy Węży. Przypomnijmy, na początku wojny statek zaatakował wyspę, a jego załoga kazała Ukraińcom się poddać. Obrońcy odpowiedzieli w krótkich, żołnierskich słowach, że tego nie zrobią. Ta wymiana zdań stała się hasłem tej wojny.

Rosja cały czas nie przyznała, że flagowy okręt został ostrzelany przez Ukraińców. Według Ministerstwa Obrony w Moskwie, na krążowniku rakietowym "Moskwa" w wyniku pożaru zdetonowała się amunicja. Załoga miała zostać ewakuowana, a przyczyna pożaru jest badana. "Statek został poważnie uszkodzony" – poinformowano w komunikacie.

Jak przyznał w TOK FM dr Michał Piekarski z Zakładu Studiów nad Bezpieczeństwem Uniwersytetu Wrocławskiego, nie do końca jest jasne, co stało się z krążownikiem "Moskwa". - Pojawiły się doniesienia, że jednostka ma być holowana do portu. Oznacza to, że została trafiona pociskami przeciwokrętowymi, prawdopodobnie doszło do wybuchu i pożaru. Czyli, gdy okręt zostanie doholowany do portu, to w najlepszym wariancie remont potrwa co najmniej kilka miesięcy i będzie bardzo kosztowny. To będą sumy idące w dziesiątki milionów dolarów. Pytanie brzmi, czy Rosję na to stać, czy jednostka zostanie po prostu oddana na złom - mówił w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Ukraińcy zaatakowali "Moskwę"

Sprawa "Moskwy", to nie tylko wielki problem militarny dla Rosji, ale także cios propagandowy. - Ten okręt pierwotnie nazywał się "Sława" a "Moskwą" został w roku 2000. To symptomatyczne, bo wtedy zaczął się wielki polityczny przełom w Rosji, kiedy Borysa Jelcyna zastąpił Władimir Putin – wyjaśniał ekspert, podkreślając, że to też ma wymowę propagandową.

Jak dodał dr Piekarski, krążownik powstał w latach 70. i jest "spuścizną z czasów zimnej wojny". - To jest jeden z tych okrętów, które miały zwalczać m.in. amerykańskie lotniskowce, krążowniki, pancerniki, okręty desantowe. To był okręt zbudowany na III wojnę światową między Układem Warszawskim i NATO. Pozostał do dziś (na wyposażeniu rosyjskiej armii – przyp. red.) głównie ze względów prestiżowych jako wielki, stary okręt ze swoimi wyrzutniami rakiet, który wygląda bardzo efektownie. Ale jak pokazuje ostatni incydent, wartość bojowa tych rakiet jest już bardzo niewielka – zauważył.

Gość TOK FM tłumaczył, że "Moskwa" miała na wyposażeniu 16 pocisków rakietowych o zasięgu do 500 km. Zostały skonstruowane tak, by zwalczały inne okręty, ale mogły również atakować cele lądowe. Zdaniem eksperta z Uniwersytetu Wrocławskiego na Morzu Czarnym to był jedyny okręt tego typu. - To był flagowy okręt Floty Czarnomorskiej. Większych jednostek Rosjanie na tym akwenie nie posiadają – stwierdził. Dla Ukraińców, jak przyznał, pod względem prestiżowym to łup wysokiej klasy.

"Rozleniwieni Rosjanie" mogli ułatwić Ukraińcom atak

W ocenie dra Michała Piekarskiego właśnie po to, by uzyskać ten "efekt prestiżowy" Ukraińcy zdecydowali się wykorzystać nowoczesny system pocisków manewrujących Neptun, by zaatakować krążownik. - To system prototypowy. Wystrzelone pociski lecą bardzo nisko nad powierzchnią morza, zaledwie kilka metrów. To bardzo nowoczesna broń – ocenił i wyjaśnił, że wystrzelone pociski w ostatniej fazie lotu same namierzają cel i w niego trafiają.

Zdaniem eksperta być może Rosjanie ułatwili Ukraińcom atak na "Moskwę". - Pojawia się pytanie, czy nie było przypadkiem tak, że rozleniwieni Rosjanie - przekonani, że nic im nie zagraża - po prostu tym okrętem "chodzili" z jednego miejsca na drugie w sposób przewidywalny i ułatwili Ukraińcom pracę (…) W każdym razie doszło do uderzenia przez pociski, eksplozji i wybuchu – posumował gość Mikołaja Lizuta.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj -> 

DOSTĘP PREMIUM