"Rosjanie bardzo się spieszą". Ekspert wylicza słabe punkty armii Putina przed walkami w Donbasie

Rosjanie przerzucili już większość wojsk w kierunku Donbasu. Zdaniem Piotra Łukasiewicza czeka nas "pierwsza bitwa na taką skalę od czasów zakończenia II wojny światowej". Ocenił, że Rosjanie już popełniają błędy. - Siły, które idą od północy i mają wziąć w kleszcze zgrupowanie ukraińskie, już rozpoczęły ofensywę. A te, które powinny domknąć "kocioł" od południa, wciąż walczą w Mariupolu - wskazywał ekspert.
Zobacz wideo

Rosja kończy przygotowania do ofensywy na Donbas - poinformował estoński portal ERR, powołując się na estoński wywiad. Według ERR, siły rosyjskie chcą zająć ważne węzły transportowe w okolicy miast Popasna i Rubiżne w obwodzie ługańskim. "Zajęcie Siewierodoniecka (w tym samym obwodzie) pozwoliłoby rosyjskim wojskom atakować z kilku kierunków ważny dla sił ukraińskich rejon Słowiańska i Kramatorska" w obwodzie donieckim - podała ERR.

W podcaście Polityki Insight "Stan wojny", pułkownik rezerwy Piotr Łukasiewicz, analityk i były ambasador w Afganistanie, ocenił, iż wszystko wskazuje na to, że Rosjanie przemyśleli błędy z pierwszych 50 dni walk. - Wyznaczyli wreszcie głównodowodzącego armii generała Aleksandra Dwornikowa, a ten, zdaje się, wykorzysta doświadczenie z kampanii syryjskiej. I wykona zamiast czterech różnych uderzeń jedno, które ma otoczyć, a później zniszczyć zgrupowanie ukraińskie - mówił ekspert i podkreślał, że bitwa o Donbas będzie "pierwszą tego typu bitwą na taką skalę od czasów zakończenia II wojny światowej". 

Do walk w Donbasie szykuje się także strona ukraińska. Na miejscu, jak wyliczył ekspert, może być co najmniej 50 tys. żołnierzy ukraińskich, "prawdopodobnie teraz jeszcze wzmocnionych dodatkowymi rekrutami". - Mamy idące na pomoc tym siłom także zgrupowania ukraińskie, które stopniowo opuszczają tereny dotychczas zajmowane wokół Kijowa, wokół Odessy. Dowództwo ukraińskie ufa, że na chwilę obecną Kijów jest bezpieczny - dodał. - Mamy również zasilanie armii ukraińskiej, w zasadzie z dnia na dzień, dostawami ciężkiego sprzętu, rakiet przeciwlotniczych, czołgów, transporterów opancerzonych, śmigłowców - wyliczył. 

"Żołnierze się buntują"

Ekspert zauważył, że nie zmieniły się jednak "problemy systemowe trapiące armię rosyjską od początku kampanii". Nadal "zachowano tam pionową podległość, co oznacza, że to oficerowie decydują o wszystkim, co się dzieje na każdym szczeblu dowodzenia". - Amerykanie, Kanadyjczycy, Polacy również, prawdopodobnie wprowadzili nowy system dowodzenia strukturami armii ukraińskiej. Sierżanci, najniżsi stopniem oficerowi, decydują o tym, co robić, biorą w swoje ręce inicjatywę, kiedy plutonowi nie idzie wykonanie zadania - tłumaczył. 

Inna rzecz, jak wskazywał, to wprowadzanie na nowo do walk w Donbasie jednostek, którym zadano dość mocne straty na północy Ukrainy, czyli wokół Kijowa i Charkowa. - Można sobie wyobrazić, jakie jest to demoralizujące dla żołnierzy biorących udział w tych operacjach. Już słyszymy anegdotyczne dowody o tym, że żołnierze się buntują. Że dowódcy rosyjscy krytykują zarówno swoich żołnierzy, nie dość ochoczo przystępujących do walki. Krytykują również swoich kolegów - major majora, pułkownik pułkownika - podkreślił. 

Poza tym, jak dodał, Rosjanie ponieśli duże straty.  - Ukraińcy zabili od 10 do 15 tys. rosyjskich żołnierzy. Ale trzeba dodać do tego liczbę rannych - razy trzy, bo taka jest mniej więcej zwyczajowa kalkulacja strat po stronie przeciwnika. A to oznacza, że mamy do czynienia z utratą od 20 do 25 proc. oryginalnej siły bojowej - mówił też.

Jak wskazał też Piotr Łukasiewicz, można zauważyć też brak organizacji. A świadczyć może o tym fakt, że "siły, które idą od północy i które mają wziąć w kleszcze zgrupowanie ukraińskie, już rozpoczęły swoją ofensywę w kierunku Donbasu. Z kolei, te które powinny domknąć ten kocioł od południa, wciąż jeszcze walczą w Mariupolu". - Rosjanie bardzo się spieszą. Nie tylko ze względu na mityczne wręcz znaczenie daty 9 maja, czyli defilady zwycięstwa w Moskwie, to wielkie święto dla Federacji Rosyjskiej. Ale Rosjanie spieszą się też dlatego, że chcą ubiec zachodnie wsparcie dla Ukraińców. Czołgi przecież jadą (z Zachodu), transportery dochodzą - ocenił. 

Za tym, według niego przemawia także słynne już ukraińskie błoto - "rozmoknięty step uniemożliwi Rosjanom rozwinięcie natarcia". - Teraz w Donbasie rozpoczyna się okres intensywnych opadów, które potrwają prawdopodobnie do połowy maja, co też sprawi, że będzie Rosjanom trudniej - skwitował.

DOSTĘP PREMIUM