Z daleka od Moskwy, ale i tu Kreml dokręca śrubę. "Tutaj skala donosów i kontroli jest większa"

W Kaliningradzie da się wyczuć napięcie, choć reakcje mieszkańców są różne. Jedni są świadomi tego, co się wydarzy dalej. Że czeka ich pogłębiająca się bieda, coraz większe trudności w pozyskiwaniu towarów, wzrost cen, problemy z transportem. Inni z kolei są przekonani, że podobnie jak w latach 90., już raz było biednie, przeżyliśmy, to i teraz przeżyjmy - relacjonowała w TOK FM Paulina Siegień, dziennikarka i reportażystka "Krytyki Politycznej" i "Newsweeka".
Zobacz wideo

W obwodzie kaliningradzkim - rosyjskiej enklawie graniczącej z Polską i Litwą - mieszka około miliona osób. Ich sytuacja wydaje się szczególnie trudna, bo i na to terytorium zostały nałożone zachodnie sankcje obowiązujące w Rosji. Dodatkowo, polski konsulat w Kaliningradzie zawiesiły wydawanie wiz. Utrudniony jest też import towarów.

O życiu w tym obwodzie opowiadała Paulina Siegień, dziennikarka i reportażystka "Krytyki Politycznej" i "Newsweeka". - Da się wyczuć napięcie, choć reakcje mieszkańców są różne. Jedni są świadomi tego, co się wydarzy dalej. Że czeka ich pogłębiająca się bieda, coraz większe trudności w pozyskiwaniu towarów, wzrost cen, problemy z transportem. Inni z kolei są przekonani, że podobnie jak w latach 90-tych, już raz było biednie, przeżyliśmy, to i teraz przeżyjmy - mówiła w TOK FM. - Zdarzają się też żartownisie, którzy twierdzą, że sankcje przeżyjemy, o ile nasz prezydent nie wprowadzi antysankcji, bo wtedy już możemy nie dać rady - dodała. 

Gościni TOK FM podkreśliła, że trudna sytuacja w obwodzie nie sprawi, iż dojdzie tam do rewolucji. - Mało prawdopodobny jest jakiś bunt. Oderwanie się od Rosji i prośba o aneksję do UE. Choć poparcie dla wojny jest tutaj mniejsze niż w pozostałej części Rosji. Ale też nie jest tak, że go nie ma. Trzeba pamiętać, że w Obwodzie Kaliningradzkim stacjonuje rosyjska flota bałtycka. Jest to region dosyć mocno militaryzowany. Mieszka tam też bardzo dużo rodzin zdemobilizowanych żołnierzy. To oznacza też jednak dosyć duży poziom lojalności wobec państwa- wskazywała Siegień. 

"Na 610 spraw w całej Rosji, 77 toczy się w Kaliningradzie"

Dziennikarka była też pytana, czy odległość od Kremla sprawia, że mieszkańcy mają więcej wolności do wyrażenia swoich nastrojów, czy i tutaj Moskwa dokręca śrubę. - Czy jest tam więcej wolności? Nie. Wręcz przeciwnie. Kreml jest bardzo podejrzliwy wobec tego regionu. Rosja nigdy do końca nie potrafiła zintegrować obwodu kaliningradzkiego. Teraz też to widać -  odpowiedziała.

I wskazała, że "działania władz czy grup inspirowanych przez władze są tam wręcz dużo silniejsze". Przykładem mogą być żółte nalepki "Tu mieszka zdrajca" umieszczane na klatach osób, które były na antywojennym proteście w pierwszy dzień wojny.

Paulina Siegień wskazała też przy tym, że Kaliningrad w tej chwili jest rekordzistą jeśli chodzi o liczbę spraw, na razie administracyjnych, wszczętych na podstawie nowych wojennych, drakońskich ustaw. A związanych z dyskredytacją armii czy np. szerzeniem fejków na temat tzw. specoperacji rosyjskiej w Ukrainie. - Na 610 spraw w całej Rosji, 77 toczy się w Kaliningradzie - przywołała statystyki. Ale od razu zastrzegła; "To nie jest tak, że Kaliningrad jest jakoś szczególnie zaangażowany w antywojenny protest. Nie. Tutaj jest większa skala donosów i dużo większa skala kontroli".

- Postępująca izolacja od Polski może doprowadzić do tego, że rosną nastroje antypolskie? Że przyczyn izolacji nie upatruje się w działaniach Kremla? - pytał też prowadzący.

- Oczywiście, są też osoby, które taką retorykę zawsze szerzyły i szerzą ją nadal - odpowiedziała krótko. - Wczorajszy wyjazd polskich dyplomatów z konsulatu w Kaliningradzie zapisał się w historii regionu. Za konwojem polskim pojechały samochody z rosyjskimi flagami, litera Z, czyli rosyjską swastyką. Jechały aż do granicy, puszczały rosyjską, patriotyczną muzykę. Byli z siebie na tyle dumni, że do lokalnych mediów rozesłali materiały z tego przejazdu - skwitowała.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM