Jak duński polityk wywołał krwawe zamieszki w Szwecji. "Specjalnie prowokuje"

W Szwecji doszło do zamieszek, które sprowokował duński polityk. Zdaniem Katarzyny Tubylewicz to "wyjątkowo agresywny populista", a centralnym punktem organizowanych przez niego demonstracji jest palenie Koranu. - Ten polityk twierdzi, że specjalnie prowokuje muzułmanów, aby pokazać, że są przemocowi - tłumaczyła pisarka.
Zobacz wideo

W czwartek w Szwecji wybuchły zamieszki, które objęły Sztokholm i inne miasta: Linkoeping, Norrkoepingu i Oerebro. Jednym z punktów zapalnych była próba spalenia koranu przez Rasmusa Paludana z duńskiej antymuzułmańskiej partii Stram Kurs (Twarda Linia). - Ale właściwie dlaczego zamieszki w Szwecji wywołał duński polityk? - zapytał w audycji "Połączenie" Jakub Janiszewski.

- Rasmus Paludan jest przewodniczącym ekstremalnej, prawicowej i antymuzułmańskiej partii. On ma też szwedzkie korzenie, bo jego mama pochodzi z tego kraju. Od jakiegoś czasu angażuje się w życie polityczne Szwecji, nawet zapowiedział, że będzie kandydował do tamtejszego parlamentu. I to nie jest pierwszy raz, kiedy Paludan organizował demonstracje w Szwecji - mówiła Katarzyna Tubylewicz pisarka, tłumaczka literatury szwedzkiej, a także autorka książek: "Moraliści: Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie" oraz ''Samotny jak Szwed?".

Jak dodała, demonstracje Paludana zawsze mają podobny przebieg, a ich centralnym punktem jest palenie Koranu. - Ten polityk twierdzi, że specjalnie prowokuje muzułmanów, aby pokazać, że są przemocowi - tłumaczyła.

W Wielki Czwartek Palaudan miał wystąpić na demonstracji w miejscowości Linkoeping, ale do realizacji jego planu nie doszło. - Jak rozpoczął przemawiać, to w pobliskm kościele pastor zdecydował, żeby tak głośno zaczęły bić dzwony, by zagłuszyły tego polityka. A potem zaczęły się zamieszki. Palaudan miał przejechać po wielu miastach Szwecji i choć do wielu z nich nie dotarł, to jednak na jego wyznaczonej trasie zaczęły wybuchać zamieszki - opisywała.

Pisarka wyjaśniała, że wszystkie z nich miały dramatyczny przebieg i przerodziły się w ataki na policję. - Podejrzewa się, że gangsterzy i zorganizowana przestępczość niejako wykorzystali sytuację. Aż 26 policjantów zostało rannych, zniszczono 20 radiowozów. Przeciwnikom policji udało się też ukraść kilka radiowozów i przebrać w stroje funkcjonariuszy. Mamy więc do czynienia z dużą eskalacją – stwierdziła.

Zamieszki "przejęli" kryminaliści

W jej ocenie Palaudan jest "wyjątkowo agresywnym populistą", którego celem jest wywoływanie takich zamieszek. - Zawsze dostaje w Szwecji pozwolenia na wystąpienia publiczne, bo dla Szwedów kwestia wolności słowa jest ważna. Poza tym w Szwecji nie ma takie prawa jak w Polsce, które zakazuje obrażania uczuć religijnych. Dlatego nawet tak ostra krytyka jakiejkolwiek religii jest tam dopuszczalna przez prawo – mówiła i dodała, że początkowo protesty na ulicach szwedzkich miast były próbą buntu wobec obrażania uczuć religijnych, jednak później demonstracje "przejęli" kryminaliści.

Jak dodała, Palaudan wiedział, co robi, organizując manifestacje na imigranckich przedmieściach miast. To tam duże wpływy mają gangsterzy. - Te przedmieścia słyną z tego, że mają problemy z trudną młodzieżą i atakowaniem policji. Do demonstracji dołączyli więc ludzie, którzy po prostu chcieli się bić. Jednak nie powiedziałabym, że można wyciągać z tego wnioski, że muzułmanie w Szwecji są jakoś nieprzystosowani – podkreśliła.

- Nie można powiedzieć, że to muzułmanie atakowali policję, tylko robili to gangsterzy. Szwecja ma problemy ze zorganizowaną przestępczością. To nie pierwszy raz, gdy na imigranckich przedmieściach dochodzi np. do palenia samochodów. Ale to, co wydarzyło się teraz, było zaskakujące i brutalne. I policja w pewnym momencie straciła nad tym kontrolę i wycofywała się z tych miejsc – posumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM