Łukaszenka: Polacy stoją wzdłuż granicy Białorusi i proszą o grykę i sól. Czy Białorusini w to wierzą?

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka z okazji prawosławnej Wielkanocy wygłosił przemówienie, w którym stwierdził, że Polacy, Litwini, Łotysze oraz Ukraińcy są w tak trudnej sytuacji, że proszą Białorusinów o grykę i sól, a także, by Białoruś otworzyła przed nimi swoje granice. To kolejna akcja dezinformacyjna prezydenta.

Łukaszenka: Polacy, Litwini i Łotysze chcą uciekać na Białoruś

Alaksandr Łukaszenka co roku spotyka się z obywatelami z okazji prawosławnej Wielkiej Nocy. W tym roku odwiedził małą miejscowość Kopyś pod Orszą na wschodzie kraju i wziął udział w nabożeństwie w cerkwi. Tradycyjnie wygłosił także przemówienie, którego fragment poświęcił sąsiadom Białorusi, w tym Polsce:

Zobaczcie co się dzieje z sąsiednimi Litwą, Łotwą, Polakami. O Ukrainie już nawet w tej sytuacji nie mówię. Tacy byli szczęśliwi, weseli, żyli w takim bogatym świecie. U nich wszystko było; u nas nic, a u nich było. I gdzie oni są dziś? Stoją wzdłuż granicy i proszą nas, by ich wpuścić na Białoruś 

Dyktator wyjaśnił, dlaczego Polska i kraje bałtyckie według niego tak pragną dostać się na Białoruś:

Żeby mogli kupić przynajmniej kaszę gryczaną. Mniejsza o kaszę: soli nie mają, o sól nas proszą. A my, jako ludzie szlachetni, otwieramy tę granicę. W szczególności z okazji religijnego święta: chodźcie, oto wasi ludzie. Granica nie powinna przeszkadzać w normalnym życiu, a także naszym sąsiadom. Zawsze traktujemy ludzi po sąsiedzku. I jedyne, czego chcę, to abyśmy byli tak traktowani. 

Łukaszenka: Polacy zagrożeniem dla integralności terytorialnej Białorusi 

Wypowiedź o soli i gryce to nie pierwsza skierowana przeciwko Polsce dezinformacyjna akcja w wykonaniu białoruskich władz. 

Kiedy w maju 2020 roku wybuchły antyrządowe protesty na Białorusi, Aleksandr Łukaszenka, wzorem Władimira Putina rozpoczął kampanię dezinformacyjną, mającą na celu odwrócenie uwagi od istoty problemu i znalezienie winnych poza granicami kraju. Jednym z głównych rządowych przekazów w tamtym okresie było to, iż aktywność opozycyjna wobec reżimu w Mińsku jest inspirowana z zewnątrz - przede wszystkim z Polski i Litwy. Polska była prezentowana przez białoruskie media, całkowicie podporządkowane rządowi, jako kraj który we współpracy z Waszyngtonem dąży do destabilizacji Białorusi, a nawet stwarza zagrożenie dla jej integralności. Zdaniem Łukaszenki bowiem Polacy wciąż mają nadzieję na odzyskanie dawnych terenów, które obecnie leżą w granicach jego państwa. 

Przykładem takich dezinformacyjnych wypowiedzi prezydenta Białorusi jest ta z 21 sierpnia 2020 roku, kiedy to Łukaszenka zapewniał, że Polacy "postawili sobie za cel odcięcie terytorium grodzieńskiego od Białorusi. Wywiesili tam już niedawno polskie flagi". Dyktator zapowiedział, że wyśle na tamten teren swoje wojska.

Łukaszenka: Polacy sfałszowali otrucie Nawalnego

Jedną z najgłośniejszych nieudanych akcji dezinformacyjnych, było oskarżenie Warszawy o sfałszowanie otrucia Aleksieja Nawalnego. 

Jak podaje serwis konkret.tvn24.pl, 3 września 2020 roku prezydent Alaksandr Łukaszenka na spotkaniu z premierem Rosji Michaiłem Miszustinem zapewnił, że białoruski wywiad wojskowy przechwycił "rozmowę Warszawy z Berlinem", z której miało wynikać, że samo otrucie Nawalnego było falsyfikacją.

Łukaszenka zapowiedział, że wyśle nagranie rosyjskiemu FSB (Federalnej Służbie Bezpieczeństwa). "Wyraźnie mówi o tym, że to fałszerstwo. Żadnego otrucia Nawalnego nie było" - stanowczo stwierdził białoruski prezydent.

Nagranie zostało wysłane rosyjskim służbom, ale trafiło także do białoruskich mediów. Jak relacjonuje konkret24.tvn24.pl, na nagraniu słychać rozmowę w języku angielskim, która została zagłuszona rosyjskim tłumaczeniem. Rozmawiać mieli Mike z Warszawy i Nick z Berlina. Dowodem na falsyfikację otrucia Nawalnego miały być wypowiedzi z pierwszej części rozmowy:

Nick: Materiały w sprawie Nawalnego są gotowe. Będą dostarczone do administracji kanclerz. Oczekujemy wkrótce jej oświadczenia.

Mike: Czy potwierdza się otrucie?

Nick: Posłuchaj, Mike, w tym przypadku to nie takie ważne. Jest wojna, a w czasie wojny wszystkie metody są dobre.

Mike: Zgoda, trzeba przeszkodzić Putinowi we wtrącaniu się do spraw Białorusi, a najefektywniejszy sposób to pogrążenie go w problemach Rosji.

W tym miejscu następuje zmiana tematu otrucia na sytuację wewnętrzną Białorusi i polskie działania w tej kwestii. Na pytanie niemieckiego rozmówcy "Jak wasze sprawy na Białorusi?", Mike odpowiada: "Jeśli mam być szczery, nie bardzo. Prezydent Łukaszenka okazał się twardym orzechem [do zgryzienia]. Są profesjonalni i zorganizowani. Rozumie się, że ich wspiera Rosja". Na koniec dodaje, że resztę szczegółów przedstawi "na spotkaniu", żeby nie robić tego telefonicznie.

Nagranie stało się pretekstem do drwin z prezydenta i służb wywiadowczych Białorusi. Podobnie stało się z ostatnią wypowiedzią Łukaszenki na temat Polaków proszących Białorusinów o sól i grykę, która zainspirowały liczne memy i szydercze komentarze w mediach społecznościowych. 

Eksperci: Białorusini nie uwierzą Łukaszence

Eksperci podkreślają, że słowa prezydenta Białorusi brzmią kuriozalnie nie tylko w uszach Polaków czy Litwinów, ale także samych Białorusinów. W przeciwieństwie do Rosji bowiem, gdzie znaczna część społeczeństwa popiera działania Władimira Putina i wierzy w jego propagandę, na Białorusi świadomość tego, kim jest Aleksandr Łukaszenka i jak wygląda rzeczywistość jest znacznie większa:

Białoruś jest krajem antywojennym, a w 2020 roku obudziła się na dobre. Białorusini czytają i oglądają niezależne media. Mieszkańcy Białorusi doskonale zdają sobie sprawę z tego, że z racji zależności od Rosji i inwazji Putina na Ukrainę,  ich krajowi zagraża potężny kryzys i z pewnością w tak kuriozalne słowa Łukaszenki nie uwierzą. - powieziała w rozmowie z natemat.pl dyrektor telewizji Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy

DOSTĘP PREMIUM