Po co Łukaszenka opowiada bzdury o "głodzie w Polsce"? "Próbuje grać swoją grę, ale mało kto to kupuje"

- Łukaszenka najlepsze lata ma za sobą zarówno jako orator, jak i przywódca państwa. Próbuje grać swoją grę - pokazywać, że Białoruś jest krajem pokoju, stabilności, że ma zasoby żywnościowe. Chociaż wcale nie jest z tym tak różowo. Właśnie w odniesieniu do tych produktów, o których wspomniał Łukaszenka, jak sól czy kasza, zostały wprowadzone zakazy wywozu, aby ludziom wystarczyło - mówił w TOK FM Kamil Kłysiński z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Zobacz wideo

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka wygłosił przemówienie, w którym stwierdził, że Polacy, Litwini, Łotysze oraz Ukraińcy stoją wzdłuż granicy i proszą by ich wpuścić na Białoruś. - Żeby mogli kupić przynajmniej kaszę gryczaną. Mniejsza o kaszę: soli nie mają, o sól nas proszą. A my, jako ludzie szlachetni, otwieramy tę granicę - powiedział białoruski prezydent.

- Alaksandr Łukaszenka dawno przekroczył wyżyny absurdu - skomentował w "Połączeniu" w TOK FM Kamil Kłysiński, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich. I przypomniał, że w zeszłym roku Łukaszenka twierdził chociażby, że na białoruskiej granicy ustawiają się kolejki Polaków, którzy chcą się zaszczepić na COVID-19, ponieważ na Białorusi jest fantastyczna szczepionka - Sputnik. Co - jak wskazał - oczywiście również nie było prawdą.

Zdaniem gościa Jakuba Janiszewskiego "Łukaszenka najlepsze lata ma za sobą zarówno jako orator, jak i przywódca państwa". - On próbuje grać swoją grę - pokazywać, że Białoruś jest krajem pokoju, stabilności, że ma chociażby zasoby żywnościowe. Chociaż wcale nie jest z tym tak różowo. Właśnie w odniesieniu do tych produktów, o których wspomniał Łukaszenka, jak sól czy kasza, zostały wprowadzone zakazy wywozu, aby ludziom wystarczyło - powiedział Kłysiński.

"To będzie bardzo trudny rok dla białoruskiej gospodarki"

Jak podkreślił ekspert OSW sytuacja gospodarcza Białorusi "jest zła a będzie jeszcze gorsza". - Łukaszenka przykrywa to swoją retoryką, którą mało kto już kupuje - stwierdził. 

Analityk podkreślił, że Łukaszenka chciał tym przemówieniem przekazać: "Pozwólcie mi rządzić tak jak chce, nie wplątujcie mnie w żadną awanturę". - On to kieruje też do Rosjan, ale nie może tego zrobić wprost, bo to bardzo ważny i groźny sojusznik. Więc oficjalnie obwinia Zachód - wyjaśnił.

Zdaniem Kłysińskiego to właśnie Moskwa jest głównym sprawcą obecnych problemów Białorusi i to do niej białoruski prezydent ma największe pretensje. - Przecież to sojusz wojskowy z Rosją wplątał Łukaszenkę w tę sytuację. Białoruś jest półagresorem i ponosi bardzo daleko idące konsekwencje polityczne i jeszcze dalej idące konsekwencje gospodarcze - wskazał. I argumentował, że nałożone za współpracę z Rosją w napaści na Ukrainę sankcje, doprowadzą do katastrofy białoruskiej gospodarki. - Prognozowany jest spadek PKB nawet do 15 proc. To jest praktycznie krach - mówił.

Ocenił także, że bardzo brzemienne w skutkach będzie to, że "Białoruś w ślad za Rosjanami dzielnie pospieszyła z oświadczeniem, że będzie spłacać swoje należności w rublach białoruskich". - Poza kącikiem kabaretowym (bo oczywiście nikt tych rubli nie przyjmie) to oznacza przyznanie przynajmniej technicznej, częściowej niewypłacalności - wyjaśnił. 

- To będzie bardzo trudny rok dla białoruskiej gospodarki. Łukaszenka chce się jakoś z tego wykręcić, ale nie ma specjalnie pomysłu, więc opowiada tego typu banały - podsumował ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich.

DOSTĘP PREMIUM