"Efekt echa". Dlaczego powinno nas niepokoić umacnianie się Chin na Wyspach Salomona?

Chiny podpisały tajny pakt z Wyspami Salomona. - To dla Polaków może brzmieć egzotycznie. Tylko powinniśmy zdać sobie sprawę, że tam relatywnie łatwo o wewnętrzne problemy, które potem - na arenie międzynarodowej - mogą się odbić szerszym echem - wyjaśnił w TOK FM prof. Krzysztof Kozłowski.
Zobacz wideo

Chińskie MSZ poinformowało, że podpisało pakt z Wyspami Salomona. To liczące ok. 700 tys. mieszkańców państwo jest strategicznie położone w Oceanii. Tekst umowy pozostaje niejawny, ale poinformowano, że zakłada ona m.in. możliwość wysłania przez Pekin sił w celu "pomocy w utrzymaniu porządku społecznego", ochrony personelu i kluczowych chińskich przedsięwzięć.

Podobne, lecz jawne, porozumienie wyspiarski kraj zawarł wcześniej z Australią, która tradycyjnie cieszyła się dużymi wpływami w regionie. - Jest bardzo prawdopodobne, że teraz Chiny rozmieszczą swoje wojska na Wyspach Salomona - oceniła australijska minister spraw wewnętrznych Karen Andrews.

Dlaczego Wyspy Salomona mogą stać się "punktem zapalnym" i jak to może przełożyć się na sytuację na świecie, tłumaczył w TOK FM prof. Krzysztof Kozłowski ze Szkoły Głównej Handlowej. - Ten region jest o tyle ważny, że strategicznie tworzy "drzwi" do Australii od strony wschodniej. Media w Australii podkreślają, że władze tego kraju dopuściły obecność chińską tak blisko, iż teraz trzeba się tego bać – mówił.

Jak wyjaśnił, przy obecnych zasięgach rakiet balistycznych utworzenie bazy wojskowej na Wyspach Salomona "może zmienić sytuację geostrategiczną" całego Zachodu. - Nie mamy do czynienia z sytuacją z 2012 roku, kiedy Chiny mówiły, że Pacyfik jest duży i wszyscy się na nim zmieszczą. Tylko mamy rok 2022, kiedy Amerykanie zdają sobie sprawę, że Morze Południowochińskie jest coraz bardziej zapalnym miejscem – podkreślił ekspert.

Prof. Kozłowski zwrócił również uwagę, że dyplomacja Australii zaliczyła blamaż, bo dowiedziała się o tajnej umowie między Wyspami a Chinami tak "szybko"... jak dziennikarze. - To nie świadczy dobrze o polityce państwa. To trochę wygląda, jakby lis (Chiny – przyp. red.) wskoczył z zaskoczenia do kurnika – ocenił rozmówca Cezarego Łasiczki.

Ekspert podkreślił, że chińska obecność w tym regionie rośnie, przez co są powody do niepokoju. - Widać, że Zachód nie odnosi tylko sukcesów, ale także porażki. Dać się zaskoczyć tego typu umową w naturalny sposób przywodzi analogie do Kuby w czasach zimnej wojny – zauważył.

"Efekt echa"

Dla Polaków temat tajnego aktu zawartego między Chinami i Wyspami Salomona "może brzmieć egzotycznie". - Tylko powinniśmy zdać sobie sprawę, że tam relatywnie jest łatwo o wewnętrzne problemy, które potem na arenie międzynarodowej mogą się odbić szerszym echem. To efekt echa. Wpada kamień gdzieś daleko w wodę, a później docierają do nas tego konsekwencje - argumentował, podkreślając, że napięcia na linii Chiny-USA, to od lat jeden z najważniejszych problemów w polityce i gospodarce światowej.

Dziennikarz TOK FM ocenił, że gdyby nie było wojny w Ukrainie, nikogo w naszej części świata nie interesowałyby tarcia chińsko-amerykańskie. Teraz jednak świat zachodni patrzy na Chiny i zastanawia się, czy to mocarstwo umocni się po inwazji rosyjskiej na Ukrainę i jak to może zaważyć na losach świata.

- Zgadzam się, raptem Europa sobie przypomniała, że sytuacja nie jest aż tak stabilna, jakby się wydawało. Wyspy Salomona są częścią tej geopolitycznej układanki. Problem polega na tym, że może tam wybuchnąć coś, co postawi duże mocarstwa wobec faktów dokonanych – podsumował prof. Krzysztof Kozłowski ze Szkoły Głównej Handlowej. 

DOSTĘP PREMIUM