"Starsi towarzysze bronią dorobku życia i życiorysów". Prof. Bachmann o niemieckiej kakofonii w sprawie Rosji

Niemcy rozważają dostawę haubicoarmat na Ukrainę, choć wcześniej odcinały się od wszelkiej pomocy dla prezydenta Zełeńskiego. - Kakofonia bierze się z tego, że mamy koalicję z trzech partii, które opracowały dość obszerną umowę koalicyjna w czasie, kiedy wiele istotnych spraw jeszcze nie było widać na horyzoncie - tak fakt ten tłumaczy w TOK FM prof. Klaus Bachmann.

Rząd Niemiec bada możliwość dostarczenia Ukrainie samobieżnych haubicoarmat typu Panzerhaubitze 2000 z zapasów Bundeswehry, chce też zapewnić siłom ukraińskim szkolenie z tego sprzętu - podał dziennik "Welt". Przypomina też, że wnioski eksportowe przemysłu obronnego, dotyczą wysłania transporterów opancerzonych Marder i czołgów Leopard, czekaj nadal na rozpatrzenie w federalnej Radzie Bezpieczeństwa.

Prof. Klaus Bachmann, polsko-niemiecki dziennikarz, socjolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS, który od 30 lat mieszka w Polsce zwraca uwagę, że choć to duży zwrot w polityce Niemiec, to nie brakuje też w nim "nieustannej kakofonii".

- Nie chcemy wysyłać ciężkiej broni  - wyszło rano głównie od kanclerza Scholza i polityków SPD, a po południu minister obrony oświadczyła, że wysyła tam leopardy - mówił w TOK FM.

- Jak to jest, że wzór z Sevres: solidności, państwa, które jest odpowiedzialne, waży słowa -  tak widźmy Niemcy przez 30 lat - wypuszcza dwa różne komunikaty w jednej sprawie tego samego dnia?  - dopytywał Grzegorz Sroczyński, prowadzący audycję "Świat się chwieje".

- Kakofonia bierze się z tego, że mamy koalicję z trzech partii, które opracowały dość obszerną umowę koalicyjna w czasie, kiedy wiele istotnych spraw jeszcze nie było widać na horyzoncie - odpowiedział Prof. Klaus Bachmann.

Do tych ostatnich zaliczył m.in. powszechny obowiązek szczepień ("koalicja jest tak podzielona, że nie jest wstanie nawet opracować projektu rządowego"), a także wojnę na Ukrainie.

Przy czym, jak podkreślił, dwie z trzech partii koalicyjnych "okazały się wojownicze - Zieloni i liberałowie, z kolei SPD - mocno podzielona". - Z przewagą starszych towarzyszy, którzy bronią dorobku życia i swoich życiorysów jako polityków odprężenia i którzy w ostatnich kilkunastu latach starali się przenieść dawny, w miarę pozytywny, stosunek do Związku Radzieckiego na Rosję - dodał. 

"Kanclerz na czas pokoju"

Bundestag w czwartek przed południem dużą większością głosów uchwalił wsparcie Ukrainy przez Niemcy ciężką bronią. Nieobecny na posiedzeniu był kanclerz Olaf Scholz, który poleciał do Japonii z kilkudniową wizytą.

- Kanclerz na czas pokoju - tak postawę Olafa Scholza skomentował gość TOK FM. - Jest dobry na okres, kiedy został wybrany. Kiedy wojny jeszcze nie było. Kiedy największym problem było organizowanie wychodzenia z pandemii, kiedy wszyscy zakładali, że będzie wzrost gospodarczy, odprężenie wewnętrze. Większy luz - uzasadnił. 

Zwrócił też uwagę, że Scholz, który "kandydował jako Merkel bis, jeśli chodzi o styl, bardzo długo się wahał czy w ogóle włączyć się w ten spór". - Minister obrony z socjaldemokracji mówiła jedno, a posłowie i ministrowie Zielonych i po części liberałowie - coś przeciwnego. Typowa sytuacja: kanclerz powinien uderzyć (ręką - red.) w stół: "To ja decyduję. Zrobimy tak i tak i wszyscy muszą się podporządkować". On ma takie prawo, ale tego nie zrobił. Chciał uchodzić za wielkiego mediatora. Tu też był jego główny błąd - podkreślił.

"To nie są agenci Putina"

W sprawie pomocy Niemiec dla Ukrainy mocno podzielona jest także opinia publiczna. Na obóz prorosyjski i antyukraiński. Jak pokazują najnowsze sondaże głosy rozkładają się po połowie.

- Wynika to z pewnych tradycji, szkół myślenia o Rosji, które sięgają XVIII wieku, a nawet jeszcze dalej - tłumaczył prof. Klaus Bachmann. 

To też efekt, w jego ocenie, "pracy, sieci logistycznych, grup nacisku związanych z Rosją".  - Tak się składa, że akurat z Rosją handlują same duże koncerny w Niemczech. To są też te same koncerny, które z różnych powodów mają dobre przełożenie na urząd kanclerski. Na ministra spraw zagranicznych i ministra gospodarki. Niezależnie od tego, kto akurat rządzi - zauważył. 

Do tego dochodzi też, jak dodał, tzw. mechanizm drzwi obrotowych. To sytuacja, tłumaczył, w "której dyrektor koncernu zwalnia się z pracy i przechodzi do działu zajmującego się np. ochroną środowiska w ministerstwie. Tam doradza np., jak ważny jest gaz jako technologia przejściowa do odnawialnych źródeł energii".  

- To nie są agenci Putina. To sam mechanizm - systemowo - powoduje, że pewne interesy są ważniejsze od innych i wpływają na politykę bardziej niż inne - zauważył. - Nie ma regulacji, nikt tego nie zabrania, nie ma karencji - podsumował.  

Niemcy od lat odmawiały wysyłania broni do stref konfliktu. W lutym ugięli się pod presją - nie tylko zdecydowali się bezpośrednio przekazać broń, ale zgodzili się na wysłanie broni zakupionej od nich przez inne kraje.

DOSTĘP PREMIUM