Upały do 50 st. Celsjusza, mleko droższe o 200 proc. Indiom nie uda się "wejść w buty Ukrainy"

Upały sięgające 50 stopni Celsjusza to rzeczywistość, w której od marca muszą żyć mieszkańcy Indii. Zmagają się z niedoborami wody, prądu i gwałtownym skokiem cen żywności. Jak mówiła w TOK FM dr Aleksandra Jaskólska, Indie liczyły, że jak zwykle będą miały nadprodukcję rolną i "wejdą w buty Ukrainy", która przez wojnę nie może eksportować zboża. - Niestety będą zmuszone importować żywność - powiedziała.
Zobacz wideo

Indie zmagają się z wielką falą upałów, które - jak mówiła w TOK FM dr Aleksandra Jaskólska - dla Hindusów oznaczają temperaturę powyżej 42 st. Celsjusza. - Ona sięga nawet 47 stopni, a wilgotność wtedy wynosi nawet 75 proc. Bardzo ciężko jest żyć w takich warunkach, zwłaszcza poza pomieszczeniami klimatyzowanymi - powiedziała ekspertka z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, która niedawno wróciła z Indii.

Włączanie klimatyzacji jest w wielu miejscach Indii niemożliwe, bo - jak pisze "The Guardian" - fale upałów powodują zwiększenie zapotrzebowania na energię elektryczną, a to z kolei powoduje awarie sieci przesyłających prąd. - Żyjemy jak w piekle - ocenił jeden z rozmówców brytyjskiego dziennika. Upały i problemy z dostawami prądu to nie wszystko, coraz częściej dochodzi też do kłopotów z dostawami wody.

Eksperta z UW podkreśliła, że fala niespotykanych upałów zniweczyła też plan władz kraju, dotyczący eksportu produktów rolnych. Po wybuchu wojny w Ukrainie, czyli w kraju, który jest jednym z największych producentów m.in. zbóż, Indie chciały wstrzelić się w lukę powstałą na światowym rynku. - Ale fala upałów, która trwa od marca głównie na północy Indii, czyli w tzw. spichlerzu kraju, powoduje, że tamtejsze zbiory będą o wiele niższe niż w zeszłym roku. To bardzo utrudni sytuację gospodarczą Indii, które chciały zyskać na sprzedawaniu światu płodów rolnych - oceniła.

Nie uda się więc, jak stwierdziła rozmówczyni Jakuba Janiszewskiego - Indie nie "wejdą w buty Ukrainy", która nie może eksportować zboża. - Niestety ze względu na falę upałów kraj będzie zmuszony importować żywność - podkreśliła dr Jaskólska, dodając, że to poważny problem, bo w Indiach z sektora rolniczego utrzymuje się ok. 50 proc. z 1,4 mld mieszkańców.

Galopująca inflacja i możliwe protesty

Za sprawą kryzysu w rolnictwie ceny znacznie skoczyły w górę. - Za litr mleka trzeba ostatnio zapłacić o 200 proc. więcej, za cebulę, ziemniaki, bataty o prawie 150 proc. A to podstawowe produkty w Indiach. Teraz pytanie, czy społeczeństwo pozwoli na dalszy wzrost cen - mówiła gościni TOK FM.

Zdaniem ekspertki z UW można się spodziewać, że mieszkańcy Indii mogą wyjść na ulice i protestując pokazać niezadowolenie z polityki rządu Narendry Modiego. - Władze będą zmuszone do dalszego subsydiowania produktów żywnościowych, aby zachować ceny na i tak już bardzo wysokim poziomie. Będzie to oznaczało pogłębiającą się dziurę budżetową - wyjaśniła.

Przypomniała, że protesty indyjskich rolników odbywały się już w tym roku - chodziło o uwolnienie cen w rolnictwie. - Po raz pierwszy udało się komukolwiek przekonać premiera Modiego do zmiany decyzji. Powstało miasteczko pod Delhi i były dni, kiedy jednocześnie protestowało ponad 250 mln osób. Skala była więc ogromna, dlatego władza się ugięła. Ten przykład pokazuje, że jeśli to rolnicy są nieugięci, to rząd spełnia ich żądania - podsumowała dr Aleksandra Jaskólska.

DOSTĘP PREMIUM