Armia Putina nie odpuści pułkowi Azow. "Musi zostać pokonany w walce, żeby zetrzeć jego legendę"

Trwają negocjacje w sprawie ewakuacji rannych z huty Azowstal w Mariupolu. Wicepremier Ukrainy Iryna Wereszczuk poinformowała, że rozpoczęła się nowa runda rozmów. - Rosjanie paradoksalnie mogą się zgodzić na ewakuację, choć to w większości żołnierze znienawidzonego w Rosji Pułku Azow - komentuje w TOK FM Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Co za tym przemawia?
Zobacz wideo

Azowstal jest ostatnim punktem ukraińskiego oporu w Mariupolu, bronionym przez pułk Gwardii Narodowej Azow i 36. Samodzielną Brygadę Piechoty Morskiej. W ostatnich dniach udało się uratować kilkuset cywilów, którzy przez około dwa miesiące ukrywali się w rozległych podziemnych korytarzach i schronach na terenie kombinatu. Doradca mera miasta Petro Andriuszczenko poinformował jednak, że "cały czas rosyjskie wojska próbują przedrzeć się na teren zakładów metalurgicznych". 

Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych zwróciła uwagę, że "obrona Azowstalu sama w sobie jest fenomenem tej wojny". - Jako mieszkańcom Warszawy przychodzą nam do głowy sceny żywcem wyjęte z Powstania Warszawskiego. Jak ktoś dobrze zna historię, to obrazki w zasadzie nakładają się na siebie. Broni się kilkuset żołnierzy. Może do ok. 1 tysiąca, ale ok. 600 z nich jest bardzo ciężko rannych - mówiła w "Połączeniu" u Jakuba Janiszewskiego.

Skąd w ogóle fenomen pułku Azow? Ten, jak tłumaczyła, "bardzo wielu osobom może się kojarzyć z rokiem 2014 r., kiedy Rosja rozpoczęła wojnę wobec Ukrainy, zajmując Krym, a potem okupując również terytoria, które przejdą do historii pod nazwą tzw. republik ludowych - Donieckiej i Ługańskiej". - Wtedy też próbowano przejąć kontrolę nad Mariupolem, który jest bardzo ważnym miastem i wojskowo, i politycznie, i społecznie. Ale m.in. dzięki postawie - utworzonego wtedy na zasadzie ochotniczej - pułku Azow udało się utrzymać Mariupol w składzie Ukrainy - przypomniała. 

Dyner dodała, że z czasem legenda pułku rosła, choć nie zawsze była do "dobra" historia. - Bo miał on też łatkę banderowców, czyli tych, którzy odwołują się do silnych nacjonalistycznych tradycji Ukrainy. To też było podgrzewane przez rosyjską propagandę - mówiła Dyner. Dodała, że w tamtejszej prasie przy wzmiankach o Mariupolu i pułku Azow zawsze pojawia się informacja, że ten jest "zakazany w Rosji". - Bez mała jak Państwo Islamskie - wskazała. 

Zdaniem Anny Marii Dyner, to też może tłumaczyć "zajadłość i zaciekłość Rosjan, jeśli chodzi o Mariupol". - Nie chodzi tylko o powody wojskowe, choć faktycznie zajęcie miasta pozwoliłoby im na pełną kontrolę nad Morzem Azowskim i ważnym wcześniej portem dla Ukrainy, ale to też kwestia "honoru" -  tłumaczyła.

Prognozowała też, jaki cel mogli postawić sobie Rosjanie. - Pułk Azow musi zostać pokonany w walce, by starta została jego legenda. Ale prawda jest taka, że jego legenda będzie żyła bardziej niż słynnych cyborgów, czyli tych, którzy obronili lotnisko w Doniecku w 2014 r. - podkreśliła. 

"Rosjanie paradoksalnie mogą się zgodzić" 

Ukraińska wicepremier Iryna Wereszczuk zapewnia, że "ukraińskie władze, wspierane przez społeczność międzynarodową, kontynuują działania na rzecz ratowania żołnierzy w oblężonej hucie Azowstal". Celem jest ewakuacja w kilku etapach, przede wszystkim chodzi o uratowanie 38 ciężko rannych obrońców z Azowstalu.

- Rosjanie paradoksalnie mogą się zgodzić na ewakuację, choć to w większości żołnierze znienawidzonego w Rosji Pułku Azow - komentuje Anna Maria Dyner. I od razu dodaje: "W zasadzie jest to ostanie miejsce, które sprawia, że nie mają pełnej kontroli nad Mariupolem. A tak przejęliby  ją nad miastem". 

Za ewakuacją, dodaje, może też przemawiać jeszcze jedna rzecz - strona ukraińska zaoponowała wymianę jeńców. - Pytanie, kogo mają Ukraińcy? Tego nie wiemy. Ale może tutaj mają duży atut, który sprawił, że Rosjanie w ogóle podjęli rozmowy - dodaje.

Na uwagę prowadzącego, że "za każdym razem, jak miało dojść do zawieszenia broni, to ktoś strzelał", odpowiada krótko: "Tak". - Ryzyko jest duże, ale biorąc pod uwagę stan zdrowia sporej części żołnierzy, to warto to ryzyko podjąć. Bo przynajmniej większość z nich ma szansę wtedy przeżyć - skwitowała.

Kijów udzielił pełnomocnictwa Organizacji Narodów Zjednoczonych i Międzynarodowemu Komitetowi Czerwonego Krzyża do rozmów ze stroną rosyjską, również Turcja jest zaangażowana jako mediator.

DOSTĘP PREMIUM