"Rosja jak tlenu potrzebuje słowiańskiej krwi". Kreml stawia na rusyfikację obywateli Ukrainy "od dnia zero"

Rosjanie zaczęli rusyfikować Mariupol. W mieście są więc już rosyjskie banki, uczelnie. Wprowadzono też rosyjski kod telefoniczny. - Kreml nie musi dbać o żadne pozory, bo informacje, które wypuszcza, wypuszcza już na dobry grunt. Do wewnątrz - komentuje w TOK FM Marcin Wyrwał, dziennikarz Onetu.
Zobacz wideo

Mariupol to największe ukraińskie miasto, nad którym Rosjanie przejęli kontrolę. Ostatni bastion ukraińskiej obrony to teren Azowstalu. Rosjanie pokazują więc na każdym kroku, że to oni rządzą Mariupolem. Jak poinformowała ukraińska rzeczniczka praw człowieka Ludmyła Denisowa, w mieście działają już rosyjskie banki, instytucje kształcenia wyższego, obowiązuje też rosyjski kod telefoniczny. W szkołach Rosjanie mają zmuszać dzieci do podpisywania zeszytów "Mariupol. Obwód rostowski".

Rosjanie realizują też drastyczniejsze scenariusze rusyfikacji obywateli i obywatelek Ukrainy. Jak przypomniał w TOK FM Marcin Wyrwał z Onetu, co najmniej 800 tys. Ukraińców do tej pory zostało wywiezionych w głąb Rosji.

W jego ocenie to "najprostszy mechanizm, ale też Rosji najbardziej potrzebny". Tym bardziej, jak tłumaczył w rozmowie z Wojciechem Muzalem, że kraj ten "zmaga się z wewnętrzną islamizacją, bo aż 20 proc. społeczeństwa to muzułmanie". - Rosja jak tlenu potrzebuje słowiańskiej krwi. A nic prostszego, jak wysłać ludzi w głąb Rosji. A słyszymy, że tych ludzi wysyła się aż pod Sachalin, Kamczatkę. Potem tylko trzeba odczekać dwa-trzy pokolenia i mamy sprawę załatwioną - mówił.

Wyrwał przypomniał również o sposobie, który w Rosji stosowany jest od czasów cara Iwana Groźnego. - Wchodzimy do miasta z listami proskrypcyjnymi i albo wywozimy, albo wybijamy miejscową elitę: nauczycieli, administrację, urzędników, intelektualistów. Tak to się stało w Buczy - tłumaczył.  Dziennikarz przypomniał, że tę metodę w Ukrainie Rosjanie zastosowali w 2014 roku, po wkroczeniu do Doniecka i Ługańska. Do dziś nie jest znany los pół tysiąca ludzi, członków elity.

- Teraz tak samo będzie się działo. Technik jest dużo i one nie istnieją od czasów Stalina, bo my wywózki, wybijanie elit z nim właśnie kojarzymy. To od XVI w. już było (stosowane), kiedy Rosjanie na ostro ruszyli z projektem imperialnym. To było ćwiczone przez całe wieki -  podkreślił.

"Kreml nie musi dbać o żadne pozory"

Dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich dr Adam Eberhardt, komentując rusyfikację prowadzoną na Ukrainie, zwrócił niedawno uwagę, że Moskwa zrezygnowała w obwodach chersońskim i zaporoskim z etapu, który znamy z 2014 roku, czyli nie powołano do życia "republik ludowych". A tak osiem lat temu - przypomnijmy - powstały republiki doniecka i ługańska.

Zdaniem eksperta może to wskazywać na to, że Władimir Putin "po prostu ogłosi aneksję regionów przez Rosję". "Na Kremlu nie dba się już o pozory" - napisał szef OSW na Twitterze.

- Kreml nie musi dbać o żadne pozory, bo informacje, które wypuszcza, trafia na dobry grunt - do wewnątrz - komentował Marcin Wyrwał. Bo przekaz z Moskwy nie ma trafiać do nas - mieszkańców Zachodu, tylko do swoich. - A oni - przepraszam - mózgi mają wyprane wieloma dekadami propagandy - ocenił.

Według gościa audycji TOK360 dobrym przykładem, który obrazuje stan, w jakim znajduje się rosyjskie społeczeństwo, jest propozycja Dumy, która zaproponowała, żeby Polska była "następna na liście do denazyfikacji". - Ci ludzie naprawdę w to wierzą - podkreślił dziennikarz Onetu.

Podsumowując, stwierdził, że choć działania zmierzające do rusyfikacji podejmowane są w Ukrainie praktycznie od momentu przejmowania władzy przez Rosjan nad poszczególnymi miejscowościami, czyli jak mówił "od dnia zero", to nie będzie to proces pospieszny. Bo jak ocenił, tego procesu nie robi się "tak szybko z Ukraińcami, którzy szczególnie się opierają", są dużymi patriotami.



DOSTĘP PREMIUM