"Retoryka Putina jest dosyć wegetariańska". Ekspertka o "rosyjskiej grze politycznej" i "buksującej propagandzie"

- Rosja na różnych frontach, na różnych odcinkach testuje (innych), strasząc, szantażując, uwodząc, przekupując - tak propagandę Putina skomentowała w TOK FM Maria Domańska z Ośrodka Studiów Wschodnich. - Tak robiła od lat. Tyle że teraz po raz pierwszy ewidentnie skuteczność tych działań osłabła - zastrzegła.
Zobacz wideo

Niemcy i Włochy w rozmowach z UE miały ustalić, że będą otwierać konta rublowe, by nadal kupować rosyjski gaz bez naruszania sankcji wobec Moskwy - podaje agencja Reuters. Zdaniem brukselskich dyplomatów, wytyczne KE w tej kwestii są "celowo niejednoznaczne", aby umożliwić dalsze kupowanie rosyjskiego surowca.

Jak zauważyła Maria Domańska z Ośrodka Studiów Wschodnich, fakt ten jest teraz mocno akcentowany w rosyjskiej propagandzie. - Rosja gra kartą siły energetycznej, uzależnienia Europy od rosyjskich surowców - mówiła w "Połączeniu" u Jakuba Janiszewskiego. - Jedną stroną medalu jest to, że Europa musi zgadzać się na ustępstwa wobec Rosji. Drugą - fakt, że mówi się Rosjanom: "Te państwa, które wprowadziły sankcje przeciwko Rosji i nie będą dostawały rosyjskich surowców za chwilę pogrążą się w głębokim kryzysie gospodarczym i politycznym" - dodała. 

Przekazom tym nierzadko, jak podkreśliła, towarzyszy informacja, że "na tym tle Rosja świetnie sobie radzi z sankcjami". Jak bardzo?  - Do kuriozalnych scen propagandowych dochodzi, gdy za sukces przedstawia się to, że inflacja nie przekroczy w tym roku w Rosji 15 proc. A była prognozowana na poziomie 22-25 proc. - wskazała ekspertka i dodała, że inflacja "i tak niesamowicie silnie uderza już teraz w społeczeństwo rosyjskie". - To jest naginanie rzeczywistości. Przedstawianie na siłę obrazu świata, jaki pasuje Kremlowi, a który ma niewiele wspólnego z realnym poziomem życia i w Rosji, i na Zachodzie - oceniła.

Państwa takie jak Polska, Bułgaria i Finlandia odmówiły spełnienia żądań Moskwy, aby płatności za gaz były dokonywane przez konta rublowe w Gazprombanku, dlatego dostawy surowca do tych krajów zostały zamknięte. "Inne państwa członkowskie niechętnie jednak skłaniają się do działań, które mogą skutkować utratą dostaw rosyjskiego gazu, istotnego do ogrzewania domów i zasilania fabryk" - pisze także Reuters.

"Tradycyjny element rosyjskiej gry politycznej"

Umowy na dostawy gazu to nie jedyne pole, na którym obecna jest rosyjska propaganda. Inny to m.in. złożenie przez Szwecję i Finlandię wniosku o dołączenie do Sojuszu Północnoatlantyckiego. - W odniesieniu do Szwecji i Finlandii retoryka samego Putina jest dosyć wegetariańska. Łagodna wręcz - jak na standardy rosyjskie - skomentowała ekspertka OSW. - Mówi się, że Rosja nie ma problemu z członkostwem tych państw w NATO. Ma jedynie problem z ewentualnym rozmieszczeniem infrastruktury militarnej - podkreśliła i zastrzegła, że "to ważne niuanse".

Innym przykładem, wcześniejszym, może być np. straszenie możliwym użyciem broni nuklearnej, "by zobaczyć, na ile Zachód jest podatny na szantaż". Kiedy okazało się, jak podkreśliła, że "dostawy broni na Ukrainę płyną i nikt się ugiął, to w ostatnim czasie wątek ten wybrzmiewa słabiej". 

- To tradycyjny element rosyjskiej gry politycznej. Rosja na różnych frontach, na różnych odcinkach testuje (innych), strasząc, szantażując, uwodząc, przekupując - wskazała Maria Domańska. - Tak robiła od lat. Tyle, że teraz po raz pierwszy ewidentnie skuteczność tych działań osłabła - dodała.

 "Propaganda buksuje" 

Wojna w Ukrainie trwa już blisko 90 dni. Rosjanom od 24 lutego nie udało się zdobyć ani jednego dużego miasta. W ostatnich dniach poinformowali jedynie o przejęciu pełnej kontroli nad kombinatem Azowstal w Mariupolu. A co Rosja prezentuje jako największe sukcesy wojny z Ukrainą? -  chciał wiedzieć prowadzący.

-  Przesuniecie z celu jakim była denazyfikacja i demilitaryzacja całej Ukraina na cel, jakim jest wyzwolenie rosyjskojęzycznej ludności Donbasu - odpowiedziała Maria Domańska.

Zauważyła przy tym, że "wielokrotnie w telewizji pokazywane są jako sukces te same wydarzenia, czyli np. armia rosyjska dzielnie walczy o kilka miejscowości na Donbasie. Dzień w dzień". - Bez postępów, czemu towarzyszy jednak narracja: "Tak idzie nam z trudem, bo Ukraińcy się ufortyfikowali" - wskazała.  - Nie ma już hurraoptymizmu, który był jeszcze kilka tygodni temu, a zwłaszcza na początku operacji - podkreśliła.

W jej opinii, tym, na czym teraz skupia się propaganda rosyjska, jest głównie ocieplenie wizerunku rosyjskiej armii. Poprzez np. wskazanie, że "źli ukraińscy naziści prześladują i zabijają cywilów ukraińskich, podczas  gdy rosyjscy żołnierze o tych cywilów dbają. Ratują ich, karmią". - Również jako sukces inwazji przestawiana jest rzekoma masowa dezercja z szeregów armii ukraińskiej. Przy czym wielokrotnie i tu są pokazywane te same kadry jeńców - dodała. I od razu oceniła: "Powtarzanie świadczy o tym, że nie ma nowym materiałów. Propaganda buksuje. Szukają nisz - albo powiedzą, że za chwilę się NATO rozpadnie, albo Niemcy się pogrążą głębokim kryzysie, albo USA".

"Ten temat nie istnieje"

Od 24 lutego, czyli początku inwazji na Ukrainę, rosyjskie wojsko straciło już około 29,2 tys. żołnierzy, w tym około 150 ostatniej doby, a także m.in. 1293 czołgi - poinformował Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy. - Ten temat w rosyjskiej propagandzie nie istnieje - skomentowała krótko ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich. I przypomniała, że ostatnie dane ministerstwa obrony Rosji są z marca - mówiono wtedy o 1,3 tys. ofiar.

- To pośrednio może wskazywać, że straty są na tyle duże, że Kreml boi ich ujawniania. Tym bardziej, że równocześnie widać symptomy strachu przed mobilizacją powszechną. Po drugie - niechęć do służby w armii. Po trzecie - coraz więcej mówi się o tym, że od końca lutego podpalono bądź usiłowano podpalić 13 komisji wojskowych. Nigdy wcześniej nie było takich wydarzeń na taką skalę - wyliczyła. 

Zdaniem Marii Domańskiej, w Rosji powszechne jest też przekonanie, że "wojna miała być wojną małą i zwycięską".  - I o ile Rosjanie akceptują małe, zwycięskie wojny, które są abstrakcyjnie bezkosztowe, o tyle teraz obawiają się, że ta wojna ani nie jest już mała, ani krótka, ani bezkosztowa. Społeczeństwo już zaczyna odczuwać konsekwencje geopolitycznej awantury Kremla - podsumowała.

DOSTĘP PREMIUM