Nowy stan zagrożenia na Węgrzech. "Zastąpią koronawirusa wojną". W co gra Viktor Orban?

31 maja kończy się stan zagrożenia na Węgrzech związany z pandemią COVID-19. We wtorek zaś premier Viktor Orban ogłosił kolejny stan nadzwyczajny. - Daje to przede wszystkim poczucie sterowania i manipulowania nastrojami społecznymi - ocenił w TOK FM Dominik Hejj, analityk ds. europejskich "Polityki Insight".
Zobacz wideo

We wtorek premier Viktor Orban ogłosił na Węgrzech stan zagrożenia. Oficjalny powód to wojna w Ukrainie. 

O tym, co to właściwie oznacza, mówił w TOK FM, Dominik Hejj, analityk ds. europejskich "Polityki Insight", związany z Instytutem Europy Środkowej oraz portalem kropka.hu. - Zastąpią koronawirusa wojną - powiedział. I przypomniał, że na Węgrzech obowiązuje obecnie również stan zagrożenia z powodu COVID-19. Kończy się on jednak 31 maja i trudno go przedłużyć skoro pandemia uległa wygaszeniu. Jak zwrócił uwagę ekspert, dawał on węgierskiemu premierowi nadzwyczajne uprawnienia - możliwość sprawowania rządów za pomocą wydawania rozporządzeń z mocą ustawy (czyli polskiego odpowiednika dekretów).

Aby zachować te uprawnienia, Orban musiał poszukać nowego rozwiązania, które szybko przegłosował parlament. - To jest po to, żeby zrobić całkowitą supremację władzy premiera, całkowicie zaburzyć układ i ograniczać kompetencje nowo wybranej prezydent Katalin Novak - mówił Hejj. 

- Po raz dziesiąty zmieniono węgierską konstytucję, umożliwiając wprowadzenie stanu zagrożenia z powodu zagrożenia wojennego albo katastrofy humanitarnej na innym terytorium i ich wpływu na sytuację gospodarczą Węgier - wskazał. 

- W związku z tym, ten stan będzie obowiązywał pomimo ogromnej większości w parlamencie, gdzie Fidesz i tak może uczynić, co zechce. Wczoraj zmienił konstytucję, następnie prezydent bardzo szybko to podpisała a 45 minut później ten stan zagrożenia został wprowadzony - relacjonował. Jak dodał, obecnie więc jeszcze przez sześć dni obowiązuje stan zagrożenia spowodowany pandemią COVID-19, a równolegle stan zagrożenia spowodowany wojną.

W co gra Orban? "Manipuluje nastrojami społecznymi"

Ekspert zastanawiał się także, po co Orbanowi mnożenie stanów nadzwyczajnych, skoro ma największą większość w parlamencie w historii.

- Daje to przede wszystkim poczucie sterowania i manipulowania nastrojami społecznymi. O to tutaj chodzi. Dlatego, że te wszystkie tarcze antyinflacyjne, które zostały wprowadzone mogły spokojnie być wprowadzone zwykłą ustawą - mówił ekspert. - Natomiast tu chodzi o to, żeby było poczucie, że coś złego się dzieje - dodał.

Przypomniał, że przy okazji stanu zagrożenia związanego z COVID-19 wprowadzono też cenzurę prewencyjną. - Informacje, które służyły rozpowszechnianiu fake newsów albo mogły siać niepokój były karane pozbawieniem wolności do dwóch lat. Tam chodziło np. o negowanie istnienia pandemii. Mogły pod to jednak też podlegać różne antyrządowe głosy - że np. brakuje miejsc w szpitalach - mówił.

Jak dodał, teraz jest w stanie sobie wyobrazić podobne regulacje odnośnie wojny w Ukrainie. - Pytanie co wtedy znajdzie się w tej kategorii szerzenia fake newsów - mówił. Jego zdaniem może to być np. nawoływanie do przekazywania przez Węgry broni Ukrainie lub kwestie związane z energetyką - budową elektrowni atomowej w Paks czy unijnych sankcji. Jak bowiem stwierdził, "skład nowego rządu jest ekstremalnie prorosyjski".

"Węgrzy stają się coraz bardziej zakładnikami myśli Viktora Orbana"

Według eksperta zachowanie Orbana jest skierowane głównie przeciwko Brukseli. - Węgrzy stają się coraz bardziej zakładnikami tej (antyeuropejskiej - red.) myśli Viktora Orbana. Wczoraj, komunikując wprowadzenie tego stanu powiedział, że trwająca w Ukrainie wojna oraz brukselskie (ten termin jest deprecjonujący) sankcje przekładają się na sytuację gospodarczą i doprowadzają gospodarkę do katastrofy - relacjonował.

- Przyznam szczerze, trudno mi sobie wyobrazić, co rząd może teraz wprowadzić w związku z tą wojną - mówił Hejj. Dodał, że wyjaśni to prawdopodobnie pierwsza decyzja, która ma zostać ogłoszona w środę. - Ale uspokajam, to nie jest nic niepokojącego, wjechać normalnie na Węgry na wakacje będzie można, jeśli ktoś będzie miał chęć, bo tak naprawdę jeden stan zastępuje drugi - podsumował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM