"Pojawiać się na salonach z bandytą?". Prof. Kuźniar wieszczy koniec romansu Chin z Rosją

- Może być tak, że weszliśmy wraz z tą wojną w epokę power politics, gdzie właściwie każdy większy będzie mógł próbować zabrać mniejszemu to, co mu się w danym momencie podoba, przy użyciu siły zbrojnej - ostrzegał w TOK FM prof. Roman Kuźniar z Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW. Dodał jednak, że całkiem prawdopodobny jest także drugi wariant, że "Putin postanowił zrobić prezent całemu światu, a zwłaszcza Zachodowi, także Polsce, i doprowadzić Rosję do upadku"
Zobacz wideo

Wojna w Ukrainie trwa już ponad trzy miesiące. Kilka dni temu w Warszawie ambasadorka Stanów Zjednoczonych przy NATO Julianne Smith powiedziała: "Wszyscy w NATO zgadzamy się, że to, co nastąpiło 24 lutego, było przełomowym, dziejowym momentem, który zniszczył wiele założeń na temat bezpieczeństwa w Europie". 

Jak mówił w Poranku Radia TOK FM prof. Roman Kuźniar z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, wiele zależy od tego, czym skończy się ta wojna. - Może rzeczywiście być tak, że weszliśmy wraz z tą wojną w epokę power politics, gdzie właściwie każdy większy będzie mógł próbować zabrać mniejszemu to, co mu się w danym momencie podoba, przy użyciu siły zbrojnej - wskazał rozmówca Karoliny Lewickiej. Dodał jednak, że całkiem prawdopodobny jest także drugi wariant, że "Putin postanowił zrobić prezent całemu światu, a zwłaszcza Zachodowi, także Polsce, i doprowadzić Rosję do upadku". 

"Nikt nie zatknie flagi ONZ na szczycie Kremla"

Ten drugi scenariusz, dużo bardziej korzystny dla Zachodu - zdaniem eksperta - nie oznacza jednak całkowitego wyeliminowania Rosji. - Nawet jeżeli zostanie mocarstwem upadłym, pozostanie czymś w rodzaju takiego nowotworu, który będzie szkodził otoczeniu, chociaż nie będzie miał takiej zdolności rażenia - jej szkodliwość nie będzie taka, jak w przeszłości - prognozował prof. Kuźniar.

Według eksperta nie jesteśmy bowiem w stanie "wyleczyć Rosji z tej choroby". - Musielibyśmy poddać ją jakiemuś zarządowi komisarycznemu. To znaczy: przeprowadzić denazyfikację Rosji, reedukację tego społeczeństwa, uczynić z niewolników Rosjan - obywateli, którzy mają wpływ na władzę itd. - ocenił. I od razu dodał: - Ale to jest, jak wiadomo, nieosiągalne, ponieważ nikt Rosji nie zajmie, nikt nie zatknie flagi ONZ na szczycie Kremla i nie podda gruntownej przebudowie mentalnej. W związku z tym Rosja pozostanie w dalszym ciągu szkodnikiem, ale nie tak groźnym jak do tej pory - podsumował prof. Kuźniar.

"Dla Chin to bolesna lekcja"

Jak zauważyła Karolina Lewicka, z większych mocarstw w międzynarodowej grze pozostają ciągle Chiny. - Chiny są przerażone tym, co się dzieje. Dla nich to bardzo bolesna lekcja. Rosja odpada jako ich sprzymierzeniec w zwalczaniu Zachodu i Stanów Zjednoczonych - wskazał wykładowca UW.

Jego zdaniem końcowy wynik wojny nie ma tu już znaczenia. - Rosja przede wszystkim traci jakąkolwiek legitymizację. A ponadto, pojawiać się na salonach z bandytą? - pytał retorycznie prof. Kuźniar.

Wobec tego Chiny tracą swoją pozycję. - Przegrywają swoją aspirację przywódczą. Sympatyzując z Rosją, opowiadają się przeciwko cywilizowanym regułom porządku międzynarodowego. I świat to widzi. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że to, co zrobili Rosjanie, przywróciło świeżość, witalność i legitymizację liberalnemu porządkowi międzynarodowemu - podsumował kierownik Katedry Studiów Strategicznych i Bezpieczeństwa Międzynarodowego Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

DOSTĘP PREMIUM