"Turcja próbuje być pośrednikiem złodzieja". Ekspertka o polityce Erdogana i "złotym rosyjskim stole"

Żądania Moskwy w sprawie zniesienia sankcji w zamian za uwolnienie zboża z Ukrainy są uzasadnione - tak twierdzi szef tureckiej dyplomacji. Mewlut Dżawuszolu wyraził tę opinię podczas spotkania w Ankarze ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem. - Turcja jest cały czas państwem swingującym pomiędzy Zachodem, z którym współpracuje jako państwo członkowskie NATO, a Rosją, korzystając ze swojego strategicznego położenia pomiędzy trzema kontynentami blisko Morza Czarnego - oceniła w TOK FM prof. Agnieszka Legucka z PISM.
Zobacz wideo

Rosja blokuje eksport produktów rolnych z Ukrainy, co grozi poważnym kryzysem żywnościowym. Według Zachodu w ten sposób szantażuje świat. W środę szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow przyleciał do Turcji, aby rozmawiać o odblokowaniu transportów ukraińskiego zboża z portów na Morzu Czarnym. Powiedział, że Rosja jest gotowa zapewnić bezpieczny korytarz dla statków ukraińskich. 

- Minister Ławrow przyleciał do Turcji z kilkoma przekazami, które są fałszywe. Jeśli chodzi o sprawę zboża, to tutaj jest bardzo dużo min - dosłownie i w przenośni - podkreśliła w Popołudniu Radia TOK FM prof. Agnieszka Legucka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Rozmówczyni Filipa Kekusza tłumaczyła, że porty ukraińskie rzeczywiście są zaminowane - m.in. ze względów bezpieczeństwa. Z tego względu Rosjanom nie udało się do tej pory zaatakować strategicznego portu w Odessie. Rosja ma więc w transporcie zboża stamtąd także swoje cele militarne. - Prawdopodobnie chce wykorzystać ten szantaż żywnościowy, głodu, żeby odblokować dostęp do portu w Odessie, żeby po tym, jak transport tej żywności wydostanie się do Morza Czarnego, móc zaatakować Odessę - wyjaśniła prof. Legucka. Dogadywanie się ponad głowami Ukraińców i handlowanie ich zbożem nazwała ponadto pogwałceniem "suwerenności i niepodległości ukraińskiej".

"Turcja próbuje coś uszczknąć z tego złotego rosyjskiego stołu"

Ekspertka PISM podkreśliła, że Turcja pełni w tej sytuacji dwuznaczną rolę. - Turcja jest tu cały czas państwem swingującym pomiędzy Zachodem, z którym współpracuje jako państwo członkowskie NATO, a Rosją, korzystając ze swojego strategicznego położenia pomiędzy trzema kontynentami blisko Morza Czarnego - oceniła. Jak dodała, pojawiają się spekulacje, że Turcja pomoże Rosji w transporcie ukraińskiego zboża. - Próbuje być takim pośrednikiem tego złodzieja, który może będzie mógł sobie coś uszczknąć z tego złotego rosyjskiego stołu - wskazała prof. Legucka.

Zaznaczyła jednak, że turecka polityka zagraniczna jest "chwiejna" i jej wiarygodność na wielu frontach została już nadszarpnięta. - Czasem nawet zmienia ona swój kierunek z dnia na dzień, więc ani prezydent Zełenski, ani Putin nie mogą być pewni, że Turcja zachowa się zgodnie z ich interesami - oceniła gościni TOK FM.

Zdaniem prof. Leguckiej korytarz dla ukraińskiego zboża uda się utworzyć jedynie, jeżeli włączy się w to ONZ i uda się zagwarantować Ukrainie bezpieczeństwo. - Ale to byłoby krótkotrwałe, pozwoliłoby zbić trochę ceny na ten moment i dostarczyć to zboże na tę chwilę. I musiałoby się w to zaangażować bardzo mocno ONZ, a nie tylko sama Turcja - podsumowała ekspertka PISM.

DOSTĘP PREMIUM