"Francja pogrąża się w kryzysie demokracji". Ekspertka: Ludzie uważają, że wybory to gra niewarta świeczki

We Francji trwa II tura wyborów parlamentarnych. Po raz pierwszy od 2000 roku urzędujący prezydent może stracić absolutną większość głosów w parlamencie - oceniła w TOK FM Marta Kiełczewska-Konopka z "Gazety Wyborczej". Wyjaśniła też, dlaczego Francja ma do czynienia z kryzysem demokracji.
Zobacz wideo

W niedzielę Francuzi głosują w II turze wyborów parlamentarnych. Stawką są 572 miejsca w 577-osobowym Zgromadzeniu Narodowym, których nie obsadzono przed tygodniem w I turze głosowania. W sondażach przedwyborczych prowadzą, osiągając bardzo zbliżone wyniki: centroprawicowa koalicja Razem, skupiona wokół prezydenta Emmanuela Macrona (Renesans, Ruch Demokratyczny-MoDem, Agir i Horizons) oraz koalicja lewicy Nupes (Nowa Unia Ekologiczna i Społeczna) pod przewodnictwem Jean-Luca Melenchona, szefa Francji Nieujarzmionej (LFI).

Koalicja prezydencka Razem w I turze wyborów zdobyła 25,75 proc. głosów, Nupes - 25,66 proc. Różnica między obiema formacjami wyniosła zaledwie około 21 tys. głosów. Na trzecim miejscu uplasowało się prawicowo-populistyczne Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen z wynikiem 18,68 proc. Czwartą pozycję zajęli Republikanie z wynikiem 10,42 proc.

Jak mówiła w TOK FM Marta Kiełczewska-Konopka - korespondentka "Gazety Wyborczej" we Francji -Macronowi nie grozi przegrana w niedzielnych wyborach, jednak w ich konsekwencji może utracić większość głosów w parlamencie. - Do tej pory miał wyjątkową komfortową sytuację, bo stało za nim 308 posłów. Teraz może stracić absolutną większość, a byłby to pierwszy taki przypadek od 2000 roku. Wtedy to system polityczny we Francji został tak skonstruowany, by ten, kto wygra wybory prezydenckie, w parlamentarnych uzyskał większość niezbędną do sprawnego rządzenia - tłumaczyła w rozmowie z Anną Piekutowska.

Zdaniem ekspertki niedzielne wybory mogą więc pokrzyżować Macronowi szyki, ale też zniweczyć plan jego głównego rywala Melenchona. - Bo on nie jest w stanie wygrać tych wyborów tak, jakby chciał. Może liczyć na – w najlepszym wypadku – mniej niż jedną trzecią miejsc w parlamencie. I choć jego koalicja stanie się na pewno główną siłą opozycyjną w kraju, to nie spełni się jego marzenie o byciu premierem - mówiła.

Gościni Poranka TOK FM oceniła, że po niedzielnych wyborach wzrośnie rola parlamentu w życiu politycznym Francji. - Zdaniem wielu komentatorów w ostatnich pięciu latach parlament był dla Macrona maszynką do głosowania. A to znacznie zubożyło demokrację. Teraz Melenchon zapowiada radykalną reparlamentyzację sprawowania władzy – stwierdziła i przypomniała, że w ostatniej kadencji jego partia Francja Nieujarzmiona miała 17 posłów w Zgromadzeniu Narodowym, którzy "słynęli z umiejętności wytwarzania wokół siebie szumu medialnego". - A teraz będzie ich około 10 razy więcej w parlamencie. Więc na pewno sytuacja się zmieni - podkreśliła.

"Sukces skrajnej prawicy"

Prowadząca audycję zauważyła, że jeszcze pod koniec kwietnia, gdy Francuzi głosowali w wyborach prezydenckich, największym rywalem dla Emmanuela Macrona była skrajna prawica Le Pen, a teraz jest nim skrajna lewica Melenchona. Dlaczego Francuzi popadają ze skrajności w skrajność? - We Francji wybory parlamentarne rządzą się zupełnie innymi prawami niż prezydenckie (...) W tych drugich na Le Pen głosowało ponad 13 mln Francuzów, tyle że ona nie zdołała przełożyć tego wyniku na masowe poparcie społeczne dla swojej partii. To wynik jednomandatowych okręgów - powiedziała i wyjaśniła, że taka ordynacja w wyborach parlamentarnych nie premiuje radykalnych kandydatów, a takich wystawiła Le Pen.

Gościni TOK FM zastrzegła jednak, że mimo to Le Pen – według szacunków przedwyborczych – wprowadzi do parlamentu ok. 45 deputowanych. - A przypomnijmy, teraz ma ich 8. Więc niewątpliwie jest to sukces skrajnej prawicy, bo po raz pierwszy od 1986 roku będzie ona mogła stworzyć grupę parlamentarną - tłumaczyła.

"Gra nie jest warta świeczki"

W I turze wyborów parlamentarnych odnotowano rekordowo niską frekwencję – do urn poszło tylko 47,5 proc. uprawnionych do głosowania. Zdaniem Marty Kiełczewskiej-Konopki świadczy to o tym, że Francja ma do czynienia z kryzysem demokracji. - Pokazuje go m.in. fakt, że Le Pen ma duże poparcie w społeczeństwie, a nie odzwierciedla się ono w jej sile parlamentarnej. A ten brak reprezentacyjności parlamentu sprawia, że ludzie przestają wierzyć w ten system - oceniła.

Zwróciła uwagę, że frekwencja w wyborach parlamentarnych dramatycznie spadła w 2000 roku, gdy tak zmieniono system polityczny, by wybory parlamentarne odbywały się niedługo po prezydenckich. - Tak, by zwycięstwo prezydenta dawało mu większość w parlamencie. Od tej pory Francuzi o wiele rzadziej chodzą do urn. Bo wydaje im się, że gra nie jest warta świeczki, skoro prezydent został wybrany i już zagłosowali - podsumowała gościni TOK FM.

Czy wiesz, że możesz słuchać TOK FM przez internet bez reklam? W Radiu TOK + Muzyka zamiast reklam usłyszysz muzykę. Kup TOK FM Premium w promocyjnej cenie 1 zł za pierwszy miesiąc, później 13,99 zł za każdy kolejny.

Nie czekaj, wypróbuj Radio TOK FM bez reklam!

DOSTĘP PREMIUM