"To za mała katastrofa, żeby była gamechangerem". Talibowie proszą o pomoc, ale świat ma związane ręce

Żadne państwo świata nie uznaje reżimu talibów, dlatego wysłanie do Afganistanu np. strażaków, którzy mogliby pomóc w poszukiwaniu uwięzionych pod gruzami ludzi jest praktycznie niemożliwe. Zapewne nie zmieni to jednak sytuacji politycznej w kraju, nie przyczyni się do odsunięcia ich do władzy. - Trzęsienie ziemi, które nawiedziło Afganistan jest tylko jednym w ciągu klęsk, których ten kraj doświadcza w ciągu minionych lat. Miejscowi się na to dosyć mocno uodpornili - mówił w TOK FM Marcin Krzyżanowski, orientalista z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ oraz były konsul RP w Kabulu.
Zobacz wideo

Afgańczycy walczą ze skutkami trzęsienia ziemi, które nawiedziło kraj 21 czerwca. W jego wyniku śmierć poniosło co najmniej tysiąc osób, a ponad 2000 zostało rannych. Setki rodzin zostały pozbawione dachu nad głową. - A to wszystko w sytuacji, która jeszcze przed tym trzęsieniem ziemi była - delikatnie mówiąc - daleka od optymalnej. W tym momencie rząd talibów nie jest zdolny samodzielnie poradzić sobie z tą nagłą i katastrofalną sytuacją - stwierdził w "Pierwszym Śniadaniu" w TOK-u Marcin Krzyżanowski, orientalista z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ oraz były konsul RP w Kabulu. 

Ekspert podkreślił także, że ofiar może być nawet dwukrotnie więcej, a wszystko okaże się tak naprawdę dopiero po tym, kiedy spłyną raporty z prowincji. - Trzęsienie ziemi miało miejsce po za terenem zurbanizowanym. Jego ofiarą padły przede wszystkim stosunkowo niewielkie wioski, co z jednej strony ogranicza liczbę poszkodowanych, ale z drugiej peryferyjność położenia utrudnia wszelkie akcje ratunkowe - tłumaczył. 

Jak w tej sytuacji zachowuje się rząd afgański? Gość TOK FM wskazał, że "starają się w miarę swoich możliwości reagować na sytuację". - Jednak ich możliwości są bardzo mocno ograniczone, chociażby przez brak dróg dojazdowych czy brak komunikacji - wymienił. I wytłumaczył, że wraz z trzęsieniem ziemi zniszczeniu uległy też przekaźniki telefonii komórkowej, która stanowi podstawowy kanał łączności. - Bez tego przez dłuższy czas w ogóle nie było wiadomo, co się dzieje na miejscu - podkreślił. 

Afganistan prosi o pomoc, która nie nadejdzie

Rząd Afganistanu, ustami swojego rzecznika prasowego, zwrócił się do ONZ i ogólnie społeczności międzynarodowej o wsparcie. Rzecznik talibów podkreślił, że w tym wypadku powinno się odejść od tego, co nazwał "polityzacją pomocy humanitarnej". 

Jak wyjaśniał ekspert, Afganistan jest obecnie objęty sankcjami nałożonymi na sektor bankowy, co oznacza, że "banki nie chcą obsługiwać żadnych transakcji, w szczególności przelewów międzynarodowych do Afganistanu" z powodu pozostawiania talibów na liście organizacji terrorystycznych. - Co bardzo mocno utrudnia przekazywanie pomocy humanitarnej, wsparcia finansowego, zarówno przez donorów zagranicznych, jak i - najlepiej z reguły w takich sytuacjach najlepiej reagującą - afgańską diasporę - zaznaczył.

Specjalista wskazał też, że ponieważ talibowie są reżimem nieuznawanym przez żadne państwo świata, "w praktyce zamyka to drogę niesienia oficjalnej pomocy humanitarnej międzypaństwowej". - Brak możliwości dokonania jakichkolwiek uzgodnień, brak możliwości skoordynowania takiej akcji z miejscowymi władzami sprawia, że pomocy chociażby w postaci ekip strażackich czy lekarzy jest de facto uniemożliwiony - zaznaczył.

Dodał jednak, że Afganistan nie jest zupełnie odcięty od pomocy humanitarnej; wciąż funkcjonują tam zagraniczne organizacje pozarządowe i misja ONZ. - Jednak z racji delikatnej sytuacji politycznej poszerzenie wachlarza pomocy jest bardzo utrudnione. Afganistan nie jest zostawiony sam sobie, aczkolwiek zarazem musi sobie jednak radzić, jeśli chodzi o ponoszenie głównego ciężaru odpowiedzialności za całą sytuację - wskazał. 

Jak takie sytuacje mogą wpływać na zmianę sytuacji politycznej w kraju? Zdaniem Krzyżanowskiego na pewno będą one testem dla zdolności organizacyjnych talibów do zarządzania krajem. - Jeśli nie będą w stanie szybko i sprawnie zareagować na kryzys, nie będą w stanie wypłacić zapomóg, zapewnić opieki medycznej poszkodowanym i szybko wesprzeć odbudowę domów, to na terenie dotkniętym tą klęską poparcie dla nich zdecydowanie spadnie, co może się przyczynić do dalszej destabilizacji sytuacji politycznej w kraju- ocenił. 

Nie poprawi to więc sytuacji politycznej w tym państwie, a może być tylko gorzej. - Trzęsienie ziemi, które nawiedziło Afganistan jest tylko jednym w ciągu klęsk, których ten kraj doświadcza w ciągu minionych lat. Miejscowi się na to dosyć mocno uodpornili. Jakkolwiek zabrzmi to brutalnie, może cynicznie, ale jest to zbyt mała katastrofa, żeby była gamechangerem (jeśli chodzi o doprowadzenie do zmian politycznych, zmian w funkcjonowaniu talibańskiego rządu - red.) - podsumował gość TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM