Sierakowski zbiera na drona Bayraktar dla Ukrainy. "Nie trzeba być Pentagonem, żeby wziąć udział w tej walce"

Pięknoduchostwo w tym wypadku jest sojusznikiem Kremla. Co jeśli państwo, jak choćby Niemcy, ociąga się z pomocą? Nie trzeba być Pentagonem, żeby wziąć udział w tej walce. Po co oglądać się na rząd, skoro możemy zrobić coś sami - mówił w TOK FM Sławomir Sierakowski z "Krytyki Politycznej", który zainicjował w sieci zbiórkę na drona bojowego dla Ukrainy.
Zobacz wideo

W czwartek Sławomir Sierakowski utworzył zbiórkę na bojowego drona Bayraktar dla ukraińskiej armii. W niedzielę rano na koncie zrzutki było już ponad 3,5 mln zł. Sam Sierakowski mówił w weekendowym Poranku Radia TOK FM, że jego pomysł ze zbiórką na drona nie jest wyjątkowy. – Bayraktary uratowały Kijów i Charków. Nie wymyśliłem prochu. Podobne akcje były w Litwie, w Ukrainie i gdy firma produkująca drony się o tym dowiedziała, to przekazała je za darmo, a zebrane pieniądze przeznaczono na cele społeczne. Wytworzyła się taka praktyka. Dla nich to świetna reklama, a dla Ukrainy gigantyczna pomoc. Ja wystartowałem z tych trochę na wariata, ale zwykli ludzie to ponieśli, tacy, którzy mają na pieńku z Rosją i współczują Ukrainie – podkreślił publicysta.

Anna Piekutowska, prowadząca poranek, przypomniała, że wobec takich zbiórek pojawiają się jednak poważne zarzuty. Na przykład, że zbiera się pieniądze na śmiercionośną broń, a nie choćby na pomoc humanitarną. Do tego, wielu ludzi uważa, że takimi rzeczami powinna zajmować się administracja rządowa. Sierakowski stwierdził, że rozumie te argumenty, natomiast w takich sytuacjach trzeba samemu podejmować inicjatywę. – Pięknoduchostwo w tym wypadku jest sojusznikiem Kremla. Co jeśli państwo, jak choćby Niemcy, ociąga się z pomocą? Nie trzeba być Pentagonem, żeby wziąć udział w tej walce. Po co oglądać się na rząd, skoro możemy zrobić coś sami – przekonywał gość TOK FM.

Nie zgadzał się również z tezami, że dziennikarze nie powinni się angażować w takie zbiórki, bo z jednej strony jest to źle pojęty aktywizm na rzecz jednej ze stron konfliktu, a z drugiej strony w taki sposób ściąga się niebezpieczeństwo na innych kolegów z zawodu, którzy pracują w czasie wojny. – Rosja nie będzie się oglądać, czy ktoś ma na plecach napis „Press", jeśli będzie do niego strzelać. Na tej wojnie nie ma cywilizowanych reguł, nie będzie miało znaczenia, czy masz legitymację prasową – podkreślił Sławomir Sierakowski.

>>>LINK DO ZBIÓRKI<<<

DOSTĘP PREMIUM