Ogromne protesty na Sri Lance. Prezydent musiał uciec z rezydencji. "Ludzie zmuszeni do tego, by mniej jeść"

Na Sri Lance wybuchły masowe protesty. Demonstranci wdarli się do siedziby prezydenta, a ten musiał ratować się ucieczką. Co doprowadziło do rozruchów? - Ceny transportu podskoczyły o 120 proc. Ceny żywności o 80 proc, a niektórych produktów, chociażby cukru, nawet o 300 proc. - wyliczał w TOK FM Patryk Kugiel z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Zobacz wideo

W sobotę przed południem w stolicy Sri Lanki Kolombo wybuchły jedne z największych protestów w historii tego kraju. Na ulice wyszły tysiące ludzi, obwiniających rząd o doprowadzenie kraju do ruiny gospodarczej. Przeciwko demonstrantom policja użyła gazów łzawiących i oddała w powietrze strzały ostrzegawcze. Służby nie były jednak w stanie powtrzymać napierającego tłumu, a grupy demonstrantów sforsowały policyjne kordony i wdarły się do pałacu prezydenckiego. - Prezydent został eskortowany w bezpieczne miejsce. Nadal jest prezydentem, jest chroniony przez jednostkę wojskową - podało źródło w ministerstwie obrony Sri Lanki. W starciach rannych zostało co najmniej 21 osób, w tym dwóch policjantów. Kilka osób trafiło do szpitala.

Przyczyną niezadowolenia protestujących jest pogarsza się sytuacja gospodarcza na Sri Lance. Kraj zmaga się z najszybciej rosnącą inflacją w Azji. Ta wzrosła już do poziomu 60 proc. Występują przerwy w dostawie prądu. Brakuje też leków, co spowodowało, że system opieki zdrowotnej znalazł się na skraju załamania. Szkoły zostały zamknięte, a mieszkańców kraju poproszono o pracę z domu.

Jak wskazał w TOK FM Patryk Kugiel z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, na Sri Lance wprowadzono też liczne ograniczenia. - Właściciele prywatnych aut nie mogą już dostać benzyny. Ta jest tylko dla służb państwowych, karetek pogotowia, transportu publicznego. Sytuacja jest dramatyczna - mówił w "Połączeniu" u Jakuba Janiszewskiego.

Jak dodał, "ceny transportu podskoczyły o 120 proc. Ceny żywności o 80 proc, a niektórych produktów, chociażby cukru, nawet o 300 proc.". - Ludzie będą zmuszeni do tego, by mniej jeść, mniej jeździć. I stać w kolejkach po żywność - powiedział. - To jest sytuacja kraju, który zbankrutował i jest w bardzo poważnym kryzysie, który dotyka wszystkich. Od najbogatszych do najbiedniejszych - ocenił. 

"To odcięło główne źródła dochodu dla wyspy"

Sri Lanka bankructwo ogłosiła jeszcze na początku kwietnia. - Sygnały i cała sytuacja zaczęła się wraz z wybuchem pandemii COVID-19 - zwrócił uwagę Patryk Kugiel. - To odcięło główne źródła dochodu dla wyspy, która jest uzależniona od importu strategicznych surowców, dochodów z turystyki i przekazów pieniężnych od migrantów lankijskich zagranicą - dodał.

Od 2019 roku - dopowiedział ekspert - także "rezerwy walutowe zaczęły dramatycznie się kurczyć". - W styczniu i lutym było już jasne, że rezerwy starczą jedynie na najbliższych kilka tygodni - podkreślił.

Teraz, przy dodatkowym wzroście cen energii i żywności, okazało się, że jest ich tym bardziej za mało. - Nożyce między dochodami do budżetu, a wydatkami na import surowców zaczęły się rozszerzać bardzo szybko. W marcu pieniędzy w kasie państwa na ten cel praktycznie już nie było - dodał.

Efektem były masowe protesty przeciwko rządzącej rodzinie i powołanie nowego premiera - to Ranil Wickremesinghe - który "otwarcie zapowiedział, że Sri Lankę czekają najgorsze miesiące w historii". - Wcześniej nowy premier lankijski powiedział, że prawdopodobnie półtora roku zajmie Sri lance wychodzenie w kryzysu gospodarczego. Jeśli wszystko dobrze pójdzie - wskazał też gość TOK FM.

W sobotę związku z protestami premier kraju Ranil Wickremesinghe, który także został ewakuowany w bezpieczne miejsce, zwołał w sobotę nadzwyczajne spotkanie przywódców partii w celu omówienia sytuacji i szybkiego zażegnania kryzysu. Zwrócił się także o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia parlamentu.

"Opcja dla zwolenników survivalu"

Rząd, by wyhamować inflację, chciał zaprzestać druku banknotów. Apelował też do Lankijczyków, którzy są na emigracji, by przesyłali pieniądze do swoich rodzin. Z pomocą ruszył też świat. - W czerwcu mieliśmy pierwszy apel humanitarny ONZ o pomoc dla wyspy. Apelowano o 50 mln dolarów na najbliższe trzy miesiące. Tak, by zapewnić dostawy najważniejszych leków i żywności. By ludzie nie umierali - wskazał ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. 

Dodatkowo Sri Lanka zaczęła negocjować pakiet pomocy z Międzynarodowego Funduszu Walutowego - o wartości ok. 3 mld dolarów.  - Co jeszcze w dłużej perspektywie może pomóc Sri Lance? Turystyka. Jak turyści zaczną wracać, to więcej będzie też dewiz walutowych - dodał Patryk Kugiel. 

Na uwagę prowadzącego, że teraz "może to być opcja dla zwolenników survivalu", odpowiedział krótko: "To błędne koło". - By ludzie zaczęli znów jeździć na Sri Lankę, najpierw musi się tam poprawić sytuacja. A ta się nie poprawi, jeśli turyści nie zaczną tam znów jeździć. Najbliższe miesiące będą trudne - doprecyzował.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM