"Ukraińcy na przerwie taktycznej Rosjan zyskali podwójnie". Gen. Bieniek o dostawach zachodniego sprzętu

- Rosjanie ogłosili sobie przerwę operacyjną w celu uzupełnienia zapasów, zarówno osobowych, jak i logistycznych, przegrupowania się - mówił w TOK FM generał w stanie spoczynku Mieczysław Bieniek. Jak podkreślił, na decyzji Rosjan bardzo skorzystali Ukraińcy. I wskazał, jak dużo dały Ukrainie dostawy zachodniego sprzętu.
Zobacz wideo

- Wyrzutnie HIMARS, które dostarczyli nam nasi zachodni partnerzy, już przysporzyły rosyjskim okupantom wiele problemów. Ich składy amunicji płoną jeden po drugim, wywołując panikę - powiedział w środę doradca prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz. W ciągu zaledwie jednego dnia Siły Zbrojne Ukrainy zaatakowały magazyny amunicji w tzw. Ługańskiej i Donieckiej Republikach Ludowych, bezpośrednio w Doniecku, a także w Nowej Kachowce, w obwodzie chersońskim i innych miejscach.

O to, czy dostawy zachodniego sprzętu odmienią obraz tej wojny, Mikołaj Lizut pytał w "A teraz na poważnie" gen. Mieczysława Bieńka.

Według byłego zastępcy dowódcy strategicznego NATO, obraz ten już się zmienia. Gen. Bieniek przypomniał, że Ukraińcom udało się zatrzymać zmasowaną ofensywę w Donbasie. Jego zdaniem, pomogła w tym przerwa taktyczna Rosjan. - Rosjanie ogłosili sobie przerwę operacyjną w celu uzupełnienia zapasów, zarówno osobowych, jak i logistycznych, przegrupowania się i planowania, co dalej. Natomiast czas zyskali również Ukraińcy. I to zyskali podwójnie - ocenił.

Jak tłumaczył, w czasie przerwy udało im się poprawić uzbrojenie, bo na front dotarły dostawy nowoczesnego sprzętu z Zachodu. Dało to też czas na przeszkolenie załóg w używaniu zachodniego uzbrojenia oraz mobilizację nowych żołnierzy. W ocenie gen. Bieńka Ukraińcy przeprowadzają ją bardzo sprawnie. Wskazał, że obecnie liczbę ukraińskich żołnierzy szacuje się na około 700 tysięcy.

"Te pociski trafiają z dokładnością do kilku centymetrów"

Ekspert podkreślił rolę wyrzutni HIMARS. Bo to broń wyjątkowo precyzyjna, dzięki której można ostrzelać cele z 70 km. Ukraińcy strzelają nimi w bardzo wrażliwe dla Rosjan miejsca: składy amunicji, paliw, zasoby logistyczne, stanowiska dowodzenia czy stanowiska ogniowe.

- Nie opłaci się strzelać takim drogim pociskami w mniej ważne cele. Te pociski kosztują kilka milionów dolarów. Są naszpikowane elektroniką, więc trafiają z dokładnością do kilku centymetrów. Dlatego nie warto strzelać do pojedynczego czołgu - wyjaśnił gen. Bieniek.

Gość TOK FM wskazał, że HIMARS-y są dla Rosjan groźne z jeszcze jednego powodu. Bo bardzo trudno je wykryć, namierzyć. - Pamiętajmy, że linia frontu jest bardzo rozciągnięta, liczy około tysiąca kilometrów. I Rosjanom trudno jest wykryć, gdzie te HIMARS-y się znajdują. Mogą być przewożone zarówno na platformach kolejowych jak i na pojazdach kołowych. Rosjanie się boją, bo pociski nadlatują nie wiadomo z której strony - opisywał ekspert.

"Ukraina zyskuje, Rosjanie tracą"

Były zastępca dowódcy strategicznego NATO ocenił, że to, czy nowoczesny sprzęt pomoże Ukraińcom przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, zależy przede wszystkim od dalszych dostaw, m.in. rakiet czy pocisków. -  Liczba baterii będzie decydowała o tym, ile celów jesteśmy w stanie zniszczyć, jak bardzo osłabić potencjał ogniowy nieprzyjaciela - podkreślił gen. Bieniek. I dodał, że należy pamiętać, że "takie czynniki operacyjne jak czas, przestrzeń i siły to aksjomaty, bez których wojny się nie wygrywa". - Na czasie Ukraina zyskuje, Rosjanie tracą. Jeśli chodzi o siły, to wzmacniają się Ukraińcy, bo zasoby Rosjan nie są nieprzebrane, musieliby ogłosić totalną wojnę i mobilizację - powiedział rozmówca Mikołaja Lizuta.

- Celem Ukrainy jest odzyskać maksimum terytorium, które zostało utracone. Trudno mi powiedzieć, jak to zrobią i kiedy. Myślę, że zajmie im jeszcze od miesiąca do półtora, żeby przystąpić do ofensywy na kliku wybranych kierunkach - podsumował generał Mieczysław Bieniek. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM