Tegoroczne wakacje pod znakiem drożyzny. Ekspert podpowiada, kiedy można liczyć na tańszy wypoczynek

W czasach drożyzny za wakacyjny wypad trzeba sporo zapłacić. Czy jest szansa na tańszy wypoczynek? Jak ocenił w TOK FM Jarosław Kałucki z TravelPlanet.pl, najlepiej trochę poczekać z wyjazdem. - Na drugą połowę sierpnia można zarezerwować mniej więcej o 400-500 złotych tańszy wyjazd zagraniczny, czterogwiazdkowy z wyżywieniem lub all inclusive - wyjaśnił. A jak skończy się sierpień, będzie jeszcze taniej.
Zobacz wideo

Wakacje w czasach rekordowej inflacji - najwyższej od 25 lat - to poważny wydatek. Skoro drożeją paliwa, prąd, żywność i... praktycznie wszystko, to trudno, żeby zapłacić za wypoczynek choćby tyle samo, co przed rokiem. - Niestety turystyka nie jest rajską wyspą w sensie finansowym, która jest oderwana od tej rzeczywistości gospodarczej całego świata - mówił w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u Jarosław Kałucki z TravelPlanet.pl.

Ekspert ocenił, że zaoszczędzić mogą ci, którzy wstrzymają się w lipcu z wyjazdem i poczekają do połowy sierpnia, a najlepiej do września. - Na drugą połowę sierpnia można zarezerwować mniej więcej o 400-500 złotych tańszy wyjazd zagraniczny, czterogwiazdkowy z wyżywieniem lub all inclusive - powiedział. I dodał, że wskazana kwota dotyczy ośmiodniowego wyjazdu.

Rozmówca Michała Janczury podkreślił, że kolejną dobrą wiadomością dla polskich turystów jest to, że mogą mieć gwarantowaną pogodę w zagranicznych kurortach i polecieć tam na wczasy, które będą w cenie polskich wakacji. - A może nawet ciut tańsze i to z dolotem - dodał.

Kałucki podał przykłady ofert dotyczących wypoczynku w Bułgarii, Tunezji, Turcji i na Cyprze, za które trzeba zapłacić ok. 2400 - 2600 złotych. - Jeśli z kolei wybieramy się do Grecji, Albanii, Hiszpanii czy Egiptu, to ten koszt wzrasta do 2700 - 2900 złotych. A jeśli zdecydujemy się na drugą połowę sierpnia, to można odjąć około 400 złotych - ocenił.

Wakacje w tym roku bez taniego last minute

Drożyzna to niejedyny znak rozpoznawczy tegorocznych wakacji. Gość TOK FM przypomniał, że nie ma co liczyć na duże oszczędności, które zwykle gwarantowały oferty last minute.

- Nie ma co liczyć na takie last minute, jakie pamiętamy jeszcze sprzed 5-6 lat, dlatego, że po wojnie cenowej touroperatorzy stwierdzili, że nie będą walczyli na ilość, tylko na efektywność. W związku z tym nie rezerwują obiektów z dużym wyprzedzeniem - wyjaśnił. 

Firmy turystyczne muszą też pamiętać o wysokim poziomie niepewności, który towarzyszy nam praktycznie od czasu wybuchu pandemii koronawirusa. - Polacy też przerzucili się na rezerwowanie wypoczynku bliżej daty wyjazdu. Suma tych czynników daje taki właśnie efekt, że nie ma praktycznie ofert last minute - podsumował Kałucki. 

DOSTĘP PREMIUM