Ukraińskie zboże popłynie szerokim strumieniem w świat? "To porozumienie jest podminowane"

Umowy ws. eksportu ukraińskiego zboża nie muszą oznaczać, że kryzys żywnościowy został zażegnany. - Główną niewiadomą jest to, na ile Rosja będzie respektować te porozumienia - mówił w TOK FM Jakub Jakóbowski z OSW. Niestety to nie jedyny problem. - Może się okazać, że ukraińskiego zboża wcale nie wypłynie z portów tak dużo, jakbyśmy się spodziewali - ostrzegał ekspert.

Dzięki podpisanym w Stambule porozumieniom między Turcją, ONZ i Ukrainą oraz Ukrainą, Turcją, Rosją z trzech ukraińskich portów w Odessie, Czornomorsku i Jużnem (Piwdennem) będą mogły wypływać statki z ukraińskim zbożem. Wraz z atakiem Rosji drastycznie wzrosły ceny zboża na całym świecie, bo Ukraina to jeden z największych producentów i eksporterów zbóż.

- Ukraina ma wyznaczyć bezpieczne korytarze - omijające miny na Morzu Czarnym. Ewentualnie "strony trzecie", których nie wymieniono w porozumieniu, miałby rozminowywać drogi wodne. Co jest istotne, w Stambule ma powstać centrum obserwacyjne ONZ i tzw. grupy obserwacyjne stron porozumienia, które miałaby sprawdzać, czy na jednostkach handlowych, które płyną do Ukrainy, nie płynie broń. To był jeden z warunków Rosji - wyjaśniał w TOK FM Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Ekspert podkreślił, że podpisanie porozumień nie daje odpowiedzi na pytania, czy kryzys zostanie zażegnany.  - Przede wszystkim główną niewiadomą jest to, na ile Rosja będzie respektować te porozumienia, bo technicznie to dwa różne porozumienia - podkreślił w rozmowie z Filipem Kekuszem.

Koordynator programu Powiązania Gospodarcze w Eurazji w OSW wskazał, że zawarte w Stambule porozumienia "bardzo łatwo storpedować". - Wręcz dosłownie, na przykład wznawiając działania wojenne na drogach wodnych (którymi ma odbywać się ruch statków ze zbożem), oskarżając Ukrainę o łamanie porozumień Mówię oczywiście o Rosji. Można to też czynić dyplomatycznie. Np. gdyby Rosja oświadczyła, że znalazła broń na statkach, to miałaby wtedy kolejny argument do uderzania w Ukrainę i Zachód. Stąd całe to porozumienie jest podminowane - ocenił.

Może się okazać, że problem ukraińskiego zboża wcale nie będzie rozwiązany

Postawa Rosji i ewentualne prowokacje nie wyczerpują listy wątpliwości. Bo do tego, żeby kryzys żywnościowy mógł być opanowany, potrzebne są ogromne dostawy ukraińskiego zboża. Ale czy znajdą się firmy, które zdecydują się na wysłanie swoich statków w rejon działań wojennych? - Wszystko zależy pewnie od ceny - przyznał gość TOK FM.

I przywołał przykład ukraińskich portów na Dunaju, z których cały czas odbywa się eksport zbóż. -  Problem polega na to, że ceny frachtu, jakie globalne firmy podawały Ukraińcom, są kilkukrotnie czy kilkunastokrotnie wyższe niż przed wojną. Nawet więc jeśli technicznie będą wytyczone korytarze transportowe i Rosja nie będzie torpedować tego porozumienia, to pytanie jest jeszcze o to, ile Ukraińcy będą musieli zapłacić za usługę. I frachtu i ubezpieczeń - mówił Jakóbowski.

- W idealnym świecie, to świat zrobiłby zrzutkę, bo to zboże bardziej jest jemu potrzebne, niż pieniądze (z jego sprzedaży) Ukrainie - wtrącił dziennikarz TOK FM.

Ekspert zwrócił uwagę na to, co do tej pory świat, a przede wszystkim USA i Unia Europejska, zrobiły w sprawie ułatwienia eksportu ukraińskiego zboża. - Zaangażowanie organizacji międzynarodowych i tych dużych graczy było ograniczone. Być może czekali na odblokowanie portów i teraz się zaangażują. Ale trzeba powiedzieć, że jeżeli dużego międzynarodowego wsparcia dla frachtu nie będzie, to może się okazać, że ukraińskiego zboża wcale nie wypłynie z portów tak dużo, jakbyśmy się spodziewali - stwierdził ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich.

DOSTĘP PREMIUM