"Dym czuć nawet w Pradze". Płonie wielka atrakcja turystyczna Czech. "Ogromne straty"

Pożar Parku Narodowego Czeska Szwajcaria jest gigantyczny. Trwa od niedzieli i do tej pory pochłonął 300 hektarów górskich lasów i część wsi Mezna. - Nie ma już szansy, żeby ugasić to, co się pali w tej chwili. To będą przyrodniczo ogromne straty - mówił w TOK FM prof. Marcin Czyżniewski z Wydziału Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Zobacz wideo

Płonie Park Narodowy Czeska Szwajcaria, około 100 km na północ od Pragi, jedna z największych atrakcji turystycznych w Czechach. Jak mówił w "A teraz na poważnie" w TOK FM prof. Marcin Czyżniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, słynie ona z niepowtarzalnych, malowniczych form w piaskowcu. Stąd cieszy się sporym zainteresowaniem także wśród np. niemieckich turystów.

Wskazał, że z pożarami w tym miejscu mamy do czynienia często, praktycznie co roku, jednak żaden z dotychczasowych nie był tak duży i nigdy nie płonęły domy mieszkalne. Rozmówca Mikołaja Lizuta przytoczył opinie czeskich strażaków, którzy mówią, że to, co właściwie mogą obecnie robić, to tylko bronić tych terenów, które nie są zajęte przez ogień. - Nie ma już szansy, żeby ugasić to, co się pali w tej chwili. To będą przyrodniczo ogromne straty - podkreślił. Przypomniał też, że przez pożar ucierpi też miejscowa turystyka. 

"Strażacy czekają na deszcz"

Akcję strażaków utrudniają warunki atmosferyczne. - Mówi się, że i w Pradze czuć dym i w oddalonych o ponad 130 kilometrów Pardubicach. W Czechach wieją teraz silne wiatry, które niosą ten dym na wschód i na południe, ale też bardzo mocno utrudniają akcję gaśniczą - wskazał prof. Czyżniewski. 

Dodał też, że ognisk pożaru jest wiele, a ciągle pojawiają się nowe. - Strażacy w tej chwili patrzą tak naprawdę w niebo i czekają po pierwsze na to, żeby przestało wiać, a po drugie, żeby spadł deszcz - powiedział profesor.

Także czeskie władze alarmują, że pożar wymknął się spod kontroli. - Czesi proszą o pomoc sąsiadów. Jednostki z całej republiki jadą już na pomoc. W tej chwili właściwie ten pożar mogą gasić jedynie śmigłowce - mówił prof. Czyżniewski. Jeszcze dzisiaj do czeskich, słowackich i niemieckich strażaków biorących udział w akcji gaśniczej, ma dołączyć polski śmigłowiec ze specjalnym gaśniczym zbiornikiem. 

W tej chwili nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. - Pojawiają się głosy, że niestety najprawdopodobniej działalność człowieka, że ktoś musiał świadomie lub nie zaprószyć tam ogień - powiedział gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM