Unia dogadała się ws. gazu, ale Rosja wyprowadza kolejny cios. "Berlin najsłabszym ogniwem"

Po dużym osiągnięciu czeskiej prezydencji w UE, jakim było doprowadzenie do porozumienia ws. organiczenia zużycia gazu, dziś kolejny cios wyprowadza Rosja. Gazprom przykręca kurek w gazociągu Nord Stream 1.
Zobacz wideo

Ministrowie krajów Unii Europejskiej odpowiedzialni za sprawy energii osiągnęli porozumienie polityczne w sprawie zmniejszenia zapotrzebowania na gaz przed nadchodzącą zimą - ogłosiła we wtorek czeska prezydencja. Robert Tomaszewski, starszy analityk ds. energetycznych w Polityce Insight przyznaje, że to spore osiągnięcie. Tym bardziej, że z porozumienia wyłamały się tylko Węgry - choć sprzeciw wobec pierwotnych propozycji z ubiegłego tygodnia był zdecydowanie szerszy i obejmował również Polskę. 

Europa gotowa do redukcji zużycia gazu

Projekt rozporządzenia ws. wymuszonych ograniczeń zużycia gazu w czasie najbliższego sezonu grzewczego zakłada, że od 1 sierpnia do 31 marca 2023 zużycie zostanie zmniejszone o 15 proc., co ma dać oszczędność ok. 45 mld m3 tego surowca. - Na razie te 15 proc. jest dobrowolne, państwa powinny szukać sposobów na ograniczenie, ale nie jest to jeszcze przymusowe. Jednak w momencie ogłoszenia stanu alarmowego na rynku gazu będzie to już obowiązkowy pułap - tłumaczył Robert Tomaszewski, który był gościem Karoliny Lewickiej w "Wywiadzie Politycznym". W związku z tym kraje unijne powinny przygotować plan wprowadzenia takich ograniczeń.

A kto ogłosi stan awaryjny? Pierwotna propozycja zakładała, że zrobi to Komisja Europejska. Jednak czeska prezydencja zaproponowała, by była to rada Unii Europejskiej, gdzie decyzje są podejmowane kwalifikowaną większością. Do wprowadzenia ograniczeń wystarczy więc zgoda 15 spośród 27 państw. 

Jednak zdaniem Tomaszewskiego nagłe ograniczenie zużycia gazu nam nie grozi - tu, jak mówi, zadziałać może rynek. - Będą ograniczane moce przerobowe, zamykane fabryki. Spaść więc powinna i cena, i zużycie - wskazywał.

Ograniczenia z wyjątkami

Pierwszy projekt, który pojawił się w ubiegłym tygodniu, wzbudził sporo niepokoju. Zawiązała się koalicja państw niechętnych temu rozwiązaniu i była ona całkiem szeroka: Hiszpania, Grecja, Polska, Węgry, państwa bałtyckie.

- Czesi zaproponowali szeroki wachlarz derogacji. Np. państwa wyspiarskie, które nie są połączone siecią gazociągów z kontynentem, czyli Irlandia i Malta, nie będą musiały tego robić. Państwa bałtyckie przekonały, że nie mają zsynchronizowanej sieci elektroenergetycznej z resztą Europy, więc przekonywały, że jeśli Rosja odetnie je od prądu, wówczas będą potrzebowały gazu do stabilizowania sytuacji energetycznej - wyliczał Robert Tomaszewski.

Z wyłączeń skorzysta prawdopodobnie również Polska. Zdaniem gościa TOK FM możemy się znaleźć w grupie krajów przekonujących, że utrzymanie zużycia jest niezbędne dla bezpieczeństwa krytycznych sektorów państwa. Te argumenty będą jednak podlegały weryfikacji Komisji Europejskiej. 

Przykręcony Nord Stream 1

Dziś Rosja ograniczy przesył gazu przez Nord Stream 1. Gazprom tłumaczy się pracami konserwacyjnymi, ale nawet rosyjskie media wprost piszą, że chodzi o uniemożliwienie Europie zebrania zapasów gazu na zimę. - To strategia obliczona na wpędzenie Europy w jeszcze większy kryzys energetyczny - podkreślał Tomaszewski. 

Przewidywał, że po decyzji Rosji ceny zapewne będą jeszcze rosły w górę. - Patrzę na wykres holenderskiej giełdy TTF, gdzie za 1 kWh gazu trzeba zapłacić ponad 200 euro, podczas gdy na początku 2021 roku było to kilkanaście euro. To pokazuje skalę kryzysu - wskazywał rozmówca Karoliny Lewickiej.

Moskwa gra więc na zmiękczenie Europy i ma przy tym bardzo konkretne oczekiwania. Chce, by Unia Europejska certyfikowała Nord Stream 2 i zaczęła znosić sankcje nałożone na Rosję w związku z jej inwazją na Ukrainę. - I tu wiadomo, że najsłabszym elementem europejskiego łańcucha są Niemcy. Magazyny gazu mają wypełnione w 2/3, ale w ostatnich tygodniach musiały wybierać surowiec z rezerw, bo się nie bilansowały. To, co docierało, nie wystarczało, by zaspokoić letnie potrzeby tego kraju - wskazywał Tomaszewski. Berlin, choć zdaje sobie sprawę, że sytuacja będzie bardzo trudna, do tej pory nie cofnął decyzji o wyłączeniu elektrowni jądrowych z końcem roku.

Wszystko to może sprawić, że będzie rosła grupa populistycznych polityków nawołujących do porozumienia w Ukrainie, do ustępstw. - I prawdopodobnie na to obliczona jest polityka Kremla - dodał ekspert Polityki Insight.

DOSTĘP PREMIUM