"Wszyscy już mają dosyć słów". Po papieżu Franciszku w Kanadzie pozostało sporo niedosytu

Papieska - jak sam ją nazwał - pokutna pielgrzymka do Kanady została odnotowana przez większość mediów na całym świecie. Jednak Franiczesk pozostawił po sobie wiele niedosytu. - Przeprosił wiele razy, jednak zawsze precyzyjnie mówiąc o błędach chrześcijan i katolików - nigdy o winie samego Kościoła jako instytucji - podkreśla dr Małgorzata P. Bonikowska, redaktorka naczelna wydawanego w Toronto dziennika "Gazeta".
Zobacz wideo

Poprosiliśmy Polaków, którzy mieszkają i pracują w Kanadzie o komentarz do zakończonej sześciodniowej pielgrzymki papieża do tego kraju. Franciszek nazwał ją pokutną, bo była próbą zmierzenia się z tragiczną i traumatyczną historią Kanady. Historią, którą współtworzył także Kościół katolicki.

Rozmówcy reportera TOK FM Macieja Kluczki potwierdzają, że pielgrzymka ma szansę być ważnym etapem na drodze do pojednania rdzennej ludności tego kraju z Kościołem katolickim. Wizyta papieża w Kanadzie poświęcona była głównie właśnie tym ludziom, którzy - jeśli przeżyli czas spędzony w szkołach prowadzonych przez duchownych - to do dziś noszą w sobie traumę przymusowej asymilacji. Papież spotkał się też z rodzinami i dziećmi tych, którzy trafili do szkół rezydencjalnych.

Po pielgrzymce został jednak pewien niedosyt związany z formą przeprosin, jaką zastosował Ojciec Święty. - Papież przeprosił wiele razy, jednak zawsze precyzyjnie mówiąc o błędach chrześcijan i katolików - nigdy o winie samego Kościoła jako instytucji - podkreśla dr Małgorzata P. Bonikowska, redaktorka naczelna wydawanego w Toronto dziennika "Gazeta". - Jest też kwestia udostępnienia przez Kościół katolicki wszystkich archiwów szkół rezydencjalnych, bo to jeszcze nie nastąpiło. Tę sprawę precyzyjnie zbadała Komisja Prawdy i Pojednania. Wykonała ogromną pracę, ale jest jeszcze wiele dokumentów, które nie zostały udostępnione - dodaje dziennikarka.  

Wspomniana Komisja wydała w 2015 roku raport. Jak mówi dr Tomasz Soroka z Instytutu Amerykanistki UJ, który jest teraz w Toronto, to wielostronicowy dokument, którego lektura jest traumatyczna. To w nim proceder stosowany w szkołach rezydencjalnych - a więc przymusową asymilację - nazwano ludobójstwem kulturowym. To zdanie wróciło w czasie papieskiej wizyty. - To adekwatne słowa. Czy w historii Kanady to historia najcięższego kalibru? Tak. Działalność szkół rezydencjalnych to historia opresji i prześladowania ludów rdzennych. To historia traumatyczna między innymi z tego powodu, że Kanadyjczycy w tej sprawie nie mogą zrzucić winy na nikogo innego. Szkoły rezydencjalne były pomysłem kanadyjskiego rządu. Władze Kanady tworząc ten system - niejako umywając ręce i ze względu na logistyczną i finansową wygodę - przekazały prowadzenie tych szkół kościołom (w tym Kościołowi katolickiemu) - ocenia dr Soroka. Podkreśla, że przeprosiny papieża wypowiedziane w Kanadzie to efekt wieloletnich nacisków. Nie tylko ludów rdzennych, ale i rządu Kanady. Premier Justin Trudeau z rozliczenia tej historii uczynił wręcz swoją obietnicę wyborczą.

Pozostał niedosyt

Z powodu bolesnego tła wizyta papieża w Kanadzie przebiegała niekiedy w chłodnej atmosferze. Miejsca spotkań z Franciszkiem nie zawsze były wypełnione w 100 procentach. Jednocześnie jednak wielu przedstawicieli ludności rdzennej podkreślało, że widzi w słowach i postawie papieża szczerość i autentyczność. Dodawali jednak, że słowa i gesty nie wystarczą, że potrzeba zadośćuczynienia i otwarcia wszystkich archiwów (także kościelnych), kryjących dramatyczną historię tego kraju.

Jak podkreśla ks. Łukasz Kopaniak, który mieszka i pracuje w Kanadzie, "papieżowi w czasie tej pielgrzymki bardziej niż na słowach zależało na obecności i spotkaniu z Kanadyjczykami". Franciszek, mimo problemów z poruszaniem się (przez większość wizyty korzystał z wózka inwalidzkiego) przemierzył 19 tysięcy kilometrów.

Każdego dnia spotykał się z ludnością rdzenną, dotarł też do Innuitów na terenie koła podbiegunowego. Ks. Kopaniak podkreśla, że Kościół kanadyjski już od wielu lat robi wiele, by proces pojednania zakończył się powodzeniem. - Wiele parafii poważnie zubożało w procesie wypłaty odszkodowań - mówi duchowny.

Nieco innego zdania jest Małgorzata P. Bonikowska, która zwraca uwagę na problemy przy zbieraniu funduszy na rzecz ofiar szkół rezydencjalnych i ich rodzin. - Kościół katolicki sam nie mógł tych pieniędzy wyłożyć, więc zaczął je zbierać od wiernych. Do tej pory zebrano 4,6 mln dolarów kanadyjskich. To nadal bardzo mało, przy założeniu, że miliony dolarów zostały wydane na prawników, by zabezpieczyć interesy Kościoła - podkreśla redaktorka naczelna "Gazety". Dodaje, że wizyta Franciszka jest bardzo ważna, ale słów i gestów już wystarczy. - To jest ogromny krok naprzód, ale to dopiero początek. A wszyscy już mają dosyć słów - mówi.

DOSTĘP PREMIUM