Cztery kolejne systemy HIMARS trafiły do ukraińskiej armii. "Jestem wdzięczny"

"Siły Zbrojne Ukrainy otrzymały cztery kolejne systemy artylerii rakietowej HIMARS od Stanów Zjednoczonych" - poinformował w poniedziałek ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow na Twitterze.
Zobacz wideo

"Cztery kolejne systemy HIMARS dotarły na Ukrainę. Jestem wdzięczny prezydentowi USA Joe Bidenowi, sekretarzowi obrony Lloydowi Austinowi III i amerykańskiemu narodowi za wzmacnianie ukraińskiej armii" - napisał w poniedziałek ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow na Twitterze.

Reznikow ocenił, że żołnierze ukraińscy "dowiedli swej sprawności w posługiwaniu się tą bronią".

USA wcześniej wysłały Ukrainie 12 systemów HIMARS. Od 24 lutego Waszyngton przekazał Kijowowi broń o wartości ok. 7,3 mld dolarów. Tydzień temu koordynator ds. komunikacji strategicznej amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego John Kirby zapowiedział, że USA ogłoszą kolejny pakiet pomocy dla Ukrainy w "bliskiej przyszłości".

Reznikow oceniał w lipcu, że do powstrzymania sił rosyjskich wojska ukraińskie potrzebują ok. 50 systemów HIMARS, a do przeprowadzenia skutecznej kontrofensywy - ok. 100.

W nocy z piątku na sobotę ukraińska armia ostrzelała z wyrzutni HIMARS 40 rosyjskich wagonów kolejowych, które przybyły z żołnierzami i sprzętem z okupowanego Krymu do obwodu chersońskiego na południu Ukrainy - poinformował rzecznik władz obwodu odeskiego Serhij Bratczuk. Według niego ok. 80 wojskowych zginęło, a 200 zostało rannych.

"Te pociski trafiają z dokładnością do kilku centymetrów"

Rolę wyrzutni HIMARS w przebiegu losów wojny podkreślił w TOK FM generał w stanie spoczynku Mieczysław Bieniek. Bo to broń wyjątkowo precyzyjna, dzięki której można ostrzelać cele z 70 km. Ukraińcy strzelają nimi w bardzo wrażliwe dla Rosjan miejsca: składy amunicji, paliw, zasoby logistyczne, stanowiska dowodzenia czy stanowiska ogniowe.

- Nie opłaci się strzelać takim drogim pociskami w mniej ważne cele. Te pociski kosztują kilka milionów dolarów. Są naszpikowane elektroniką, więc trafiają z dokładnością do kilku centymetrów. Dlatego nie warto strzelać do pojedynczego czołgu - wyjaśnił gen. Bieniek.

Gość TOK FM wskazał, że HIMARS-y są dla Rosjan groźne z jeszcze jednego powodu. Bo bardzo trudno je wykryć, namierzyć. - Pamiętajmy, że linia frontu jest bardzo rozciągnięta, liczy około tysiąca kilometrów. I Rosjanom trudno jest wykryć, gdzie te HIMARS-y się znajdują. Mogą być przewożone zarówno na platformach kolejowych jak i na pojazdach kołowych. Rosjanie się boją, bo pociski nadlatują nie wiadomo z której strony - opisywał ekspert.

Były zastępca dowódcy strategicznego NATO ocenił, że to, czy nowoczesny sprzęt pomoże Ukraińcom przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, zależy przede wszystkim od dalszych dostaw, m.in. rakiet czy pocisków. -  Liczba baterii będzie decydowała o tym, ile celów jesteśmy w stanie zniszczyć, jak bardzo osłabić potencjał ogniowy nieprzyjaciela - podkreślił gen. Bieniek.

Posłuchaj podcastu:

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM